Gliniana multiwitamina?

Ziemianie jedzą ziemię od tysięcy lat. Dzisiaj tę dietę praktykują już tylko najbiedniejsi. Czy jest bezpieczna dla zdrowia? Owszem, jeśli zachowa się umiar

Bazary w Mieście Słońca na Haiti różnią się od tradycyjnych targowisk. Nie dostaniemy tu dobrej na wzrok marchewki, soczystych winogron ani czekolady z magnezem. Nie znajdziemy serów, jaj, mięsa ani ryb. Nie ma nawet straganów. Pomarszczone kobiety na dachach domów wypalają na słońcu placki, potem układają je na ziemi. To sprzedawczynie błotnych ciastek w Port-au-Prince, dzielnicy slumsów. „Pamiętam, że w czasie deszczu biegałem po podwórku, żeby złapać na język kilka kropli wody. Pamiętam jedzenie błota, żeby spacyfikować nieznośne uczucie głodu” – wspomina Wyclef Jean, słynny producent muzyczny, z pochodzenia Haitańczyk.

Mieszkańcy wschodnioafrykańskiej wyspy Pemba cieszą się, gdy kobieta zaczyna zajadać ziemię. To znak, że jest w ciąży. „Pembanki jedzą ziemię obsesyjnie. Zachowują się, jakby cierpiały na manię” – mówi dr Sera Young, antropolog z University of California w Berkeley. Słynny przyrodnik Alexander von Humboldt w pamiętniku z podróży po Wenezueli napisał, że Indianie spożywają niewiarygodne ilości błota. Zasuszone gliniane kulki odkładane na czarną godzinę uznał za ludowy specyfik na burczenie w brzuchu. Archeolodzy odkryli podczas wykopalisk w Afryce grób sprzed dwóch milionów lat. Pochowany w nim koczownik miał przy sobie skalny proszek – prawdopodobnie służył mu jako prowiant na drogę. Historyk Rudolph Reinbacher twierdzi, że jedzenie ziemi było powszechne już 1800 lat p.n.e. – w Sumerze, Egipcie i Chinach. Dwa tysiące lat temu na greckich targowiskach sprzedawano terra sigillata – uzdrawiające monety, czyli kawałki gliny doprawiane miętą.

ŻĄDZA BŁOTA I PIENIĄDZA


Naukowej refleksji na temat jedzenia ziemi długo nie było. Prof. Jeya Henry, jeden z redaktorów książki „Jedzenie niejadalnego”, pisze, że wszyscy uznają problem za ważny, ale wybiegający poza sferę ich zainteresowań badawczych. Jedzeniu ziemi przyklejono etykietkę – geofagia (z gr. geo – ziemia, phageín – zjadać). To forma łaknienia spaczonego, objaw choroby zwanej pica. „Jest to apetyt na rzeczy, które nie są pożywieniem. Wywołują ją zaburzenia psychiczne – lęk przed otoczeniem i zafałszowane postrzegania rzeczywistości” – tłumaczy psycholog Dominika Ultrian z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie. Inne odmiany picy to apetyt na drewno, szkło, wymiociny czy wydzieliny z nosa.

Wszystkie wywołują mdłości, ale paradoksalnie można je uznać za coś bardzo ludzkiego. W odróżnieniu od zwierząt człowiek nie wybiera pożywienia instynktownie. O tym, co pojawia się na naszym talerzu, decydują przede wszystkim względy kulturowe. Dzieci do drugiego roku życia są w stanie włożyć do buzi wszystko, co wpadnie im w ręce: zabawki, kamienie, chrząszcze, błoto, a nawet kał. Prawdopodobnie wstręt nie jest więc wrodzony, ale w dużym stopniu nabyty. Chorzy na picę po prostu go nie wykształcili.

W 2002 roku do szpitala we Francji trafił mężczyzna z silnymi bólami brzucha. Prześwietlenie wykazało, że miał w żołądku 350 monet łącznej wartości 650 dolarów. Połknięte oszczędności ważyły 5,5 kg – tyle, co kula do kręgli. Pacjent zmarł 12 dni po zabiegu usunięcia monet wskutek komplikacji.

ZDRADLIWE TABLETKI

  • Kategoria: Człowiek
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze