Porwanie supertankowca Sirius Star było operacją logistyczną, porównywalną z największymi atakami terrorystycznymi Al-Kaidy. Jeśli kilkudziesięciu słabo uzbrojonych ludzi mogło porwać statek siedem razy większy od Titanica i ważący tyle, ile trzy amerykańskie lotniskowce, to co jeszcze może się zdarzyć?
Kapitan Marek Niski, uwolniony razem z załogą oraz tankowcem za 3 mln dolarów okupu, jest już bezpieczny w domu w podszczecińskim Gryfinie. Nigdy nie zapomni jednak koszmaru, który wydarzył się w tę listopadową noc.
Mijał kolejny dzień, od kiedy 333-metrowy tankowiec Sirius Star wyszedł z saudyjskiego portu w dwutygodniowy rejs. Kolos obciążony dwoma milionami baryłek ropy płynie z szybkością zaledwie 15 węzłów (niecałe 30 km/godz.). Zbudowany za 150 mln dolarów supertankowiec przewozi warty 100 mln dolarów ładunek ropy do USA.
Wieczorem kapitan jak zwykle sprawdził wskazania automatycznego pilota. Wszystko OK. Na mostku zostaje młody trzeci oficer. System unikania kolizji jest włączony i pełniący wachtę mężczyzna może poczytać lub wysłać e-maila do rodziny, zerkając od czasu do czasu na tarcze zegarów i pokładowe monitory. Statek znajduje się ok. 450 mil morskich (800 km) od kenijskiej Mombasy. Płynie daleko od rojącego się od piratów wybrzeża Somalii. Zaledwie trzy tygodnie wcześniej porwali oni ukraiński statek Faina, wiozący transport broni do Kenii: 33 czołgi T-72, granatniki przeciwpancerne i amunicję. Statek zaatakowano 300 mil morskich od wybrzeży Somalii, dlatego Sirius Star zwiększył odległość jeszcze półtora raza. Kolos jest już na wysokości wybrzeża Kenii. Niewielki punkt na ekranie radaru to zapewne łowiący trawler...
Piraci czekali w tym miejscu od kilku dni. Dzięki radarom i urządzeniom GPS mogli dokładnie określić trasę statku. Gdy tankowiec jest kilka mil od nich, z porwanego wcześniej nigeryjskiego holownika spuszczają na wodę motorówki z potężnymi silnikami. Łodzie zbliżają się do Siriusa z prędkością 60 km/godz. Burta maksymalnie obciążonego tankowca wystaje zaledwie trzy metry ponad powierzchnię morza. Wystarczą lekkie drabiny w hakami, by wspiąć się na pokład. Kilka strzałów z kałasznikowów informuje załogę o ataku. Ale na tankowcu nie można się bronić. To pływająca bomba. Zapalenie się oparów z potężnych zbiorników na ropę może spowodować pożar. Dlatego na pokładzie nie wolno używać nawet telefonów komórkowych, nie mówiąc już o paleniu papierosów. Użycie broni na tym statku może spowodować klęskę ekologiczną na niespotykaną skalę. Kapitan prosi napastników, by nie używali broni. Zgadza się zaprowadzić statek do wskazanego przez nich portu. Sirius Star zmienia kurs i kieruje się w stronę somalijskiego Harardhere. 25 oficerów i marynarzy tankowca już wie, że na wiele tygodni zostaną zakładnikami.
Kiedy wiadomość o porwaniu supertankowca obiegła świat, wśród armatorów rozpętało się piekło. Stawki ubezpieczeń, które jeszcze na początku roku wynosiły średnio 500 dolarów za rejs, wzrosły do 20 tys. dolarów! „To grozi przerwaniem globalnego łańcucha dostaw” – ostrzega Liam Morissey z firmy BGN Risk, specjalista od bezpieczeństwa transportów morskich. Ponad 95 proc. całej wymiany handlowej na świecie odbywa się tą drogą. Wzrost stawek ubezpieczeniowych może podnieść koszty o 400 mln dolarów rocznie.
Armatorzy planują już zmiany tras swoich flot. Nie będą one pływać przez Kanał Sueski i Zatokę Adeńską, gdzie porwano Siriusa, tylko dookoła Afryki. To także zwiększa koszty, ale armatorzy nie chcą już ryzykować. Pierwsza ogłosiła decyzję największa kompania morska w Europie – A.P. Moller-Marsk. W ślad za nią poszli norwescy armatorzy: Odfjell, właściciel 90 chemikaliowców, i Frontline Shipping. W centralach firm ochroniarskich rozdzwoniły się telefony. Pracownicy Blackwater odebrali prośby od 60 armatorów, którzy na swoich statkach chcą zatrudnić komandosów. Firma ma wśród pracowników wielu weteranów z Afganistanu i Iraku, gdzie okryli się złą sławą. Ale dla armatorów jest to doskonała rekomendacja. Blackwater w pośpiechu przygotował nową ofertę. To 55-metrowa kanonierka zbudowana na bazie statku badawczego McArthur. Po uzbrojeniu będzie można zaokrętować na nią 40 ochroniarzy i śmigłowiec. Klientów ma kusić fakt, że niektóre firmy ubezpieczeniowe gotowe są obniżyć składki o 40 proc., jeśli statek będzie miał ochronę.
Crispian Cuss, doradca z firmy ochrony Olive Group, nie pozostawia złudzeń. „Obecność uzbrojonych strażników może mieć tylko znaczenie prewencyjne. Piraci mają swoich informatorów na statkach, w portach i towarzyst- wach żeglugowych. Nie zaatakują, jeśli wiedzą, że na pokładzie są uzbrojeni ludzie” – mówi.
Dziennikarz, współpracownik organizacji pozarządowych, prowadzi szkolenia oraz projekty internetowe.
Możesz dodać ten artykuł do listy swoich ulubionych artykułów.
REKLAMA
Copyright 2008 Gruner + Jahr Polska