Focus.pl

Formularz logowania
Formularz wyszukiwania
  1. szukaj
  1. Newsy
  2. Foto
  3. Video
  4. Rozrywka
  5. Gadżety
  6. Warto wiedzieć
  7. Magazyn
  8. Jak to działa
  9. Forum

Forum

  1. Szukaj na forum
  2. zaawansowane

Słowianowierstwo... Rekonstrukcja czy recepcja?

Autor Wiadomość
Napisane: 06. 02. 10 [12:59]
Roubur
4/5
zarejestrowany: 23.01.2010
Posty: 442
Dodam do tego modę i chęć wykazania swojej inności, indywidualności.
jak już wspomnieliście wiedza o wierzeniach religijnych Słowian jest minimalna. Oglądałem kilka programów o odtwórcach wierzeń druidów i neopogaństwie niemieckim.
W pierwszym przypadku kult skupia się wokół Stonehenge i domniemanego kultu Matki Ziemi. Drugi wiąże się z wyższością rasy aryjskiej. Znany jest również kult związany z czarownicami - Noc Walpurgi.
O ile nurty te są raczej ciekawostką folklorystyczną i służą przyciągnięciu turystów, nie są szkodliwe. Problem rozpoczyna się w momencie przerodzenia ruchu w coś na kształt sekty - bo o religii to chyba nie ma mowy.
Napisane: 06. 02. 10 [13:59]
Piotrcovian
2/5
zarejestrowany: 28.12.2009
Posty: 56
Zgadzam się. Nie chciałem używać słowa "sekta", bo to jest raczej dość mocne sformułowanie, kojarzące się jednoznacznie źle. Zależy też w jaką "sektę" poszczególne ruchy się przerodzą. Jeżeli będzie to tylko grupa ludzi noszących długie włosy i brody, oddająca cześć Perunowi w bezksiężycowe noce, to nie ma - moim zdaniem - większego zagrożenia. Gorzej jednak, jeśli jakiemuś "guru" słowiańskiemu objawi się, że do wejścia w trans konieczne jest zażycie jakiegoś mocnego środka odurzającego... Odrodzenie tych wierzeń jest również ciekawe, ze względów "turystycznych". Jakieś obrzędy, np. w Stonehege, czy w Polsce na Ślęży, przyciąga turystów (a co za tym idzie i pieniądze) i jest na pewno ciekawsze niż długie "ględzenie" przewodnika. Jest to też z pewnością fajna zabawa.

Tak, jest to też swojego rodzaju trend. Chęć wykazania się, zamanifestowania swojego buntu, poglądów itd. Jak długo ten trend przetrwa? Myślę, że ma to szanse na utrzymanie się, właśnie ze względu na wspomniany "konsumpcjonizm". Stworzy się bowiem system wygodny dla wszystkich, nie wymagający nadmiernych poświęceń.
Napisane: 06. 02. 10 [20:18]
histwoj
2/5
Twórca tematu
zarejestrowany: 04.12.2008
Posty: 133
Racja Panowie. W świecie XXI wieku można doszukiwać się wielu przykładów swoistej "dekadencji", rozkładu naszej cywilizacji.... Obecnie każda nowość, odmienność traktowana jest z dużą obojętnością społeczną. Nie nawołuję tu do nietolerancji, jednak zastanawiam się czasem nad kierunkiem rozwoju świata, który znamy. Doskonałym odniesieniem jest Imperium Romanum. Cywilizacja europejska, posiadająca konkretne historyczne uwarunkowania, obecnie ulega wewnętrznemu rozkładowi. Białe krwinki tego organizmu działają coraz słabiej... Może kiedyś nawet katar w postaci drobnych odchyleń kulturowych zdoła tego leciwego kolosa powalić...?

Słowo "sekta" jest rzeczywiście mocne i ma nacechowanie negatywne. Jednak zawsze pozostaje pytanie, kto tak na prawdę zyska na szerzeniu nowej ideologii?? Tu znowu skojarzenia z Masonerią....

