Polska w kleszczach

Jan Stradowski

Szef działu nauki „Focusa”, z wykształcenia lekarz medycyny, z zamiłowania biolog i przyrodnik. W Radiu TOK FM prowadzi audycje „Człowiek 2.0”. Więcej – www.stradowski.net.

Zdaniem naukowców to jedne z najdoskonalszych stworzeń na Ziemi. Są tak dobrze przystosowane do warunków środowiska, że nie potrafi my sobie dać z nimi rady. A one znów nas atakują – i nawet nie wiemy, jak wielu ludzi przypłaci to zdrowiem lub życiem

Terroryści mogą posłużyć się kleszczami, by przygotować broń biologiczną nowej generacji – uważają amerykańscy mikrobiolodzy. Zakrawa to na żart, ale uczeni traktują sprawę bardzo poważnie. Zaliczane do pajęczaków kleszcze przenoszą liczne choroby, często podstępnie atakujące układ nerwowy i prowadzące do śmierci lub trwałej niepełnosprawności. Na wiele z nich nie ma żadnego lekarstwa, zresztą nawet z wykrywaniem takich infekcji lekarze radzą sobie słabo. Wkrótce sami się o tym przekonamy – tegoroczne deszczowe lato sprzyja kleszczom, a nadchodząca jesień to pora ich największej aktywności.

STRZYKAWKA Z CHOROBAMI

Na Ziemi żyje ponad 800 gatunków kleszczy, które żerują na niemal wszystkich grupach kręgowców (wyjątek robią tylko dla ryb). Są niewielkie, trudne do wykrycia, a nawet jeśli się to komuś uda, niełatwo je zabić. Trudno je rozgnieść, wytrzymują długie okresy suszy i głodu (w warunkach laboratoryjnych – nawet do siedmiu lat!), zaś zimą zapadają w letarg. Ich system namierzania ofiar zaskakuje swą precyzją. Dzięki tzw. narządowi Hallera, znajdującemu się na pierwszej parze odnóży, są w stanie rozpoznać 40–50 różnych zapachów – w tym substancje zawarte w pocie oraz wydychany przez nas dwutlenek węgla.

Wyczuwają też wibracje, zmiany oświetlenia (czyli cień) oraz ciepło. Ten ostatni czynnik pozwala im odnaleźć najlepsze miejsce do żerowania na ciele ofiary – takie, gdzie skóra jest cienka, a pod nią znajdują się liczne naczynia krwionośne (np. pod kolanem, w pachwinie, pod ramieniem czy u nasady włosów).

Aparat gębowy kleszcza zwany hypostomem jest zaopatrzony w kolce, utrudniające jego wyciągnięcie z ciała ofiary. Ślina pasożyta zawiera cały arsenał substancji ułatwiających atak: jedne „cementują” hypostom w skórze, inne ją znieczulają, jeszcze inne hamują krzepnięcie krwi i działanie układu odpornościowego. Dzięki temu kleszcz może spokojnie pożywiać się przez wiele godzin. Niektóre gatunki dokładają do kompletu toksynę paraliżującą działanie układu nerwowego, która wywołuje porażenie kleszczowe – chorobę groźną dla życia, ale ustępującą wkrótce po usunięciu pasożyta ze skóry.

Nic dziwnego, że z tych wszystkich udogodnień korzystają liczne mikroorganizmy chorobotwórcze. Także i pod tym względem kleszcze mogą się pochwalić szeroką „ofertą”: przenoszą wirusy, bakterie (w tym pasożytujące wewnątrz naszych komórek riketsje), pierwotniaki, a nawet nicienie. Niektóre choroby odkleszczowe występują tylko w rejonach tropikalnych, ale są i takie, które dotyczą także Polski (głównie kleszczowe zapalenie mózgu, wywoływane przez wirusa TBEV, oraz atakująca stawy i układ nerwowy borelioza, za którą odpowiadają bakterie Borrelia burgdorferi). Co gorsza, jeden kleszcz może być nosicielem kilku mikrobów jednocześnie, a wówczas jedno ukąszenie daje w efekcie dezorientującą lekarzy mieszankę nakładających się na siebie objawów wielu chorób.

ZNIKAJĄCE ZAPALENIE MÓZGU

Gdy spojrzymy na mapę przedstawiającą występowanie kleszczowego zapalenia mózgu w Europie, rzuci nam się w oczy dziwaczna biała plama, ciągnąca się ukosem przez Polskę. Choroba ta atakuje u nas przede wszystkim na terenach północno-wschodnich i wschodnich oraz na południowym zachodzie. Dlaczego tak jest? Mogłoby się wydawać, że na pozostałym obszarze naszego kraju nie ma kleszczy – ale są.

Może ich organizmy nie są zainfekowane wirusem wywołującym zapalenie mózgu? Przeczą temu badania prowadzone od pewnego czasu przez polskich naukowców. No to może z jakiegoś powodu wirus nie atakuje ludzi?

Tu z kolei odpowiedź przynoszą badania krwi pobranej od mieszkańców różnych rejonów Polski. Jeśli zawiera ona przeciwciała przeciw wirusowi TBEV, to znaczy, że człowiek miał kontakt z zainfekowanymi kleszczami. I, jak się okazuje, odsetek takich osób jest mniej więcej jednakowy na terenie całego kraju. Oczywiście nie w każdym przypadku musiało to oznaczać poważną chorobę. U dwóch na trzech zakażonych wirusem pojawiają się jedynie objawy przypominające grypę, które mijają po kilku–kilkunastu dniach. Nie ma jednak żadnego powodu, dla którego mieszkańcy centralnej czy zachodniej Polski mieliby być odporni na „prawdziwe” zapalenie mózgu.

Zagadka wydaje się równie dziwaczna jak te, które znamy z odcinków „Dr. House’a”. A jej rozwiązanie może idealnie pasować do serialowego motywu – winni są przede wszystkim ludzie. „Bardzo możliwe, że lekarze nie rozpoznają właściwie wielu przypadków kleszczowego zapalenia mózgu. A gdy nie robią testów potwierdzających infekcję, choroba nie jest odnotowywana w oficjalnych statystykach” – uważa dr Paweł Stefanoff z Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Dlatego oficjalna liczba zachorowań – od 100 do 300 rocznie – jest zapewne znacznie zaniżona. Podobnie wygląda to w przypadku boreliozy: ostatnio odnotowuje się u nas ok. 8 tys. przypadków rocznie, podczas gdy inne kraje europejskie liczą je w dziesiątkach tysięcy.

SEZON NA KLESZCZA

  • Kategoria: Przyroda
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze