„Carewicz” przeżył

Zabójstwo Mroza jest jak dotąd jedynym potwierdzonym przypadkiem zemsty na zdrajcy, wykonanej przez polskie służby specjalne – i to bez procesu sądowego. Spośród 11 oficerów peerelowskiego wywiadu, którzy przeszli na stronę wroga i zbiegli za granicę w latach 1956–1964, w ośmiu przypadkach poza degradacją nie wszczęto przeciw nim żadnego postępowania. Dwóch zostało skazanych na karę śmierci, ale udało się wyegzekwować tylko jeden wyrok (uciekinier ppłk Jerzy Bryn sam wrócił do kraju, a wyrok zamieniono mu na dożywotnie więzienie, zmarł w 1978 roku). I tylko w jeszcze jednym przypadku ucieczki – ppłk. Michała Goleniewskiego z 1961 r. –  w Departamencie I MSW powstała specjalna grupa operacyjna (o kryptonimie „Teletechnik”), której zadaniem było zlokalizowanie i zlikwidowanie zdrajcy. Stało się to pod naciskiem KGB, ponieważ Goleniewski wsypał też najcenniejszych sowieckich szpiegów, ulokowanych m.in. w służbach wywiadowczych Wielkiej Brytanii, RFN i Izraela.

Wyroku na Goleniewskim nigdy nie udało się wykonać, chociaż istnieją dowody, że polski wywiad próbował tego kilkakrotnie. Tym bardziej że uciekinier w czasie pobytu w USA robił wokół siebie sporo medialnego szumu. W 1964 r. ogłosił, że nazywa się Aleksiej Nikołajewicz Romanow i jest jedynym pretendentem do rosyjskiego tronu. Nie wiadomo, czy postanowił udawać wariata, czy dobrać się do przechowywanych w zachodnich bankach milionów dolarów majątku Romanowów. Kiedy jednak w 1969 r. jeden z oficerów polskiego wywiadu trafił na ślad „carewicza” w USA i Brazylii, Goleniewski zniknął. Według informacji zdobytych przez agentów został ulokowany w specjalnym utajnionym ośrodku. Po kolejnych 10 latach nieskutecznych prób zlokalizowania zdrajcy sprawa „Teletechnik” została zamknięta. Michał Goleniewski dożył wieku 71 lat. Zmarł w roku 1993 w nowojorskim szpitalu.

Bond, czyli brytyjskie kompleksy

Niewykluczone, że postać Jamesa Bonda powstała wyłącznie po to, aby Brytyjczycy mogli odreagować upokorzenia, które zafundowali im rodzimi zdrajcy pracujący dla sowieckiego KGB. W przeciwieństwie bowiem do agenta 007 pozostali funkcjonariusze tajnych służb Jej Królewskiej Mości nie mogą pochwalić się sukcesami w karaniu własnych renegatów. 22 października 1966 r. 40-letni George Blake wyjął przepiłowaną wcześniej kratę więzienia w Wormwood Scrubs i skoczył na leżący poniżej dach. Miał przy sobie walkie-talkie; dostarczył mu je zwolniony wcześniej, a wtajemniczony w plan ucieczki współwięzień Sean Bourke. Na umówiony sygnał radiowy Bourke przerzucił przez mur więzienia lekką sznurową drabinkę i po chwili Blake siedział już w jego zaparkowanym pod murami więzienia samochodzie.