Myślę, że wartości jakie wyznajemy powinno traktować się jak swoisty egzamin. Mamy wszak wolną wolę - fundament człowieczeństwa. Wiara powinna stawiać nam warunki, a my na zasadzie wyboru powinniśmy się samodoskonalić - starając się te warunki wypełniać. Fakt - chrześcijaństwo jest skostniałe. Ja jednak myślę, że utarte kanony - nie zastępujące przecież myślenia - stanowią opokę w dzisiejszym niepewnym i szalony świecie. Swoiste oparcie dla kręgosłupa etycznego. Zadajmy sobie pytanie, czy szukając wolności sami się nie zniewalamy? Czy generalizując nie popadamy nonsens... Wszak mamy wolną wolę, po to by z niej korzystać. Drugą stroną medalu jest odpowiedzialność.
Napisane: 06. 02. 10 [21:35]
Roubur
4/5
zarejestrowany: 23.01.2010
Posty: 442
Po raz kolejny przyznaję rację. (choć nie we wszystkich kwestiach)
Kręgosłup mornay i owszem. Zważ jednak, że gdyby wszyscy trzymali się zasad i reguł wyznaczanych przez religię nadal uważalibyśmy, że ziemia jest pępkiem wszechświata a wszystko poza Nią kręci się wokół.
Zasady moralne- Tak, głupota i zacofanie - Nie.
Jak rozdzielić tą granicę ?
Trudne pytanie.
Zrobiono to wieki temu dzieląc świat na sacrum i profanum.
Sam Jezus powiedział :
"quae sunt caesaris, caesari; et quae sunt Dei, Deo" (Ew. wg Mat., 22, 21; Marka, 12, 17; Łuk., 20, 25).
Napisane: 07. 02. 10 [13:06]
Piotrcovian
2/5
zarejestrowany: 28.12.2009
Posty: 56
Cóż... Wiek XXI nie jest, moim zdaniem, jakiś wyjątkowy pod względem powstawania ruchów "dekadenckich". Przykładów powstawania takich ruchów w historii ludzkości jest multum - samo chrześcijaństwo w swoim czasie było przecież postrzegane jako sekta. Co zaś się tyczy obojętności ludzi wobec takich zjawisk. Nie uważam, że jest to objaw upadku naszej kultury (nie oznacza to, że nie dostrzegam tego zjawiska). Obojętność ta jest spowodowana, moim zdaniem, bardziej racjonalnym i bardziej zlaicyzowanym podejściem do otaczającego nas świata. W Imperium Rzymskim nieoddawanie publicznej czci bogom sprowadzało ich gniew. Później pojawienie się jakiegoś ruchu, nieakceptowanego przez Kościół, również sprowadzało na ludzi gniew Boży. Ludzie się po prostu bali kar Boskich, potępienia. Dziś to już zanikło. Kiedy dziś na naszym osiedlu, czy w naszym bloku, zamieszka "neopoganin" nie boimy się, że blok, czy osiedle, zostanie zniszczony boskimi piorunami, a jego mieszkańcy będą smażyć się w ogniu piekielnym za to, że nie powstrzymali jego praktyk.

Co zaś się tyczy upadku naszej cywilizacji. Fakt. Zapomina się (a może lepiej - odchodzi się) od pewnych wzorców, ale nie oszukujmy się - niektóre wzorce już po prostu nie mają miejsca w dzisiejszym świecie. I tak jest w wielu przypadkach z nauką Kościoła. Weźmy np. dogmat o nieomylności papieża w sprawach wiary. Czy jednak odchodzenie od nauk Kościoła równa się upadkowi naszej cywilizacji? Moim zdaniem nie do końca. Owszem, Kościół daje nam wiele bardzo dobrych i bardzo przydatnych wskazówek jak postępować wobec siebie i wobec drugiego człowieka. Kościół przez te wszystkie wieki ustalił nam pewien kanon zachowań, pewne normy etyczne itd. Jednak żaden człowiek nie żyje sam. Otaczają nas inni ludzie. Żyjemy w kulturze tak rozwiniętej (także dzięki Kościołowi, tego nie można negować), że możemy sami odróżnić co jest dobre, a co złe. Tylko jest jeden problem, i ja, właśnie w tym problemie, doszukuję się głównej przyczyny tego, że Europa wygląda obecnie tak jak wygląda. Problem ten polega na tym, że ludzie nie myślą. Że wolą przyjmować, bezkrytycznie pochłaniać, puste wzorce i nie widzieć w tym nic złego. Ludzie po prostu stali się wygodni. Wolą być bezkrytyczni we wszystkim, bo tak jest łatwiej. Bo nie trzeba myśleć. A nie wykorzystuje tego żadna Masoneria, i nie ma tu żadnych teorii spiskowych. Wykorzystują to ludzie, którzy mają choć odrobinę charyzmy i myślą o własnych interesach.

