Ileż razy idąc do lekarza z dzieckiem wychodzimy z gabinetu ze stertą recept. niemalże zawsze jest tam jakiś antybiotyk. wykupujemy, podajemy, dziecko zdrowieje. mija jakiś czas i znowu to samo: schemat się powtarza. Lekarze niemal "na oko" wypisują antybiotyki, nie robią odpowiednich badań na to, czy są potrzebne czy ich zastosowanie będzie bezcelowe. A my wierząc w lekarzy faszerujemy dzieci nie zdając sobie sprawy, że być może jest to niepotrzebne.
przykład z własnego doświadczenia: kiedy mój ośmiomiesięczny synek złapał pierwszą infekcję (niewielka gorączka, katar, kaszel) byłam u swoich rodziców. nie mam tam swojego lekarza, ale rad nie rad poszłam do przychodni rodzinnej i poprosiłam, żeby przyjęli moje dziecko. Pani doktor sprawdziła gardło i powiedziała, że to straszna angina i że szybko trzeba antybiotyk. przepisała do tego jakiś syropek na kaszel i to wszystko. w domu zastanowiło mnie jedno: przy anginie zwykle boli gardło, nie można pić ani jeść ponieważ każda próba przełknięcia czegokolwiek to taki ból jakby połykało się rozgrzane gwoździe. tymczasem mały nie dostał nic na ból gardła, a i picie i jedzenie nie sprawiało mu problemów. postanowiłam więc skonsultować się z innym lekarzem. jednak znalezienie jakiegoś w niewielkim miasteczku na początku sezonu urlopowego graniczyło z cudem. ale udało mi się - został jeden na dyżurze w szpitalu na oddziale noworodków. Nie wspomniałam mu, że mały dzień wcześniej miał wystawioną diagnozę. no cóż: w jeden dzień zniknęła tak poważna angina. " to tylko przeziębienie" usłyszałam od specjalisty. zalecił ciepłą herbatkę z lipy z miodem i malinami. pomocniczo maść rozgrzewającą i coś na kaszel. i przeszło.
drugi raz było podobnie. tym razem nasz lekarz rodzinny zalecił antybiotyk. gdy małemu podwyższona temperatura utrzymywała się trzeci dzień poszłam do swojej przychodni rodzinnej. oprócz gorączki tylko katarek. Od razu usłyszałam "antybiotyk". nie chciałam przyjąć, ale lekarz powiedział, że to konieczne. no dobra. kupiłam. podałam małemu wieczorem pierwszą dawkę. a rano dziecko jak nowo narodzone. zwykła "trzydniówka". a dziecko antybiotyk musiało wybrać do końca.
przecież są już testy umożliwiające rozróżnienie czy to wirus czy bakteria. przecież niemal połowa Polaków przyjmuje antybiotyki bez potrzeby. dlaczego lekarze nie stosują testów? czy sa one tak drogie, że nie stać NFZ-tu na ich refundację? a może zamiast refundować leki byłoby taniej zainwestować w zdrowie i odporność zaopatrując przychodnie w takie testy. tylko pasek, kropelka krwi i juz wszystko wiadomo. i nie trzeba by się więcej zastanawiać " brać czy nie brać?"
problem dotyczy szczególnie dzieci. faszerowanie substancjami wyniszczającymi naturalne, przyjazne mikroorganizmy ruinuje odporność dziecka. a kiedy dojedzie do takiej sytuacji, że dziecku naprawdę będzie potrzebne podanie antybiotyku, okaże się, że żaden nie działa, bo organizm uodpornił się na nie.
drodzy rodzice! jeśli nie jesteście pewni czy diagnoza wystawiona przez waszego pediatrę jest trafna skonsultujcie ją z innym lekarzem. i pamietajcie, że w naturze drzemie ogromna siła i niejednokrotnie pomoże wyjść wam i waszym pociechom z paskudnej infekcji. dopiero jeśli to nie przynosi skutku rozważcie podanie antybiotyku.
Możesz dodać tę publikację do listy swoich ulubionych publikacji.
cóż dziwnego, lekarzom (zwłaszcz młodym) szkoda czasu na wykonywanie(dla nich) zbednych badań , zwłaszcza na dzieciach, skoro wiadomo ,ze populacja nie rozni sie znacznie pod wzgledem odporności i przyswajalnosci organizmu na uwazane za stosowne leki, ja osobiscie idac do lekarza z gory zakladam ze jedynym (dla niego) slusznym rozwiazaniem bedzie antybiotyk. tak wiec osobiscie po przeczytaniu recepty wybieram to co ja uwazam za sluszne , i co nie bedzie zbyt kosztowne , poniewaz (powiedzmy sobie szczerze), im wiecej lekow na karteczce tym lepiej wziac ich mniej. ogolnie jak jest cos powaznego lekarz poleca te najbardziej skuteczne, a jezeli jest to przeziebienie(o czym mozemy nie wiedziec) lekow jest od cholery! moja konkluzja: polecam samodzielne domowe leczenie , jezeli jednakowoz panstwo potrzebujecie zwolnienia udajcie sie do doktora i z pokora wysluchajcie co ma wam do powiedzienia, jednak zegnajac go nie zapomnijcie wziac ze soba usprawiedliwienia i tym samym zatrzasnijcie drzwi po czym z usmiechem na twarzy pokażcie mu srodkowy palec
Jka mozna zdrowie dziecka porównywac do zepsutego telewizora. W tv wymieniasz częśc albo go wyrzucasz i kupujesz nowy. Ze zdrowiem się tak nie da.
Ja akurat trafiłam na pediatrę, która nie była zwolenniczką antybiotyków. Od dzieciństwa może kilka razy przepisała mi antybiotyk. wszyscy na nią narzekali, że nie umie leczyć. A dziś jestem dorosła i od 5 lat nie byłam u lekarza(oprócz dentysty i ginekologa) nie choruje czuje sie świetnie, a gdy się przeziębie to kuruję sie w ciepłym łózku. Uważam ze do lekarza można iść jedynie po L4 albo już w ostateczności.
W takim razie któremu ufać - powierzając swoje zdrowie lekarzowi i tak jesteśmy skazani na jego podejście do sprawy i nie ma tutaj znaczenia pogodny wygląd czy ściana dyplomów
Zobaczcie katar leczony czy nie leczony trwa siedem dni, to ja się pytam po co go leczyć i łykać tą dziwną chemię w formie tabletek, tak samo jest z każdą chorobą nawet z nowotworem, czasem widzę że ktoś ma nowotwora ale on idzie do lekarza i sama informacja go zabija i tak dalej, a widzę innych którzy nie wiedzą o tym i nie idą do lekarza i wyleczą swój stres załatwiając swoje problemy i zaczynają się oczyszczać i już nowotwór się leczy, po jakimś czasie widzę tą osobę i jest wyleczona całkowicie, nawet o tym nie wiedziała, a gdyby się dowiedziała prawdopodobnie nie miała by żadnych szans wyleczenia.
Copyright 2008 Gruner + Jahr Polska