Wydawcy mieli ciężki orzech do zgry­zienia. W końcu zdecydowali się spełnić żądanie mordercy i wydrukowali szyfry.

Zwłaszcza że w jednym z listów autor sugerował, że ukrywają tożsamość zabójcy. Okazało się, że to blef. Za­ledwie kilka dni później na policję zgłosił się nauczyciel, któremu wraz z żoną udało się złamać kod. Zaszyfrowana wiadomość zawierała wywody mordercy na temat zabi­jania. Oto fragment: „Lubię zabijać ludzi, bo to świetna zabawa, to zabawniejsze niż polowanie w lesie na dzikie zwierzęta, bo człowiek jest najniebezpieczniejszym ze wszystkich zwierząt. Zabijanie dostarcza mi najbardziej ekscytujących doznań...".

Od tej pory zaczęła się gra w kotka i myszkę. Zodiak przesyłał listy do redakcji z kolejnymi szyframi i mordował. W przeciwień­stwie do pierwszego, żadnego z późniejszych nie udało się rozszy­frować do dzisiaj. Nawet laboratorium FBI okazało się bezradne.

Po raz kolejny Zodiak uderzył 27 września 1969 r. Ofiarami byli Cecelia Shepard i Bryan Hartnell - para studentów, którzy urządzili sobie piknik w okolicy Jeziora Berryessa, 96 km na pół­nocny wschód od San Francisco. Schemat działania różnił się jednak od pozostałych. Napastnik podszedł do młodych ludzi z bronią w ręku i pozorował napad. Udawał zbiega, który musi posłużyć się ich samochodem. Na głowie miał worek z wyciętymi otwora­mi na oczy i usta, na którym znajdował się symbol „Zodiaka". W pewnym momencie kazał Cecelii związać kolegę, po czym skrę­pował również ją. Gdy skończył, wyjął 30-centymetrowy nóż i zaczął dźgać nim swoje ofiary. Wiemy to wszystko, bo Bryan przeżył i był na tyle świa­domy, że odtworzył całe zajście. Uciekając, na samochodzie stu­dentów Zodiak napisał jeszcze daty poprzednich morderstw, by nie było wątpliwości, że zo­staną przypisane właśnie jemu. I tak jak po ataku w Blue Rock Springs, zabójca pojechał do budki telefonicznej i zadzwonił na policję.

 

TERAZ ZGINIE WIELE DZIECI

 

Ostatnią oficjalną ofiarą był Paul Stine, taksówkarz z San Francisco, któ­ry został zamordowany w nocy 11 paź­dziernika 1969 r. Zodiak po raz pierw­szy uderzył w centrum miasta, a na pamiątkę wyciął fragment zakrwawio­nej koszuli, którą wraz z listem prze­słał do redakcji „Chronicie". W liście ponownie przyznawał się do morder­stwa i kpił z policjantów. Wiadomość zawierała jednak niepokojącą zapowiedź: „Uczniowie są fajnym celem. Myślę, żeby któregoś ranka zmieść z powierzchni ziemi szkolny autobus. Po prostu przestrzelę przednią oponę, a potem wystrzelam dzieciaki, kiedy będą uciekały w podskokach".