I sądzę, że tak samo jest z "neopogaństwem". Tak jak było to zaznaczone wcześniej - jest to po prostu nowy trend. Ludzie zaczynają w tym uczestniczyć, bo dołączył do tego kolega. Jednak nie pomyślą, że tak naprawdę to o tych kultach - co już mówiliśmy - nic nie wiadomo, i że ich "wierzenia" są oparte na tym, co powiedział jakiś współczesny "szaman", który ma tyle charyzmy w sobie, aby wmówić tym ludziom, że to jest powrót do korzeni, życie zgodne z naturą itd. itd.

[Ten temat był edytowany 1 razy. Ostatnio 07.02.2010 o 13:10.]
Napisane: 07. 02. 10 [13:32]
histwoj
2/5
Twórca tematu
zarejestrowany: 04.12.2008
Posty: 133
Tak - zdecydowanie prawda. Historia Kościoła pełna jest dyskusyjnych postaw i osób. Stanowisko Kościoła wobec wiedzy i nauki, oraz kwestii polityczno społecznych zmieniał się w przez wieki, tak jak zmieniała się nasza cywilizacja i światopoglądy świeckie. Cytat, który przytoczyłeś jest fundamentem i podstawą dla dalszych rozważań. Tak - dualizm świata w którym żyjemy jest ponadczasowy, jednak wyrasta on z jednego społecznego gruntu. Państwo - twór polityczny - jest odpowiedzią na społeczną naturę człowieka. Ma ono zaspokajać jego potrzeby biologiczne oraz kulturowe. Ma dbać o bezpieczeństwo wewnętrzne oraz strategiczne oraz gwarantować suwerenność i rozwój danej społeczności. Z tej samej społeczności wyrasta Kościół - który ma odgrywać analogiczną rolę w sferze "duchowej" danej społeczności. Używając przenośni - obie te "rośliny" rosną na wspólnym społecznym "gruncie" otaczane przez "atmosferę" cywilizacji. To wyznaczniki cywilizacyjne są determinantami rozwoju państwa i Kościoła. To pod wpływem zmian cywilizacyjnych w obu przypadkach zachodzą zmiany. W momencie, kiedy działała inkwizycja oraz ograniczony był stan wiedzy z zakresu nauk przyrodniczych, zarówno osoby świeckie jak i duchowne wpływały na akceptacje lub odrzucenie danych nurtów czy poglądów. Kościelni czy świeccy mecenasowie utrzymywali ludzi sztuki i nauki. Poza tym na ziemie polskie nauka dotarła w wyniku chrztu. Pierwsi wysocy rangą piśmienni urzędnicy byli ze stanu duchownego. Pierwsze szkoły zakładali zakonnicy. To oni wyznaczali poziom elit i mobilizowali ludzi świeckich do nauki. Zapoczątkowali w XVI wieku publicystykę - poruszając żywotne interesy Polski i Polaków. Przykładów można by mnożyć. Kościół miał ugruntowaną pozycję - jednak stan jego wiedzy był w dziedzinach przyrodniczych taki jak świecki danej epoce. Obecnie Kościół nie odrzuca nauki - wręcz przeciwnie. Ostrożnie badane są "cuda", a teologowie i historycy kościelni chętnie sięgają do "nauk pomocniczych".

