10 zwierzęcych terrorystów

Dr Joanna Bagniewska

Zoolog, absolwentka Uniwersytetu Oksfordzkiego, wykłada na University of Reading. Zajmuje się ekologią behawioralną. Ubiegłoroczna zwyciężczyni konkursu FameLab.

Wiewiórka Fot. Shutterstock

Są doskonale przystosowani do ataku, niewybredni, radzą sobie w każdej sytuacji. I sami ich sprowadziliśmy na nasz teren! Oto dziesiątka wyjątkowo szkodliwych gatunków inwazyjnych.

Część z nich sprowadziliśmy celowo – jak króliki do Australii, na które chcieli polować angielscy osadnicy. Inne, jak szczury na statkach, trafiły w nowe miejsca przypadkiem. Zaczynamy je zauważać, gdy nam przeszkadzają – niszczą uprawy, zagrażają zdrowiu lub życiu roznosząc pasożyty i choroby, zaburzają równowagę ekologiczną, dziesiątkując rodzime gatunki. Nie zawsze dostrzegamy to dostatecznie wcześnie. Biologiczne inwazje przyczyniły się do zagłady 54 proc. wymarłych gatunków. Adaptacyjny triumf intruzów jest tragedią dla innych stworzeń.

Co można z tym zrobić? Najlepiej działać prewencyjnie. W wielu miastach organizuje się powszechną sterylizację kotów, masowo mordujących dzikie zwierzęta. Można prawnie zakazać sprowadzania gatunków egzotycznych (np. australijskie dzieci nie mogą trzymać w domu... chomików). Przenoszenie zadomowionych już najeźdźców z powrotem do ich naturalnego środowiska jest kosztowne, trudne, a często po prostu niemożliwe, ponieważ wraz z nimi trafiłyby tam nietypowe pasożyty i choroby nabyte w nowym miejscu zamieszkania. Często najłatwiejszym wyjściem jest niestety uśmiercenie intruza. Unia Europejska wydaje na walkę z gatunkami inwazyjnymi ok. 12 mld euro rocznie. Czy warto? Oceńcie sami.

Norka amerykańska (Neovison vison)

To futrzasty komandos, który odnajdzie się w każdych warunkach. Potrafi polować na lądzie jak lis, wspina się na drzewa jak kot, a pływa niemal tak dobrze jak wydra. Żywi się wszystkim, co wpadnie jej w zęby: ptakami, rybami, płazami, ssakami, nawet bezkręgowcami. Do Europy sprowadzono ją na początku XX w. jako zwierzę futerkowe. Część norek uciekła z hodowli, część została wypuszczona celowo przez obrońców praw zwierząt (ze względów humanitarnych) oraz przez władze ZSRR (do polowań). W ciągu kilkudziesięciu lat na dobre zadomowiła się na naszym kontynencie.

Ze względu na swoją żarłoczność norka stanowi ogromne zagrożenie dla rodzimej fauny, zwłaszcza dla ptaków morskich. Żyją one w koloniach, na ogół na wysepkach położonych o kilka kilometrów od brzegu. Norka – jak na komandosa przystało – potrafi dopłynąć na wyspę i zamordować nawet sto piskląt podczas jednej nocy. W ten sposób jeden osobnik może zdziesiątkować kolonię liczącą kilkanaście tysięcy ptaków. Norka amerykańska stanowi też konkurencję dla swej mniejszej i nie tak żarłocznej kuzynki – norki europejskiej, najbardziej zagrożonego ssaka Europy.

Kot domowy (Felis catus)

Niestety, nasze poczciwe Mruczki są w ścisłej czołówce najgroźniejszych gatunków inwazyjnych na świecie. W XIX w. zabierano je w podróże morskie, by tępiły okrętowe szczury. W ten sposób dotarły w miejsca pozbawione dotąd drapieżników. Zdziczałe koty dziesiątku-ją zwłaszcza żyjące na wyspach ptaki, które często nie musiały latać, a gniazda mogły zakładać wprost na ziemi. Nawet tam, gdzie drapieżniki są częścią ekosystemu, nasi domowi ulubieńcy zyskują prze-wagę. Rozmnażają się bardzo szybko i są niezwykle odporni. W Nowej Zelandii krąży historia o łaziku południowym – małym ptaszku przypominającym strzyżyka. Łaziki mieszkały na nowozelandzkiej wysepce Stephen’s Island. Ponoć wszystkie padły ofiarą jednego tylko kota imieniem Tibbles, należącego do latarnika. To nie do końca prawda, bo na wyspie było więcej tych drapieżników. Ale to one doprowadziły do wyginięcia łazików. A teraz zagrażają także nowozelandzkim kiwi, australijskim pingwinom małym, niewielkim ssakom, gadom i płazom. Koci problem dotyczy całego świata, od Australii po Polskę i USA. Jedyne, co nam pozostaje, to niewypuszczanie kota z domu – bo nawet te karmione najlepszymi frykasami nie tracą instynktu drapieżcy.

Wiewiórka szara (Sciurus carolinensis)

Znanej z polskich parków wiewiórki rudej nie zobaczymy ani na południu Wielkiej Brytanii, ani w północnych Włoszech. Wyparła ją stamtąd sprowadzona z Ameryki konkurentka. Wiewiórka szara może być nawet dwa razy cięższa od rudej. Spędza więcej czasu na ziemi niż na drzewach, co ułatwia jej zdobywanie pożywienia. A co najgorsze, jest nosicielką wirusa wiewiórczej ospy (SPPV), który najczęściej nie robi jej krzywdy. Morduje za to masowo jej rude kuzynki.

Do Wielkiej Brytanii wiewiórki szare przybyły pod koniec XIX w. i szybko uciekły z prywatnych hodowli. Gdy się rozpleniły, Anglicy dostrzegli wagę problemu i wypowiedzieli zwierzakom wojnę. Mówią o nich z obrzydzeniem „amerykańskie szczury drzewne”, a niektóre starsze panie strzelają do nich z wiatrówek. Tymczasem we Włoszech, gdzie szare wiewiórki sprowadzono w latach 40. XX w., takie działania zablokowała opinia publiczna. „Nie zabijajcie Chipa i Dale’a!” – pisano w gazetach. Włoskie wiewiórki szare mają się znakomicie i dokonują już inwazji na południową Francję.

Ostatnie badania pokazały, że sprzymierzeńcem w walce z tymi najeźdźcami mogą być kuny. Tak dzieje się w Irlandii. Kluczowa jest tu większa masa ciała wiewiórek szarych. Ciężkie zwierzęta nie mogą schronić się przed kunami na najcieńszych gałązkach drzew, a ich szczuplejsze, rude kuzynki robią to z łatwością.

  • Kategoria: Przyroda
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus 4/2015
  • c
Komentarze