Niektórzy ludzie twierdzą, że budzą ich subtelne bodźce słuchowe. Te charakterystyczne dźwięki wczesnego poranka, takie jak początek ruchu na autostradzie, przejazd samochodu dostawczego czy nawet ciche tyknięcie wydawane przez mechanizm budzika na chwilę przed tym, nim zadzwoni. To prawda, że mózg doskonale przetwarza dźwięki podczas snu. To dlatego kupujemy budziki, na których dźwięk jesteśmy wrażliwi. Nie kupujemy natomiast budzików zapachowych z równie ważnego powodu. Choć niektórzy ludzie mogliby przysiąc, że z głębokiego snu wyrwał ich ohydny smród skunksa albo uderzający do głowy aromat zaparzanej kawy, nowe badania wskazują na coś innego. Naukowcy z Brown University wykazali całkowity brak reakcji podczas wszystkich faz snu, oprócz najwcześniejszej, na intensywne zapachy, takie jak mięta czy szczególnie szkodliwa pirydyna, składnik smoły węglowej, często używana jako środek konserwujący do drewna na opał. Nie licz na to, że nos cię ostrzeże, mówią naukowcy: „Nie można polegać na tym, że ludzki węch obudzi śpiącego. Nie jest do tego zdolny”.

Tak czy inaczej, istnieje wiele dowodów wskazujących, że sygnały, które nas budzą, mogą wcale nie pochodzić spoza naszego ciała, lecz z jego wnętrza, i są swego rodzaju inteligentnymi małymi budzikami w umyśle, które przygotowują nasz mózg do przebudzenia. Gdy Peretz Lavie, badacz snu z Technion, Izraelskiego Instytutu Technologii, sprawdzał, czy ludzie potrafią obudzić się sami z siebie o określonej porze bez żadnych zewnętrznych sygnałów, dokonał zaskakującego odkrycia. Wielu badanych obudziło się dziesięć minut przed lub po wyznaczonej porze, nawet gdy była to dopiero trzecia trzydzieści nad ranem. To naprawdę imponujące wyczucie czasu, przewyższające nawet zdolność określania czasu większości ludzi podczas dnia, kiedy nie śpią. Inne badanie wykazało, iż już samo oczekiwanie, że sen dobiegnie końca o określonej porze, zwiększa o 30 proc. stężenie we krwi hormonu stresu – kortykotropiny (ACTH). Jest to nieomylny znak, że mózg przygotowuje się do przebudzenia.

Przynajmniej u niektórych z nas, podświadomość jakimś tajemniczym sposobem dokładnie śledzi czas, kiedy śpimy. Mózg „oczekuje” jakiegoś mającego nastąpić wydarzenia, np. docelowej pory przebudzenia – tak jak to się dzieje, kiedy nie śpimy – uwalnia związki chemiczne, które mają nas zmobilizować do działania. Przewidywanie, do którego, jak kiedyś uważano, jesteśmy zdolni tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi, może mieć miejsce również we śnie, pozwalając nam spontanicznie budzić się o tej samej, przewidywalnej godzinie (lub zmuszając nas do tego).

SPOSÓB NA ŚPIOCHA


Ale być może nie masz tego problemu. Może należysz do tej większości, która budzi się przestraszona, słysząc „prawdziwy” dźwięk „prawdziwego” budzika, nagłą głośną muzykę albo głos DJ-a dobiegający z radia. W twoim przypadku poranny rytuał zaczyna się wówczas od wciśnięcia przycisku drzemki, żeby „ukraść” jeszcze dziesięć minut snu. Bardzo możliwe, że rzeczywiście potrzebujesz tych dziesięciu minut, a może nawet więcej. W kraju, w którym sen trwa średnio mniej niż siedem godzin, zamiast optymalnych ośmiu, większość ludzi cierpi na łagodny niedobór snu, zwłaszcza w dni robocze. Niestety, ten krótki sen przed następnym sygnałem budzika nie regeneruje i nie przynosi wypoczynku. Według specjalistów, jest to tylko lekki, nerwowy sen. Nawet jeśli prześpisz kolejny sygnał budzika, fakt, że oczekujesz przebudzenia, będzie miał wpływ na jakość twojego snu.

Istnieją oczywiście i tacy, którzy uparcie śpią nie zwracając uwagi nawet na najbrutalniejsze dźwięki budzika. Dla takich zagorzałych śpiochów w 1855 roku opracowano patent – łóżko, które dosłownie katapultowało cię w przestrzeń. Gdy chrapiący winowajca ignorował wbudowany budzik, boczna barierka przy łóżku odsuwała się, a łóżko odchylało się pod takim kątem, że opieszały śpioch zwalał się na podłogę. Niedawno w Massachusetts Institute of Technology opracowano nowy, tyle tylko, że trochę bardziej humanitarny mechanizm.

Clocky, włochaty gąbczasty budzik-robot, stacza się z szafki przy łóżku i na swoich kółkach toczy się w jakiś ciemny kąt pomieszczenia. Codziennie znajduje sobie nową kryjówkę. Wynalazcy twierdzą, że po kosztującym niemało wysiłku odnalezieniu Clocky’ego, nawet najgorszy śpioch straci ochotę na powrót do łóżka.

OBUDZONY – JAK PIJANY