Fot. ESA, NASA
Współczesna astronomia coraz bardziej przypomina archeologię, a nie obserwowanie „żywego” kosmosu. Najnowsze instrumenty pozwalają naukowcom cofnąć się do samych początków Uniwersum
Wielka nadzieja fizyków, czyli akcelerator LHC w CERN-ie, zaliczył klasyczny falstart. W dwa tygodnie po oficjalnym otwarciu maszynę za kilka miliardów euro trzeba było wyłączyć. Źle połączone kabelki sprawiły, że z jednego gigantycznego magnesu wyciekły dwie tony helu i do wiosny 2009 największy eksperyment naukowy na świecie będzie w remoncie. Na szczęście nie jest to jedyna szansa ludzkości na rozwikłanie odwiecznych zagadek – jak powstał Wszechświat, z czego jest zbudowany i co się z nim stanie w przyszłości. Naukowcy mają plan B, a są nim nowe teleskopy, które za kilka tygodni znajdą się w przestrzeni okołoziemskiej i pokażą nam kosmos, jakiego dotąd nie widzieliśmy.
Nad naszymi głowami znajduje się bowiem gigantyczna fotografia narodzin Wszechświata, a nawet zjawisk zachodzących na poziomie cząstek elementarnych. W pierwszych fazach Wielkiego Wybuchu, gdy nie istniała jeszcze znana nam dziś materia, działy się rzeczy, których w LHC nigdy nie uda nam się zaobserwować. Ich ślady są obecne wszędzie – sztuka polega na tym, jak je zobaczyć.
W echo Wielkiego Wybuchu wpatrywać się będzie sonda Planck, ochrzczona tak na cześć wielkiego niemieckiego fizyka, który położył podwaliny pod współczesną fizykę kwantową. Urządzenie zostało zaprojektowane z myślą o łapaniu światła, które przestało być widzialne jakieś 10 mld lat temu. Chodzi o mikrofalowe promieniowanie tła, będące pozostałością po niemowlęcym Wszechświecie (wiek niemowlęcy oznacza w tym przypadku 380 tys. lat). W miarę jego rozszerzania się to, co początkowo było jasnym światłem, zamieniło się w fale radiowe. Gdy promieniowanie tła odkryto w latach 60. XX wieku, stało się jednym z koronnych dowodów przemawiających za teorią Wielkiego Wybuchu.
Można jednak z tego promieniowania wyczytać znacznie więcej. Otóż nie jest ono jednolite, lecz ma miejsca „cieplejsze” i „zimniejsze”. Robiąc im coraz dokładniejsze fotografie – z użyciem satelitów takich jak COBE i WMAP – uczeni ustalili np., z czego składał się niemowlęcy Wszechświat, kiedy odbył się jego poród (13,7 mld lat temu) i kiedy pojawiła się w nim pierwsza gwiazdka (pół miliarda lat po początku początków). Te odpowiedzi – jak to już w nauce bywa – sprawiły jednak, że fizycy zaczęli stawiać kolejne pytania i dlatego wysyłają teraz w kosmos Plancka. Ma on wykonać jeszcze dokładniejszą mapę promieniowania tła, co prawdopodobnie pozwoli nam zrozumieć, co było przed Wielkim Wybuchem; dlaczego pierwotna materia zaczęła się zagęszczać, tworząc gwiazdy i galaktyki; czy wszystko na świecie jest zbudowane z malutkich superstrun i ile wymiarów ma otaczająca nas przestrzeń.
Zadanie nie jest łatwe, bo promieniowanie mikrofalowe ma temperaturę zaledwie o 2,7 stopnia wyższą od zera absolutnego. Mierzący je przyrząd musi być schłodzony do jeszcze niższej temperatury – zaledwie 0,1 st. Kelvina. Pomiary może zakłócić nawet sam proces wysyłania zebranych danych na Ziemię. Dlatego naukowcy z ESA postanowili umieścić teleskop w tzw. punkcie Lagrange L2, czyli miejscu odległym o 1,5 mln km od naszej planety.
Wspólna siła grawitacji Słońca i Ziemi sprawia, że satelita niejako stoi w miejscu – zawsze będzie miał te dwa ciała niebieskie za plecami, a Księżyc nie będzie mu właził w pole widzenia.
W tym samym miejscu znajdzie się drugi superczuły i wymagający ekstremalnego chłodzenia przyrząd pomiarowy – teleskop Herschela. Jego zadanie jest równie fascynujące, jak Plancka – będzie szukał śladów tajemniczej ciemnej materii, czyli tego, z czego zbudowane jest 70 proc. Wszechświata (i czego nikt dotąd na oczy nie widział, choć fizycy są pewni, że to coś istnieje). Jak zobaczyć niewidzialne? Oczywiście trzeba skupić się na świetle, którego nie dostrzegamy – w tym przypadku to tzw. głęboka podczerwień. Wiemy, że wypełnia ona kosmos, bo emitują ją nawet zupełnie zimne atomy w międzygwiezdnej pustce (pochłaniają światło gwiazd i oddają energię właśnie w podczerwieni). Ziemski biegun północny oglądany w ten sposób jarzyłby się światłem. Tak samo jest z otaczającym nas Wszechświatem – rejony, które na pierwszy rzut oka wydawały się ciemne i puste, w podczerwieni tętnią „życiem”
Jest jeden szkopuł. Podczerwień emitują wszystkie atomy – także te, z których zbudowany jest teleskop. W normalnych warunkach nie da się więc obserwować kosmosu w tym świetle, tak jak niemożliwe jest oglądanie gwiazd za dnia. Dlatego cały przyrząd musi być schłodzony do możliwie najniższej temperatury. Większość instrumentów będzie zanurzona we wrzącym helu, który wstępnie obniży temperaturę do 2 st. Kelvina, a część detektorów dostanie dodatkowy system chłodzący, który sięgnie okolic zera absolutnego. Ponieważ wrzący hel będzie uciekał w kosmos, czas życia teleskopu ograniczony jest zapasem 2 tys. litrów tego gazu i obliczony na trzy lata. Nie ma szansy na wysłanie misji serwisowej np. promem kosmicznym – punkt Lagrange L2, gdzie Herschel znajdzie się wraz z Planckiem, jest pięć razy dalej od Ziemi niż Księżyc.
Dziennikarz specjalizujący się w naukach ścisłych i nowych technologiach, z wykształcenia – matematyk. Jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Digital Foto Video”.
Możesz dodać ten artykuł do listy swoich ulubionych artykułów.
No przepraszam was focusiści xD rzeczywiście sie pomyliłem (ale siara
ops: ) chodziło mi raczej o kosmologów xD
chester napisał(a):
gdzie mowiono ze astrolodzy nie zajmuja sie tym co bylo przed wielkim wybuchem (chociaz w to tez mi ciezko uwierzyć)
Astrol odzy to się akurat nie zajmują niczym poza wróżeniem z planet (i ew. planet karłowatych
)
Pozdrawiam,
Jan Stradowski, "Focus"
Tia wspaniała książka...
Copyright 2008 Gruner + Jahr Polska