Nie dać się zabić i zarobić

Gordijewski też nieźle zarobił na tajemnicach, które zdradził w wydanej na całym świecie książce „Ostatni przystanek – egzekucja”. Chociaż twierdzi, że próbowała go otruć ta sama ekipa, która zgładziła Litwinienkę, spokojnie mieszka niedaleko Londynu pod zmienionym nazwiskiem. Chochłow prowadzi leniwy żywot emerytowanego profesora psychologii w Kalifornii. Dla wielu obecnych i przyszłych zdrajców są oni żywym dowodem, że sprzedając tajemnice wrogom, można ustawić się na całe życie. A  jednak... W 1985 r. Edward Lee Howard, funkcjonariusz CIA, zbiegł do ZSRR po zdemaskowaniu go jako agenta KGB. Po 17 latach od tej ucieczki ciało Howarda zostało znalezione przez sąsiadów w ogrodzie jego daczy, 20 km na północ od Moskwy. Czy 51-letni zdrajca zmarł z przyczyn naturalnych? Czy zginął od tajemniczej trucizny, a wyrok zapadł w centrali CIA? A może to dzieło prywatnego mściciela, który wymierzył sprawiedliwość w  imieniu kolegów, wydanych przez Howarda w ręce sowieckich specsłużb? Element niepewności u zdrajcy zawsze pozostanie.

KUKLIŃSCY: OFIARY  ZEMSTY?

Pułkownik Ryszard Kukliński został ewakuowany z Polski przez CIA w listopadzie 1981 r., po ponad 10 latach współpracy z amerykańskim wywiadem. „Był naszym najcenniejszym źródłem informacji w bloku wschodnim” – wspominał Robert Gates, dyrektor CIA. Kukliński spodziewał się sowieckiej zemsty i chciał ochronić przed nią także swoją rodzinę. Amerykański wywiad wywiózł więc z Polski jego żonę i dwóch synów: 26-letniego wówczas Waldemara i 23-letniego Bogdana. Młodszy był wtajemniczony w działalność ojca, m.in. pomagał mu kontaktować się z CIA  i przechowywał w mieszkaniu szpiegowskie materiały.

Po ucieczce z Polski cała rodzina zamieszkała w Tampa na Florydzie, pod ścisłą opieką CIA. Minęło ponad 10 lat i nic złego się nie wydarzyło. Aż do sylwestrowej nocy 1993 r. Nowy rok 1994 Bogdan Kukliński postanowił powitać razem z przyjacielem na łodzi u wybrzeży Florydy. Kilka dni później pusty jacht został odnaleziony w Key West. Chociaż początkowo podejrzewano, że obydwu żeglarzy zmyła z pokładu morska fala, szklanki i kieliszki na jachcie były nietknięte. Płk Kukliński sądził początkowo, że syn został porwany przez kubańskich komandosów w celu wymiany na ojca. Nikt jednak nie zgłosił się z taką propozycją. Ciała nigdy nie odnaleziono i 35-letni Bogdan został uznany za zmarłego. Zaledwie kilka miesięcy później, 13 sierpnia 1994 r., rozpędzony jeep bez numerów rejestracyjnych potrącił na pustym dziedzińcu kampusu uniwersytetu Tampa 39-letniego Waldemara Kuklińskiego, a następnie dwukrotnie przejechał po jego ciele. Kierowca uciekł z miejsca wypadku i nigdy nie został schwytany. W samochodzie nie znaleziono też żadnych odcisków palców. Ryszard Kukliński nigdy nie oświadczył, że śmierć synów była zemstą służb specjalnych za jego zdradę. Nie istniał już ZSRR, PRL ani Układ Warszawski. Podejrzenia jednak pozostały.