Jednak - podobnie jak w świeckich organach - zawsze zdarzają się frakcje skrajne. W "kościelnych ultrasów" zwie się potocznie "dewotami". Stanowią oni folklor, z którym nikt poważny w kościele się nie liczy. Moherowe Komando i inne grupy "nawiedzonych" w pewnym sensie stwarzają wokół kościoła atmosferę obskury - co wykorzystują wrogowie do szkalowania Kościoła i wyśmiewania go. Nikt poważny w kościele nie odrzuci teorii ewolucji - która nie jest sprzeczna - a wręcz uzupełnia się z chrześcijańskim kreacjonizmem. Tylko skrajności z obu stron barykady tego nie rozumieją.

Granica... Cóż. Moim zdaniem jest nią wolna wola i rozum - dwa cenne dary ludzkości. Po to je mamy aby oceniać i wybierać. Mamy też drogowskazy, które sugerują nam rozwiązania, ale nie podejmują decyzji za nas... Sacrum można odnaleźć wszędzie obok nas. Przykładowo - miłość i szacunek dla drugiego człowieka czyni z niego pewne sacrum. Również profanum można odnaleźć w samy Kościele. Wszystko jest płynne. Podstawą jest stan świadomości. Będąc osobą wierzącą (nie ma czegoś takiego jak "wierzący niepraktykujący" - tacy ludzie to wyraziciele konsumpcjonizmu) należy mieć świadomość, że ksiądz/zakonnik to tez człowiek. Jedni są z powołania inni z portfela. tak jest w każdym zawodzie. Ale nie można generalizować (to prawdziwy objaw obskury). Jeżeli jeden historyk pije i przychodzi na wykłady na gazie, to nie znaczy że całe PTH to alkoholicy. Skorumpowany jeden policjant nie znaczy że cała komenda siedzi w kieszeni mafii. Podobnie jest z nadużyciami w klerze. Nie generalizujmy.

A co do Masonerii - spiskowa teoria dziejów w ujęciu historycznym nie istnieje, a Wolnomularstwo istnieje. Jest to temat na inne forum - zapraszam.

[Ten temat był edytowany 1 razy. Ostatnio 07.02.2010 o 13:36.]
Napisane: 07. 02. 10 [14:26]
Piotrcovian
2/5
zarejestrowany: 28.12.2009
Posty: 56
Nie we wszystkim mogę się zgodzić. Wspomniałeś o "moherach". Co robi Kościół przeciwko nim? Sam napisałeś, że "moherowe" babcie nie przynoszą chluby Kościołowi. Więc, czy ta instytucja w jakiś sposób próbuje się od nich odciąć? Czy księża z ambony w jakiś sposób tę grupę ludzi "przywołują do porządku"? Czy zachowanie tych osób jest w jakiś sposób krytykowane przez, bądź to zwykłych księży, czy przez hierarchię kościelną? Wszyscy wiemy z jakim ośrodkiem kojarzone są "mohery". Jakie działania podejmuje polska hierarchia kościelna przeciwko Rydzykowi? Nie tak dawno w mediach mogliśmy znaleźć informacje o tym, że Rydzyk w Kanadzie powiedział, że Polacy "to głupi naród". Jaka była reakcja hierarchii kościelnej w Polsce na te słowa?

Fakt - księża to tylko ludzie. Jednak takie usprawiedliwienie niewłaściwego zachowania niektórych księży jest nie na miejscu. To są ludzie, ale decydując się na wstąpienie do stanu duchownego muszą mieć świadomość, jaką rolę będą pełnić. Muszą wiedzieć, że będą swojego rodzaju przewodnikami ludzi, że będą dla nich pewnego rodzaju wzorcami. Skoro ktoś, jakiś ksiądz, nie dorósł do tego, to powinien wystąpić z tego stanu, a hierarchowie powinni mu to umożliwić. Bo, czy ksiądz, mający nieślubne dzieci, ma prawo zabraniać mi współżycia z dziewczyną przed ślubem? To tak, jakby za łapownictwo aresztował mnie policjant, który dzień później zostanie aresztowany pod tym samym zarzutem... A taki ksiądz swoją naukę opiera na słowie Bożym - wartości, która dla osoby wierzącej jest nie do przecenienia. Nie twierdzę, że każdy ksiądz jest zły i zdeprawowany. Są księża wspaniali, z powołania, którzy potrafią przynieść pociechę duchową każdemu człowiekowi. Jednak Kościół powinien zadbać o swój wizerunek i pozbywać się tych złych.

