Foto Shutterstock
Dopalacze nie są dla nas zagrożeniem, lecz wielką szansą. Naukowcy uważają, że zażywanie substancji poprawiających sprawność mózgu może być niedługo koniecznością albo wręcz prawnym obowiązkiem!
Politycy niechętnie sięgają po dane naukowe – i nic dziwnego. Gdyby tak zrobili, gromy rzucane przez nich na sklepy sprzedające legalne środki psychoaktywne straciłyby swą moc. Prawda bowiem wygląda tak, że nie ma dotąd dowodów na szkodliwość większości owych dopalaczy. Owszem, można zakazać ich sprzedaży na wszelki wypadek – ale i tutaj brak konkretnych danych potwierdzających, że takie działania mają jakikolwiek sens. „Spychanie dopalaczy w szarą czy czarną strefę sprawi, że nie będzie można na nich prowadzić legalnych badań naukowych. W efekcie nadal nie będziemy wiedzieli, czy i na ile takie substancje są niebezpieczne – ani czy są skuteczne” – uważa prof. Henry Greely, prawnik ze Stanford University, który wraz z grupą naukowców i etyków wystosował niedawno apel o zmianę podejścia do substancji „podkręcających” szare komórki.
W tym przypadku mniejsze znaczenie mają pigułki rekreacyjne, które umożliwiają w miarę bezpieczny „odlot”. Uczeni obawiają się przede wszystkim, że ofiarą wojny z dopalaczami padną przy okazji te substancje, które mogą skutecznie wspomagać sprawność intelektualną. Zapotrzebowanie na nie rośnie w szybkim tempie, bo przecież praktycznie cała nowoczesna gospodarka oparta jest na wiedzy i informacji – a najlepszym narzędziem do ich przetwarzania nadal jest ludzki mózg.
Oczywiście trafiamy tutaj na koronny argument przeciwników „chemii” – stosowanie dopalaczy intelektualnych jest pójściem na łatwiznę i zwykłym oszustwem, tak samo jak doping w sporcie. Ale w obu przypadkach jest to przede wszystkim walka z wiatrakami. „Tylko wtedy, gdy zniesione zostaną wszelkie ograniczenia, lekarze i naukowcy będą mieli pełną kontrolę nad dopingiem” – uważa prof. John Eliot, psycholog sukcesu z Rice University.
Co więcej, „chemia” wcale nie jest tak nieuczciwa, jak się powszechnie głosi. Istnieje wiele powszechnie akceptowanych sposobów zwiększania sprawności intelektualnej: nauka w szkole, kursy szybkiego czytania, zdrowa dieta czy chociażby kofeina. Sęk w tym, że te najłatwiej dostępne (np. kawa czy czytanie książki) nie są bardzo skuteczne, natomiast te naprawdę dobre – dużo kosztują. Nie każdego stać na posłanie dziecka do najlepszej szkoły czy na drogi kurs; w krajach rozwijających się podobnie wygląda kwestia dostępu do Internetu czy dobrze zaopatrzonej biblioteki.
Tymczasem substancje chemiczne mogą połączyć wielką skuteczność z przystępną ceną. Już dziś na Zachodzie jedna pigułka bezpiecznego „wspomagacza” kosztuje mniej niż filiżanka kawy. Oczywiście w ten sposób nie zniwelujemy wszelkich nierówności, ale też nikt chyba nie powinien mieć złudzeń co do tego, że bogatszych zawsze będzie stać na bardziej wyrafinowane „pomoce naukowe”.
Naczelną kwestią staje się tu bezpieczeństwo. A mogą je zapewnić przede wszystkim te substancje, które zostały wszechstronnie sprawdzone – tak jak leki stosowane od wielu lat w psychiatrii. Od dawna wiadomo, że przynajmniej dwa z nich – metylofenidat i modafinil, zwiększające koncentrację – są masowo przepisywane przez lekarzy ludziom, którzy wcale nie są chorzy.
Jest to oczywiście działanie półlegalne, ale przynajmniej osoby zażywające takie substancje są pod kontrolą specjalistów i mogą liczyć na pełną informację o skutkach ubocznych. „Lekarz powinien przedstawić wszystkie za i przeciw, ale wybór należy pozostawić samemu zainteresowanemu” – uważa dr Anjan Chatterjee, neurolog z University of Pennsylvania.
Drugą ważną kwestią jest możliwość legalnego kupienia dopalaczy. Jeśli są dostępne w aptece czy sklepie, klient może oczekiwać, że substancja będzie bezpieczna i dobrej jakości, a w razie problemów może pociągnąć sprzedawcę do odpowiedzialności. Natomiast gdy cała branża zostaje zmuszona do zejścia do podziemia – dziś z reguły internetowego – natychmiast pojawiają się oszuści, sprzedający bezwartościowe lub wręcz toksyczne podróbki. Tak dzieje się przecież od dawna choćby w przypadku viagry, chętnie kupowanej jako afrodyzjak.
Rządy, które dziś zakazują stosowania dopalaczy, mogą być wkrótce zmuszone do zmiany zdania. W niektórych branżach ich użyteczność okazuje się tak wielka, że kwestie etyczne czy polityczne schodzą na drugi plan.
Już od czasów II wojny światowej żołnierze dostają pochodne amfetaminy, które pozwalają im zwalczyć zmęczenie na polu walki. Zażywanie tych środków zapewne (choć nikt nie mówi o tym głośno) jest przymusowe.
Szef działu nauki „Focusa”, z wykształcenia lekarz medycyny. Więcej – www.stradowski.net.
Możesz dodać ten artykuł do listy swoich ulubionych artykułów.
jest jeszcze adrafinyl (Olmifon). niezłe leki,dodatkowo działają p/depresyjnie. polecam jeszcze piracetam (Nootropil,Memotropil)- w prawdzie ostatnie badania trochę podważają jego skuteczność, ale jest bezpieczny i praktycznie nie daje efektów ubocznych (metylfenidat, modafinyl i adrafinyl to pochodne amfetaminy, w prawdzie uznawane za selektywne, ale różnie to bywa). no i na koniec pirysukcydeanol (Pirisudanol, Nadex, itd.) też dodatkowop/depresyjnie. pozdrawiam
rujekdom napisał(a):
Ktoś musi stać na straży moralności społecznej.
Oby tylko nie był to ktoś z moralnością średniowiecznego feudala, który wstrzymuje postęp, bo sam nie potrafi za nim nadążyć. A jak wiadomo, postępu nie da się powstrzymać. To tylko kwestia czasu. Podobnie będzie z dopalaczami..
Ktoś musi stać na straży moralności społecznej.
Copyright 2008 Gruner + Jahr Polska