Zodiak za każdym razem ostrzegał, że jeśli jego listy nie będą publikowane, spełni swoje groźby. O seryjnym mordercy donosiła wówczas prasa w całej Ameryce. W jednym z listów przypisywał sobie również morderstwo studentki Cheri Jo Bates, z 30 paź­dziernika 1966 r., której mało nie odciął nożem głowy (ta zbrodnia byłaby więc chronologicznie pierwsza). Zdania na ten temat są jednak podzielone. Część śledczych uważa, że to jedynie przechwałki (takie jest też oficjalne stanowisko Departamentu Policji w Riverside z 1998 r.). Zodiak próbował uderzyć jeszcze raz.

22 marca 1970 r. porwał 23-letnią Kathleen Johns wraz z jej malutką córeczką, ale udało im się uciec. Zasypywał redakcje żądaniami i wywodami (życzył sobie m.in., by mieszkańcy San Francisco nosili znaczki z jego logo). Potem Zodiak przestał informować policję o kolejnych morderstwach. Wiele osób wiąże to z jego listem z 7 listopada 1969 r. Napisał w nim: „Już nigdy nikomu nie powiem, kiedy dokonuję zabójstw - będą wyglądać jak zwyczajne napady, morderstwa ze złości i parę pozorowa­nych wypadków”.

Tożsamości Zodiaka do dzisiaj nie udało się ustalić. Oficjalnie jest ścigany za zabójstwo 5 osób i usiło wanie zabójstwa dwóch innych. On sam przyznawał się w swoich listach do 37! Jest też pierwszym seryjnym mordercą, który do swoich celów i zyskania rozgłosu celowo wykorzystywał media.

 

A BYŁO JUŻ TAK BLISKO...

 

Szczególnie rażące w tej sprawie są błędy popełnione przez policję. Choć Zodiak robił wszystko, by nie zostawić odcisków palców, bywał nie ostrożny. Po morderstwie nad Jeziorem Berryessa śledczy na­mierzyli np. budkę telefoniczną, z której dzwonił. Zna­leziono tam nawet wyraźny odcisk palca na słuchawce, jednak jeden z techników w zdenerwowaniu rozmazał go, i tym samym zniszczył wartościowy dowód.

Największą wpadkę policjanci zaliczyli jednak po morderstwie w San Francisco. Okazało się, że miesz­kańcy jednego z domów widzieli mężczyznę, który zaata­kował taksówkarza, i natychmiast zawiadomili policję.

Kilka patroli udało się na miejsce zdarzenia. Problem w tym, że - nie wiedzieć czemu - policjanci szukali czarnoskórego sprawcy, dzięki czemu Zodiak mógł spokojnie stamtąd odejść. Robert Graysmith, pracownik redakcji „Chronicie”, na łamach swojej książki „Zodiak” idzie dalej i twierdzi, że policjanci zatrzymali pewnego mężczyznę i zapytali go, czy w ciągu ostatnich kilku minut nie zauważył niczego podejrzanego. Ten skierował ich kilka ulic dalej. Owym nieznajo­mym miał być oczywiście Zodiak. Policja zaprzecza tym rewelacjom.

Przez lata głównym podejrzanym był Arthur Leigh Al­len, recydywista skazany za molestowanie dzieci, który zmarł w 1992 roku. Policja zwróciła na niego uwagę, bo mieszkał w pobliżu miejsca, gdzie popełniono pierwszą zbrodnię, a jego kryminalna przeszłość stawiała go w kręgu zainteresowania funk­cjonariuszy. W zasadzie wszystkie ślady wskazywały na niego. W czasie przeszukania jego domu znaleziono m.in. ten sam typ amunicji, jaki posłużył Zodiakowi do dokonania podwójnego zabójstwa przy Lake Herman Road; rozmiar jego buta pasował do śladu pozostawionego przez sprawcę w tym samym miejscu; miał zegarek marki Zodiak i fizycznie pasował do opisu podejrzanego. Poza tym Allen urodził się 18 grudnia (18 grudnia 1969 r. Zodiak zadzwonił do domu znanego prawnika Melvina Belliego. Wybrał go, bo ten był gwiazdą palestry i mediów, prawnikiem, do którego o pomoc zwracały się najgłośniejsze postaci Hol­lywoodu. Telefon odebrała jego sprzątaczka, która usłyszała od mordercy, że musi dzisiaj zabić, bo są jego urodziny). Jakby tego było mało, w 1991 r. wskazały na Allena dwie ofiary, które przeży­ły (rozpoznały go po głosie), oraz jego kumpel, któremu miał rzeko­mo przyznać się do zabójstw. Tak­że Robert Graysmith wskazuje na Allena, argumentując, że przez lata był nękany głuchymi telefonami od zabójcy, które ustały dopiero w roku 1992, a więc w czasie gdy podejrzany zmarł na zawał serca. A jednak badania DNA, pobranego ze znaczków poczto­wych, naklejonych na listy mordercy, przeprowadzone przez policję w 2002 r. wykluczyły, by to Arthur Leigh Allen był Zodiakiem.

Innym podejrzanym był Richard Gaikowski, dziennikarz, który zmarł w 2004 r. Idealnie pasował do rysopisu. W jednym z szyfrów, które miały ukrywać tożsamość mordercy, da się odczytać cztery litery, układające się w napis GYKE, koja­rzący się z nazwiskiem Gaikowski. Poza tym jego głos pasuje do głosu zabójcy, zarejestrowanego w 1969 r., a w jego domu znaleziono książkę należącą do taksówkarza Sunę’a.

Do rysopisu podejrzanego pasowali też Rick Marshall, Lawrence Kane, Bruce Davis, Michael 0’Hare i kilku innych. W 2009 r. Deborah Perez, mieszkanka Kalifornii, wyznała, że Zodiak to jej zmar­ły w 1993 r. ojciec Guy Ward Hendrickson. Dowodem miały być jej zeznania - twierdziła otóż, że jako dziecko pomagała ojcu w pisaniu listów i szyfrów do redakcji.

Mimo wszystko żadnemu z podejrzanych nie udowodnio­no winy. Podobnie jak mężczyźnie wskazanemu przez Lyndona Lafferty’ego. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się to zrobić. Upływający czas z pewnością nie działa na korzyść śledztwa. Być może odpowiedź przyjdzie wraz z rozszyfrowaniem tajemniczych wiadomości Zodiaka - śledczy pracują nad nimi cały czas.