Nie zgadzam się również z tym, że "wierzący-niepraktykujący" to konsumpcjonista. Można wierzyć bez pośredników, a Kościół jest takim właśnie pośrednikiem. Chyba większą wartość ma wiara człowieka, który nie chodzi do kościoła, ale który wierzy szczerze w Boga, i który Jego doskonałość potrafi dostrzec we wszystkim, i który - co najważniejsze - zachowuje się właściwie wobec innych ludzi, niż wiara tego, który w kościele jest co tydzień, a jego wiara ogranicza się do możliwie jak najgłośniejszego wypowiedzenia modlitwy. Jak to pisał św. Mateusz: "Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie". (Mt 6, 5-6).



[Ten temat był edytowany 1 razy. Ostatnio 07.02.2010 o 14:30.]
Napisane: 07. 02. 10 [15:10]
Roubur
4/5
zarejestrowany: 23.01.2010
Posty: 442
Czytając Wasze wypowiedzi można wyciągnąć kilka wniosków.
Dlaczego kościół jest tak bardzo zakorzeniony w kulturze europejskiej?
Histwoj wskazał przyczyny. Był motorem napędowym rozwoju cywilizacji - nie da się ukryć. Wielcy uczeniu czasów przeszłych byli związani z Nim, kształceni przez Niego. Jakim cudem ?
Ano takim, że kościół dysponował władzą i tym co się z nią wiąże czyli pieniędzmi. Dzięki nim mógł realizować edukację, być mecenasem sztuki, wpływać na rządy wielu państw.
Czy były to działania twórcze ? W pewnym sensie tak. Niestety w większości przypadków działanie kościoła było hamulcem dla rozwoju nauki. Oczywiście rozwijała się jednak pod dyktando kościoła i tylko w dziedzinach akceptowanych przez Niego. Dzisiaj podobny wpływ na naukę mają lobbyści firm farmaceutycznych, motoryzacyjnych i podobnych. To oni narzucają kierunki rozwoju czerpiąc z tego potężne zyski.
Kolejnym znakiem zapytania jest sposób pozyskiwania środków przez kościół. (Na inną dyskusję)

Wiara i religia. Dwa wiążące się ze sobą pojęcia a jednak o zupełnie innym znaczeniu. Wiara to raczej przekonanie o czymś bez przeprowadzania procesu dowodowego. Przyjęcie czegoś ad hoc
Religia to system uściślających wiarę nakazów, zakazów, obowiązków i praw.
Kiedy wiara zamienia się w religię? Właśnie wtedy gdy wokół pewnego kultu powstają zasady, normy itp.
I tym sposobem wracamy do tematu.
Czy kult słowiańskich bożków to tylko wiara czy już religia ?

Napisane: 07. 02. 10 [16:08]
histwoj
2/5
Twórca tematu
zarejestrowany: 04.12.2008
Posty: 133
Drodzy Panowie - nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że ta dyskusja nabrała takiego rozmachu. Fajnie jest w merytoryczny i kulturalny sposób wymieniać poglądy. Dzięki Wam wielkie - mam nadzieję, że nasze "kółko dyskusyjne" jeszcze się powiększy.

