Nowy, lepszy człowiek

Jan Stradowski

Szef działu nauki „Focusa”, z wykształcenia lekarz medycyny, z zamiłowania biolog i przyrodnik. W Radiu TOK FM prowadzi audycje „Człowiek 2.0”. Więcej – www.stradowski.net.

Wszczepiane do mózgu implanty zwiększają możliwości naszego umysłu w niewyobrażalny dotąd sposób. Tylko czy to naprawdę konieczne? Przecież i tak jesteśmy już cyborgami

Przycisk, dioda świecąca i czujnik dotykowy – taki zestaw wszczepili człowiekowi pod skórę przedramienia badacze z kanadyjskiej firmy Autodesk. Elektronika działała bez zarzutu, można było nawet sterować nią falami radiowymi poprzez Bluetooth i ładować bezprzewodowo jej baterie. „Skoro podstawowe elementy mogą działać pod skórą, docelowo znajdzie się tam cały telefon komórkowy. Użytkownik nigdy już go nie zgubi ani nie zapomni” – wyjaśnia Christian Holz, szef zespołu badawczego. I choć eksperyment przeprowadzono na razie na zwłokach, nikt już nie ma wątpliwości, że era implantowanych gadżetów właśnie się zaczyna. Telefon będzie można podłączyć prosto do ucha i krtani, treść SMS-ów przekazywać do oka albo wręcz do świadomości... Brzmi trochę strasznie? Tylko z pozoru.

Nasz gatunek – jak żaden inny na Ziemi – od tysiącleci wspomaga się technologiami, które rozbudowują jego mózg. Homo sapiens tak naprawdę powinien nazywać się Homo dictyous (człowiek sieciowy) – twierdzą psycholodzy. Bezpośrednie połączenie między elektroniką i mózgiem to tylko kolejny krok w ewolucji człowieka 2.0.

Szare komórki do wymiany

Jednym z pionierów cyborgizacji człowieka jest prof. Theodore Berger z University of California w Los Angeles. Od kilku lat pracuje nad pierwszą neuroprotezą – chce zastąpić elektroniką niesprawny fragment mózgu zwany hipokampem. Ta struktura odpowiada za zapisywanie informacji w naszej pamięci długotrwałej. Człowiek jej pozbawiony żyje w czasie teraźniejszym – wszystkie nowe doświadczenia pamięta najdłużej przez kilka dni, a potem je traci. Co ciekawe, uczeni pracujący nad tą neuroprotezą nie znają szczegółowo budowy i działania hipokampu. „Taki implant nie musi zastępować wszystkich funkcji tej części mózgu. Wystarczy, że będzie możliwie wiernie kopiował jego czynność elektryczną. Resztę załatwią leki i sam mózg, który odtworzy utracone funkcje” – mówi prof. Berger.

Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że ma rację. Lekarze standardowo już wszczepiają pacjentom z uszkodzonym słuchem implanty słuchowe – urządzenia, które po odpowiednim treningu pozwalają na rozpoznawanie dźwięków i mowy. Najnowsza generacja tych urządzeń przesyła dane bezpośrednio do mózgu. Postępują też prace nad sztucznym wzrokiem – przekazywaniem danych z kamery do układu nerwowego z pominięciem siatkówki oka. Do niedawna przesyłane w ten sposób obrazy były czarno-białe i miały słabą jakość, ale zespół prof. Petera Schillera z Massachusetts Institute of Technology pokazał już, że można to zrobić w całkiem przyzwoitej rozdzielczości, a do tego w kolorze. Z takich wynalazków w pierwszej kolejności skorzystają oczywiście ludzie chorzy czy niepełnosprawni.

Jednak wizjonerzy tacy jak prof. Kevin Warwick czy Ray Kurzweil twierdzą, że pojawienie się implantów mózgowych dla zdrowych osób jest tylko kwestią czasu.  Możliwości wydają się niemal nieograniczone: od nowych, godnych Supermana zmysłów (np. zdolności widzenia w podczerwieni albo słyszenia ultradźwięków) przez niewyobrażalnie wielką pamięć po bezpośrednie, telepatyczne wręcz połączenie z internetem i całym jego bogactwem informacji, kontaktów i rozrywki. Tylko czy jednocześnie nie będzie to, jak głoszą niektórzy intelektualiści, upadek człowieka rozumnego?

 

Cywilizacja na dopalaczach

„Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć... Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie... Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą” – to groźnie brzmiące ostrzeżenie wbrew pozorom nie dotyczy implantów mózgowych ani internetu. Takiej krytyce już w V wieku p.n.e. grecki filozof Platon poddał wynalazek pisma. Starożytni ubolewali nad tym, że zanika szlachetna tradycja uczenia się literatury na pamięć, a idee filozoficzne utrwala się, krytykuje, a nawet przerabia na nowe! Dziś wiemy, że ich obawy były nieuzasadnione. To dzięki eksteligencji, czyli możliwości zapisywania złożonej wiedzy poza naszym mózgiem – czego nie potrafi żadne inne ziemskie stworzenie – zbudowaliśmy naszą cywilizację. Kolejne wynalazki, takie jak prasa drukarska, radio czy internet, jedynie napędzały ten proces, zmieniając także ludzkie mózgi.

Widać to na przykładzie pisma. Współczesne badania wykazały, że analfabeci mają mniej połączeń nerwowych, zwłaszcza między półkulami mózgu. Internet nie wywarł na nas na razie takiego wpływu – ostatecznie ma zaledwie nieco ponad 40 lat, podczas gdy pismo powstało co najmniej 10 tys. lat temu. Chociaż w zasadzie wywierać nie musiał, bo jest bardzo dobrze dopasowany do potrzeb i możliwości naszego mózgu. Tak dobrze, że – podobnie jak poprzedzające go technologie – stał się częścią naszego myślenia.

Tak przynajmniej twierdzą uczeni tacy jak prof. Andy Clark z University of Edinburgh. „Wiemy już, że nasze biologiczne mózgi mają dość ograniczone możliwości. Są jednak ewolucyjnie przystosowane do tego, by »wpinać się« w inne struktury, także te znajdujące się poza naszymi ciałami. W rezultacie potrafimy rozwiązywać skomplikowane problemy nie samym naszym intelektem, ale wykorzystując całą sieć powiązanych technologii” – pisze w swej książce „Natural-Born Cyborgs”. Jego zdaniem, jak wskazuje tytuł książki, jesteśmy urodzonymi cyborgami – sporą część naszego myślenia po prostu przerzucamy poza własne ciało. Nasz mózg – choć biologicznie prawie się nie zmienił od czasów łowców-zbieraczy – jest dzięki temu ciągle unowocześniany i rozbudowywany.

  • Kategoria: Człowiek
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze