Nie ma prawdopodobnie ciekawszych mariaży niż biznes dysponujący odpowiednio wielkimi pieniędzmi i nauka. Już dziesięć lat brytyjski biznesmen Dale Vince, który na brak fuduszy nie narzeka i jego przyjaciel, inżynier Richard Jenkins budują niezwykły pojazd, który ma pobić wszelkie rekordy prędkości pojazdu napędzanego wiatrem. To po trochu łódka, a po trochu samolot. Korzysta z wiatru i lata trzy do pięciu razy szybciej od niego - istnieje letnia wersja na słoną taflę i zimowa - na lód. Za poligon pasjonaci prędkości obrali dno słonego jeziora Lefroy w Zachodniej Australii (godzina lotu z Perth). Rozciągające się tam szkliste pola solne to prawdopodobnie najgładsze tafle na ziemi, dzięki czemu można się tam nieźle rozpędzić. A dwaj pasjonaci chcieliby pobić rekord prędkości pojazdu napędzanego wiatrem i przekroczyć 116,7 mil na godzinę (prawie 190 km/h). Obaj zgodnie twierdzą, że ich pojazd jest gotowy na takie prędkości, a gwarantuje to technologia i materiały znane z Formuły 1 i lotnictwa. Próby trwają od 15 sierpnia. Podobno wszystko zależy tylko od korzystnego wiatru. Na razie rekord pobity 20 marca 1999 w Prim w amerykańskim stanie Nevada przez Boba Schumachera na Stalowej Kaczce (Iron Duck) trzyma się znakomicie. Po próbach w Australli w styczniu 2009 roku obaj Brytyjczycy wybiorą się na wolne od śniegu zamarznięte jezioro w Montanie z zimową wersją Greenbirda. h.k.