Wciągu dnia poprzedzającego kaware (rytualną nocną orgię) dorośli mężczyźni wznoszą na słupie drewnianą platformę. Wylegują się na niej nago, nabierając sił. W tym czasie kobiety budują w dżungli szałas bez okien. O zmierzchu rozpalą w nim ognisko. Gdy mężczyźni zobaczą dym, zejdą na ziemię. Pod osłoną zmroku zakradną się do szałasu, by oddać się rozpuście.

Po kaware tradycyjnie następuje kilkudniowy okres rozpasania, zwany imu, kiedy to dozwolony jest seks każdego z każdym. Podczas imu mieszkańcy wioski posilają się specjalnymi pokarmami, zapewniającymi siłę i moc – powodzeniem cieszą się gigantyczne ślimaki morskie, uznawane (zapewne ze względu na podługowaty kształt) za potężny afrodyzjak.

Mimo intensywnych starań misjonarzy – imu przetrwało do dziś. Faktem jest, że rzadko łączy się z całym ceremoniałem kaware, a kochankowie wolą spotykać się w dyskretnym miejscu, a nie w zadymionej chacie, czemu akurat trudno się dziwić.

Myliłby się jednak ten, kto przypisałby plemieniu Kamoro rozwiązłość. Jakiekolwiek przejawy swobody seksualnej poza wyznaczonymi okresami są piętnowane, a winowajcy tradycyjnie karani – zarówno kobieta, jak i mężczyzna przyłapani in flagranti powinni zostać wychłostani i otrzymać przynajmniej po jednej rózdze od każdego mieszkańca wioski.

KOCHAJMY SIĘ JAK BRACIA

U wschodnich sąsiadów Kamoro, plemienia Asmat, przetrwał obyczaj podobnej natury, zwany papitsj – wymiana żon między mężczyznami będącymi towarzyszami lub braćmi (mbai).

Warto tutaj zwrócić uwagę na skomplikowany charakter związku między dwoma mężczyznami. Już w wieku kilku lat chłopcy z plemienia Asmat dobierali się w pary, razem chodzili na polowania, na ryby i do dżungli. Razem też uprawiali seks – traktowany w tym wypadku jako naturalny sposób zapewnienia równowagi. W związku panowała pełna symetria – nie było strony dominującej i biernej – każdemu stosunkowi analnemu towarzyszył drugi, z nieodzowną zamianą ról. Mężczyźni pozostawali w związku ze swoim mbai przez całe życie, walczyli u jego boku w bitwie, razem sypiali w długim domu mężczyzn – było to całkowicie naturalne i powszechnie akceptowane. Oczywiście nie wykluczało to w żaden sposób zainteresowania płcią przeciwną, wśród dzieci panowała swoboda seksualna. Chociaż zbyt częste zmiany partnerów nie były w dobrym tonie, tak naprawdę dopiero małżeństwo ograniczało ich liczbę.

W okresie poprzedzającym wyprawę wojenną i ważne ceremonie, kiedy to utrzymanie właściwej równowagi było sprawą kluczową, dochodziło właśnie do papitsj – wymiany żon między towarzyszami. Po ustaleniu terminu przez czworo partnerów, żony przeprowadzały się do chaty mbai swojego męża – by ugotować tam posiłek z sago (to symbol akceptacji zawarcia małżeństwa). Na kilka dni dom opuszczali wtedy pozostali mieszkańcy, a pary w nieskrępowany sposób oddawały się rozkoszom. Po kilku dniach partner obdarowywał swoją kochankę naszyjnikami z muszli i zwracał swojemu mbai.

Podobnie jak wiele innych plemion papuaskich, Asmatowie nie kojarzyli seksu z prokreacją – wszystkie poczęte w trakcie papitsj dzieci uznawane były za prawowitych potomków męża kobiety.