Wiedeń jest inny – oto hasło reklamowe miasta, które lubi wyjątkowość. Jeśli opierać się na literaturze i muzyce, należy mu przypisać także bardzo szczególny stosunek do śmierci i umierania, czego dowodem słynna wypowiedź pisarza i aktora Helmuta Qualtingera: „W Wiedniu musisz umrzeć, żeby wypito twoje zdrowie. Ale potem żyjesz długo”. Tylko tutaj funkcjonuje pojęcie „pięknego pogrzebu”, od dawna oscylujące między mitem, stereotypem a rzeczywistością. Czy mogłoby być jednak inaczej, skoro właśnie w tym mieście w 1967 r. otwarte zostało  Bestattungsmuseum – pierwsze muzeum poświęcone czci oddawanej zmarłym i przemysłowi z tym związanemu?

CO TO BYŁ ZA PIĘKNY… TRUP

To XVI w. przyniósł zmiany w organizacji pochówku. Nadał mu charakter przedstawienia – od tej pory aż do końca XVIII w. taką uroczystość (zwłaszcza w przypadku sarmackiego pogrzebu) będzie się określać mianem pompa funebris. Pojawiły się elementy towarzyszące – przemowy, wiersze na cześć zmarłego, chorągwie żałobne, ornaty, portrety trumienne. Dla Kościoła posttrydenckiego [po 1563 r. – przyp. red.] sukcesem było przejęcie kontroli nad ceremoniałem, który wcześniej częściowo mu umykał. Terenem pośmiertnego rytuału pychy jest odtąd miejsce święte – kościół. Katafalki powstałe w późnym średniowieczu wydają się bardzo skromne w porównaniu z płomiennymi kaplicami epoki baroku, z owym castrum Doloris, które urasta do rozmiarów pomnika zajmującego większą część chóru, ustawionego na piedestale, ze ścianami wyłożonymi płótnem.

Charakterystyczna dla Austriaków fascynacja śmiercią stanowi – zdaniem Louisa Jamesa, autora „Poradnika ksenofoba” – owoc „arystokratycznych, wystawnie posępnych pogrzebów. Zwłaszcza warto było czekać na śmierć cesarza. Widowiskowa część pogrzebów – wiedeńczycy nazywają to schöne Leich (piękne zwłoki) – odgrywa ważną rolę w austriackiej kulturze. Dzieje się tak, ponieważ Austriacy wierzą, że śmierć jest częścią życia, nie tylko jego zakończeniem”. Michel Vovelle w monografii „Śmierć w cywilizacji Zachodu” twierdzi, że „lokalna szlachta we własnym gronie pozostawała raczej wierna zwyczajom i wymogom tradycji. Zmiana przyszła poprzez mieszczaństwo z dużych, a następnie z mniejszych miast: ruch ten zapoczątkowali kupcy, adwokaci, medycy i przedstawiciele, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, »wolnych zawodów«. Niewiele później dostosowali się do tego modelu sklepikarze, rzemieślnicy i czeladnicy”.

ORDNUNG MUSS SEIN