Słuchając muzyki – uruchamiamy marzenia, poprawia nam się humor, wydajemy się sobie bardziej atrakcyjni, przebojowi, towarzyscy. Toż to objawy jak po zażyciu jakiegoś wzmacniacza! To zjawisko jest trudne do zbadania, ponieważ człowiek pozwala sobie na muzyczny odjazd wtedy, gdy nikt go nie widzi (bądź obok są sami swoi) – podczas badania laboratoryjnego trudno się wyluzować. Daniel Levitin z uniwersytetu w Montrealu, neuropsycholog i pionier nowej dziedziny psychologii – neurobiologii muzyki, zdołał udowodnić, że muzyka wywołuje zwiększenie ilości dopaminy w jądrze półleżącym – obszarze mózgu odpowiedzialnym za odczuwanie przyjemności.
A zatem muzyka działa dosłownie jak narkotyk! Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego pewne dźwięki przyjemnie pobudzają, a inne męczą. Intuicyjnie wolimy łagodne melodie od miarowych, metalicznych stuków młota pneumatycznego, ale z naukowego punktu widzenia to poważniejsza zagadka. Wiadomo, że człowiek źle znosi dźwięki pracujące w fazie z biciem serca, co prowadzi nawet do zapaści. Amerykanie są oskarżani o stosowanie muzycznych tortur w Guantanamo, gdzie przez wiele godzin gnębiono więźniów nie tylko metalem, ale m.in. twórczością Christiny Aguilery (w tej sprawie Pentagon prowadzi śledztwo). Levitin uważa, że muzyka ma jakąś ewolucyjną funkcję. W końcu niektóre zwierzęta starają się zainteresować sobą partnera, posuwając się do czegoś w rodzaju śpiewu – choćby u ptaków to istotny element godów. Naukowiec zajął się więc ciekawym wątkiem atrakcyjności seksualnej ludzi muzyki. Przykład wybrał jaskrawy, znęcając się bezlitośnie nad Keithem Richardsem, gitarzystą the Roling Stones. Jak facet, który wygląda jak śmierć, może się podobać tylu atrakcyjnym kobietom? – pyta. Choć muzyka działa na mózg jak narkotyk, to jest dużo mniej demokratyczna. Na amfetaminę wszyscy reagują podobnie, na piosenki – różnie. Wystarczy przypomnieć protest brytyjskich handlowców, dla których kolejna perspektywa spędzenia świąt wśród kolęd była nie do zniesienia – więc pozwali pracodawców do sądu. Człowiek nie jest jedynym gatunkiem uwrażliwionym na subtelne dźwięki. Na melodie reagują też zwierzęta domowe – ponoć tuczniki w najsmaczniejszą szynkę obrastają przy klasyce.
Max Suski
Możesz dodać ten artykuł do listy swoich ulubionych artykułów.
Z tymi tucznikami dobre, dobre
. Powiem szwagrowi może zacznie im puszczać klasykę
Ciekawy artykuł, szkoda tylko, że temat potraktowany dosyć pobieżnie...
Copyright 2008 Gruner + Jahr Polska