Co do Wypowiedzi "Piotrcoviana"

W żaden sposób nie usprawiedliwiam nieuczciwych kapłanów ani "frakcyjność" pewnych grup wewnątrz Kościoła. Czy niepoprawni księża są w jakiś sposób "odsiewani". A i owszem - znam takie przypadki osobiście. Kościelne młyny mielą powoli. Proces przyjęcia do kleru trwa długo (i wielu go nie przechodzi) więc siłą rzeczy proces usuwania z niego też nie jest natychmiastowy... Poza tym wiara wymaga dania szansy poprawy. Czasami przenosi się delikwenta na inną placówkę, czasami wysyła za granicę lub używa sankcji prawa. Czasami usuwa się z szeregów duchowieństwa - ale w sposób stonowany. Podobnie jest na uczelniach wyższych z kadrą naukową. Znamy i takie przypadki, prawda? Czy wyrzuca się z hukiem czy zwalnia pod jakimś pretekstem i bez "pisowskiego rozmachu"? Domaganie się sankcji wobec grona emerytek jest po prostu śmieszne. Czy księża mają ganić za nadmierne przychodzenie do Kościoła? To tak jakby studenta ścigać za to, że zbyt często przebywa na uczelni... Co do Rydzyka - jest on problemem, który wygrywa na rozbieżności zdań w Kościele, ale miejmy nadzieję że nie długo - ale z Teleexpressu się o tym na pewno nie dowiemy...

Jeżeli chodzi o podejście do moralności - ja będąc w Kościele nie zastanawiam się czy ksiądz ma dziecko czy nie - nie dla niego tam chodzę. Sam odpowie za swoje grzechy, a ja za swoje. Znam wielu księży z powołania i kilku takich, których chętnie bym się pozbył z Kościoła. Ale mam swój rozum. Wiem z kim się mam zadawać i z kim współpracować a z kim nie. Nie uprawiam populizmu. Mam przestać chodzić do Kościoła bo jeden z wikarych się "naprał"? Spośród wielu cytatów z Pisma Świętego w tej dyskusji, warto by przywołać ten o "obłudniku i belce w oku bliźniego" - wybaczcie, ale wiemy o co chodzi, a nie pamiętam namiarów.

Co do "wierzących niepraktykujących" to jednak konsumpcjonizm w czystej postaci... Po to są wymagania, by się doskonalić. To tak jak w zawodzie historyka. Najpierw się nie ma czasu, później wierzy się w Boga a w Szatana nie (czysty nonsens). A na czym opiera się wiara formalnie? Na Biblii - a tam jest kilka wstawek o obowiązkach. To nie pasuje, wiec "odkrywa" się że Biblia jest sztuczna i sfabrykowana - w ten sposób Pismo Święte przestaje być święte. I tak dalej prosto do paranoi. Szczere mówiąc - bardziej szanuję aktywnych słowianowierców za ich entuzjazm i postawę, niż "wierzących nie praktykujących" - czytaj "konsumpcjonistów pozerów".

Co do Wypowiedzi "Roubur'a"


W pełni się zgadzam z pierwszą częścią - tak lobby (bez względu na okres dziejowy) to potężny mechanizm. Zawsze jednak uczulam na rozważanie historii w realiach epok. Kościół był zawsze "tak ciemny/tak światły" jak wszyscy z danej epoki. Tek jest i teraz. Z naukami renesansu i oświecenia walczyły tez środowiska świeckie na licznych uniwersytetach - do dziś tak jest - nie zapominajmy o tym. Czy to źle, że Kościół ma swoje finanse? ja jestem wrogiem przewagi formy nad treścią i zbędnego przepychu - rodzi to zepsucie. trzeba jednak pamiętać, że te finanse działały tez dla dobra wiernych. Nie uogólniajmy. A co do postępu nauki i techniki, to o wiele większy wpływ miał czynnik demograficzny i polityczny niż religijno-społeczny.

