Następca Fahda, zmarły w styczniu br. król Abdullah, miał około 20–30 żon. Ale panujący obecnie Salman już tylko trzy. I to on, a nie poprzednicy, wpisuje się w najnowsze trendy. Al Maktum, bajecznie bogaty emir Dubaju, budowniczy najwyższego budynku na świecie i archipelagów sztucznych wysp, żenił się jedynie dwa razy. Podobnie jak władca Kataru i sułtan Brunei. Wielu innych przywódców muzułmańskich poprzestaje na monogamii. Zapewne również dlatego, że są już tak bo-gaci i potężni, iż nie muszą potwierdzać swej męskości, nieustannie powiększając harem. Mogą sobie nawet pozwolić na obdarzanie małżonek prawdziwym uczuciem. Jak wyjaśnia antropolog prof. Bugusław Pawłowski, „ewolucja premiowała mężczyzn, którzy mieli wyższy status społeczny, gdyż to czyniło ich bardziej atrakcyjnymi dla kobiet”. W czasach gdy podstawowym miernikiem statusu była liczba posiadanych kobiet i zwierząt, panowie za wszelką cenę starali się pomnażać swoje „stada”. Dziś pozycję mężczyzny aspirującego do roli macho określa stan konta, popularność medialna lub zakres władzy, a nie pogłowie bydła i żon. Nie oznacza to rzecz jasna, że królowie, książęta i prezydenci zrezygnowali z miłosnych podbojów. Ale po co od razu się żenić?

Żony-Siostry

Prawie dwa i pół miliona widzów w płatnej telewizji, pięć sezonów i 73 odcinki to dowód, że reality show „Sister Wives” (Żony-siostry) zyskało uznanie amerykańskiej publiczności. Jego bohaterki to cztery małżonki jednego mężczyzny i matki jego 17 dzieci. Poligamiczna rodzina należy do Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, czyli mormonów. Wielożeństwo w USA jest nielegalne, więc mormoni w 1890 r. oficjalnie się go wyrzekli. Odtąd urzędowo rejestrują tylko jeden związek, a następne zawierają w Kościele. Z punktu widzenia prawa są to konkubinaty, więc jeśli nie dochodzi w nich do przemocy czy seksualnego wykorzystywania nieletnich, władze nie interweniują. Opinia publiczna, zwłaszcza jej purytańska część, zarzuca jednak mormonom niemoralność i wypaczanie chrześcijaństwa. By zmienić te poglądy, Kody Brown zdecydował się pokazać swoją rodzinę w popularnej telewizji TLC. „Na początku byłam zazdrosna, ale dziś tworzymy kochającą się rodzinę” – opowiadała pierwsza i jedyna legalna żona Meri. „Nie wyobrażam sobie innego życia” – wtórowała jej Robyn, która weszła do rodziny ostatnia. „Mąż traktuje nas jednakowo, spędza noce po kolei u każdej. Mieszkamy oddzielnie, ale pomagamy sobie jak siostry, wspólnie opiekujemy się dziećmi, prowadzimy gospodarstwo”. Poza drugą żoną wszystkie pochodzą z rodzin poligamicznych i nie mają wątpliwości, że zgodnie z ładem ustanowionym przez Stwórcę „mąż powinien być posłuszny Bogu, żona mężowi, a dzieci rodzicom”. W sielankowe życie nie uwierzył prokurator stanu Utah, który zaczął sprawdzać, czy w mormońskiej rodzinie nie dochodzi do naruszania konstytucyjnej zasady równości wobec prawa. Brown nie czekając na efekty dochodzenia wywiózł swe stadło do bezpieczniejszego Las Vegas. Tam kręcono kolejne odcinki serialu, ale przy okazji kobiety zobaczyły inne życie. Pierwsza żona Meri po 33 latach małżeństwa wystąpiła o rozwód. Kody stawił się w urzędzie, by zawrzeć nowe legalne małżeństwo z... najmłodszą Robyn. Tak wygląda poligamiczna równość – kobiet można mieć wiele, lecz jedną kocha się bardziej.

Rzucone na żer

Kilka lat temu pięć modelek, w tym miss USA Shannon Marketić i Wielkiej Brytanii Paula Bradbury, oskarżyło sułtana Brunei, że zaoferował im 120 tys. dolarów za udział w pokazach mody, a w rzeczywistości „uwięził” na miesiąc i zmuszał do świadczenia usług seksualnych. Sprawa trafiła do sądu i zakończyła się ugodą. Jej szczegółów nie ujawniono, ale spekulowano, że modelki dostały po pół miliona dolarów.

Na taki uśmiech fortuny nie mogły liczyć dziewczęta i kobiety, którymi zainteresował się Muammar Kaddafi. Dyktator Libii był przykładnym monogamistą, ożenił się po raz drugi dopiero po rozwodzie z pierwszą żoną. Lecz pod tą maską krył się brutalny i wiecznie niezaspokojony samiec. Francuska dziennikarka Annick Cojean dotarła do jego ofiar. Na podstawie ich opowieści napisała książkę „Rzucone na żer: w haremie Kaddafiego” (Les Proies: dans le harem de Kadhafi). Ujawniła, że członkinie słynnej kobiecej ochrony libijskiego despoty w rzeczywistości były jego seksualnymi niewolnicami. Dziewczyny, które wpadły Kaddafiemu w oko, na przykład podczas wizytacji szkół, porywano i wywożono do rezydencji na pustyni. Tam doświadczone burdelmamy uczyły je, jak zaspokajać perwersyjne upodobania władcy. Jeśli zdały egzamin, dostawały mundury i mogły udawać komandoski.

W tych doskonale wyszkolonych i fotogenicznych kobietach żołnierkach widziano kolejny przykład równouprawnienia płci. Tymczasem były one dowodem, że haremy obsługujące wielkich tego świata funkcjonują – pod każdą szerokością geograficzną – także w naszych czasach.