Wiarę tę wykorzystywali liczni samozwańcy, podający się za Władysława. Mieli ułatwione zadanie zarówno z powodu utrudnionego ówcześnie obiegu informacji, jak i dlatego że nie odnaleziono ciała króla. Jednym z samozwańców był wspomniany Rychlik. To jednak nie pierwszy sobowtór Jagiellona. Kilka lat po bitwie pojawił się w Czechach szaleniec, który twierdził, że jest ocalonym Władysławem. Ponieważ jednak równocześnie opowiadał, że jest także królem Arturem, niewielu mu uwierzyło. Więcej szczęścia miał inny pseudo-Warneńczyk, który w 1451 r. pojawił się na terenie Niemiec, a później na Śląsku. Dziś wystarczyłby jeden e-mail, by zdemaskować oszusta. Wtedy jednak wielu ludzi mu uwierzyło. Zaufali mu zresztą nie tylko „maluczcy”, ale także mieszczanie Wrocławia, a nawet śląski książę Henryk Głogowski. Samozwaniec przecenił jednak swoją szczęśliwą gwiazdę. Kiedy pojawił się na terenie Królestwa Polskiego, został skonfrontowany z osobami, które wiedziały, jak wyglądał prawdziwy król. Pseudo-Warneńczyk (którym okazał się Jan z Wilczyny) został uwięziony. Samozwańca zdradził wygląd zewnętrzny. Jak opowiedzieli świadkowie, polski król Władysław był wysoki, oszust zaś „chudy i mały”. W średniowieczu można spotkać jeszcze kilku „cudownie” ocalonych władców, którzy odnajdywali się niekiedy po wielu latach. Żaden jednak nie cieszył się taką popularnością jak Warneńczyk. Jego losy, walka z niewiernymi i śmierć w młodym wieku działały na wyobraźnię. Jednych brano za Władysława, inni sami się pod niego podszywali. Liczne opowieści o Warneńczyku mówią nam wiele o twórcach i odbiorcach tych legend. O ich poglądach, nadziejach i marzeniach. Niewiele nam zaś mówią o samym Władysławie, królu Polski i Węgier, który poległ pod Warną w 1444 r.