Czy słowianowierstwo/neopogaństwo to wiara czy religia? Świetne pytanie! Chyba najlepsze z całej dyskusji. No cóż.... Ja myślę, że wiara jest indywidualna a religia zbiorowa. Dla wyznawcy kultu (niekonsumpcjionisty) za pewne to wiara. Ale czy religia? Jest to dość młode zjawisko. Sekta to złe słowo. Bardziej kult - słowo neutralne, proste (tak jak młode/słabe organizacyjnie jest neopogaństwo). Religią może kiedyś będzie. Chrześcijaństwo też zaczęło się od niewielkiego grona. Za pewne takiej furory nie zrobi - nie będzie religią paneuropejską. Ale w mikroregionie, czemu nie?
Napisane: 07. 02. 10 [19:04]
Piotrcovian
2/5
zarejestrowany: 28.12.2009
Posty: 56
Do "histwoja":

Czy ja powiedziałem o tym, że księża mają zamykać kościoły przed "moherami", albo grzmieć z ambony na nich? Nie. Można np. w kazaniu zasygnalizować, dać do zrozumienia, że są lepsze sposoby bycia członkiem Kościoła katolickiego niż bycie "moherem". Albo, że jednak ten wspomniany Rydzyk, no nie jest najdoskonalszym wzorem do naśladowania.

Co zaś się tyczy "księdza, który ma dziecko". Mnie to akurat interesuje. Bo jeżeli ktoś, kto mówi mi jak mam postępować, zakazuje i nakazuje pewne zachowania, i grozi konsekwencjami w życiu przyszłym (a spotkałem się z takimi groźbami), to mam chyba prawo wymagać tego, aby sam się do tych nakazów stosował. Bo jeżeli tego nie robi, to o czym to świadczy? Albo o tym, że sam nie wierzy w to co mówi, albo że nauki, które firmuje przecież imieniem Boskim, ma głęboko gdzieś... No właśnie tu też pasuje cytat o belce w oku.

A może chodzenie do kościoła jest właśnie konsumpcjonizmem? Bo zamiast samemu wyciągnąć odpowiednie wnioski, wolimy iść do kogoś kto nam da gotowe obowiązki na tacy? A później "chlapniemy" coś, co sprawi komuś przykrość, no ale przecież "Kościół na to pozwala"... (z takim zjawiskiem też się spotkałem).

Do "Roubura":

Jeśli chodzi o pierwszą część wypowiedzi to, podobnie jak "histwoj", zgadzam się w pełni. Finanse Kościoła to z kolei temat na osobną dyskusję.
Co zaś się tyczy drugiej części. Jeśli tylko "neopoganie" rozumieją, w to co wierzą (moim zdaniem wiara właśnie polega na tym, aby rozumieć co się wyznaje, a nie na pustym powielaniu utartych formułek, zachowań itp.), to jak można uznać to za wiarę, czy może lepiej - jak zaznaczył "histwoj" - za kult. Może rzeczywiście my źle to oceniamy, mówiąc, że to trend i chęć lansu. Może rzeczywiście dla kogoś te wierzenia przynoszą wiele odpowiedzi, pozwalają mu lepiej zrozumieć świat. Jest to wszystko za młode, żeby oceniać jednoznacznie (pamiętajmy o stosunku Rzymian do chrześcijan w I w. n. e.). Religia według mnie to jednak za duże słowo. Aby jakieś wierzenia uznać za religię, wierzenia te muszą okrzepnąć w jakiejś grupie społecznej. Podstawowe poglądy, podstawowe reguły i wreszcie podstawowe formy spełniania kultu muszą być przez jakiś czas zadomowione. Tak samo musi wykształcić się pewna struktura organizacyjna. Ja również nie wróżę temu ruchowi opanowania Europy, ani nawet jakiegoś kraju (no chyba, że nagle Holendrom przyjdzie do głowy odgrzebanie wierzeń Batawów i uczynienie z nich wyznania powszechnego). Myślę, że mogą się tworzyć właśnie "sekty" (ale bez pejoratywnego podtekstu) - nieduże grupy, żyjące według jakichś wskazań, wyznające jakichś określonych bogów. Może to trochę za daleko idące porównanie, ale moim zdaniem, co najwyżej z tego ruchu powstaną grupy w stylu amerykańskich Amiszów.


Słowianowierstwo... Rekonstrukcja czy recepcja?
Focus Śledczy
Oblicz swoje IQ
Strategiczna gra wojenna na przeglądarkę!
Spacery z Focus Historia
Doradca Focus