Najbardziej wirtualny zawód świata

Choć trudno zrozumieć, dlaczego ludzie skłonni są płacić prawdziwe pieniądze za nieprawdziwy seks, sporo osób w second life dorabia sobie w ten sposób. Proceder jest milcząco akceptowany, ale niektórymi przypadkami interesuje się zupełnie realna policja

Światy wirtualne – takie jak Second Life – tylko pozornie pozostają bezpiecznie aseksualne. Trzeba być początkującym i niewinnym uczestnikiem wirtualnego życia, by nie zauważyć, że rzeczywistość istniejąca tylko w pamięci komputerów pełna jest jak najbardziej realnych podniet.

Już na pierwszy rzut oka widać, że w Second Life obowiązują trochę inne zasady niż w realu. Co krok można spotkać kobiety-awatary, których strój w prawdziwym świecie jednoznacznie określałby je jako prostytutki. Nie daj się jednak zwieść pozorom – nasze poglądy na kwestię ubioru nie sprawdzą się w Londynie, a co dopiero w tak dziwnym miejscu jak SL. Tu zestaw: czerwone szpilki, kabaretki, podwiązki, koronkowy gorset i ostry makijaż świadczy raczej o lekkiej ekstrawagancji właścicielki awatara niż o jej luźnych obyczajach.

Są jednak reguły, które sprawdzają się w obu światach. Nie trzeba być wytrawnym znawcą nocnego życia, by wpaść na to, że partnera chętnego do mało zobowiązującego seksu najłatwiej znaleźć na nocnej imprezie. Second Life jest oczywiście pełen klubów, knajp i pubów.

Zagadnięci przez samotną awatarkę możemy szybko trafić na zaplecze i wylądować na łóżku tak przygotowanym, by para awatarów mogła przyjmować niezwykle wymyślne pozycje. Oczywiście awatarka nie kieruje się jedynie naszym nieodpartym urokiem – za pół godziny rozrywki trzeba zapłacić od 500 do 1000 lindenów, czyli 2–3 dolary..

PUSTO W KROCZU


Szczególnie ciekawa jest pomysłowość mieszkańców SL, służąca technicznemu rozwiązaniu problemu cyberseksu. Każdy awatar rodzi się w stanie niekompletnym – brak mu genitaliów czy nawet śladów narządów płciowych. Jeśli rozbierzemy takiego biedaka, w jego kroczu zobaczymy bezpieczną obłość, jak u dziecięcej lalki. Choć wielu mieszkańcom SL takie wyposażenie wystarczy, jest spora grupa ludzi, którzy wyraźnie czują potrzebę „rozbudowy”.

Skoro jest kupiec, to znajdzie się i sprzedawca. W wirtualnym świecie działa sporo sklepów specjalizujących się właśnie w sprzedaży genitaliów. Większość z tych narządów to oczywiście penisy. Do wyboru są rozmaite rozmiary i kolory, jednak prawdziwą atrakcję stanowi oprzyrządowanie, które działa. Taki organ nie tylko dobrze wygląda, ale też porusza się zależnie od woli właściciela, a ściślej rzecz biorąc – od komend wpisywanych z klawiatury.

To jednak dopiero początek, bo w końcu seks uprawia się co najmniej we dwoje. By zsynchronizować dwa awatary i sprawić, by wykonywały wspólnie odpowiednie ruchy, znający się na programowaniu mieszkańcy Second Life stworzyli specjalne skrypty. Te małe programy widoczne są w wirtualnym świecie w postaci niewielkich kolorowych kulek. Dotknięcie ich uruchamia skrypt zmuszający awatara do wykonywania odpowiednich ruchów. W wielu klubach na parkiecie można znaleźć „piłki” wywołujące efekt tańca, a na zapleczu – dające wrażenie kopulacji.

Dla bardziej zaangażowanych dostępne są specjalne łóżka – jak na standardy SL kosztują fortunę: 10 tys. lindenów (40 dolarów). Takie łoże ma wbudowaną całą kolekcję skryptów, dzięki którym para awatarów może przyjmować ponad 150 pozycji seksualnych.

GORĄCZKA NIE TYLKO WIRTUALNA


Wszystko to jednak ma tyle wspólnego z prawdziwym seksem, ile lizanie lodów przez szybę. Ostatecznie cała scena rozgrywa się na ekranie i polega na mniej lub bardziej udatnie odtworzonej sekwencji animacji. Prawdziwe emocje pojawiają się wtedy, gdy partnerzy zaczynają czuć, że gdzieś po drugiej stronie, ukryty za awatarem, istnieje prawdziwy człowiek. Dlatego za najatrakcyjniejszych partnerów uchodzą nie ci, którzy kupili najfajniejszego penisa, ale ci, którzy potrafią szybko, trafnie i namiętnie opisywać emocje. Ostatecznie przecież SL to wyjątkowo rozbudowany chat room, a większość komunikacji odbywa się tu przez wpisywanie słów na klawiaturze. Co prawda od kilku miesięcy działa system komunikacji głosowej, ale wielu miłośników cyberseksu twierdzi, że postękiwania dobiegające ze słuchawek budzą raczej obrzydzenie niż podniecenie.

Skoro cała seksualna strefa SL jest tak bardzo umowna, można odnieść wrażenie, że prostytucja w tym świecie jest równie niewinna, jak sprzedaż warzyw. Ostatecznie nikt tak naprawdę nie angażuje się emocjonalnie, nikt nikogo nie dotyka, a wszystko i tak rozgrywa się gdzieś między przepływającymi przez Internet bitami.

Niskie ceny wirtualnych usług seksualnych dają jednak do myślenia. Owe dwa czy trzy prawdziwe dolary, jakie można zarobić za półgodzinny stosunek, to mało, a przecież angażując się w wirtualny seks, prostytutka musi poświęcić swój prawdziwy czas. Nawet przy sporym zaangażowaniu nie można liczyć na ciągłe uprawianie seksu, więc dzienny zarobek raczej nie przekroczy kilku czy kilkunastu prawdziwych dolarów. Wydaje się więc, że prostytucja w SL to raczej sposób na zarobienie na wirtualne ubrania i gadżety niż metoda na prawdziwe utrzymywanie się.

Tymczasem w SL lokalną walutę, lindeny, można kupić, wymieniając prawdziwe dolary w Internecie. Wymaga to jednak posiadania karty kredytowej lub innego typu konta, które często nie jest dostępne dla młodszych graczy. Dlatego część seksualnych usług oferują właśnie młodsi mieszkańcy świata, zarabiając w ten sposób. Co prawda nie powinni się oni w ogóle tam znaleźć (dla niepełnoletnich istnieje oddzielna wersja SL), ale weryfikacja wieku to fikcja.

DZIECI W SIECI

  • Kategoria: Człowiek
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze