Focus.pl

Formularz logowania
Formularz wyszukiwania
  1. szukaj
  1. Newsy
  2. Foto
  3. Video
  4. Rozrywka
  5. Gadżety
  6. Warto wiedzieć
  7. Magazyn
  8. Jak to działa
  9. Forum

trzęsienie

Formularz wyszukiwania
  • Newsy - Szukaj w treści: trzęsienie

  • Ropuchy wrażliwe na trzęsienia ziemi

    Ropuchy wrażliwe na trzęsienia ziemi

    ... zku z dość silnym trzęsieniem ziemi (o sile 6,3 stopnia w skali Richtera), do którego doszło 6 k...
  • Trzęsienie w Bełchatowie

    Trzęsienie w Bełchatowie

    ... trząsy. Niewielkie trzęsienie ziemi odczuli mieszkańcy okolicznych miejscowości. Służby ratownic...
  • Mapa trzęsienia ziemi

    Mapa trzęsienia ziemi

    ... na Haiti potężne trzęsienie ziemi o sile 7,3 w skali Richtera. Na prezentowanym zdjęciu widać u...
  • Trzęsienie ziemi na Haiti

    Trzęsienie ziemi na Haiti

    Najpotężniejsze od 200 lat trzęsienie ziemi o sile 7,3 w skali Richtera nawiedziło we wtorek 12 styc...
  • Rozciągnięta Nowa Zelandia

    Rozciągnięta Nowa Zelandia

    Silne trzęsienie ziemi, które nawiedziło ostatnio Nową Zelandię najwyraźniej nieco ją spłaszczyło. P...
  • Zobacz więcej
  • Newsy - Szukaj po tagu: trzęsienie

  • Ropuchy wrażliwe na trzęsienia ziemi

    Ropuchy wrażliwe na trzęsienia ziemi

    ... zku z dość silnym trzęsieniem ziemi (o sile 6,3 stopnia w skali Richtera), do którego doszło 6 k...
  • Trzęsienie w Bełchatowie

    Trzęsienie w Bełchatowie

    ... trząsy. Niewielkie trzęsienie ziemi odczuli mieszkańcy okolicznych miejscowości. Służby ratownic...
  • SMS ocalił kobietę

    SMS ocalił kobietę

    Obywatelka Kanady przebywająca w chwili wtorkowego trzęsienia ziemi na Haiti w stolicy tego kraju Po...
  • Mapa trzęsienia ziemi

    Mapa trzęsienia ziemi

    ... na Haiti potężne trzęsienie ziemi o sile 7,3 w skali Richtera. Na prezentowanym zdjęciu widać u...
  • Trzęsienie ziemi na Haiti

    Trzęsienie ziemi na Haiti

    Najpotężniejsze od 200 lat trzęsienie ziemi o sile 7,3 w skali Richtera nawiedziło we wtorek 12 styc...
  • Zobacz więcej
  • Artykuły - Szukaj w treści: trzęsienie

  • 2012 rok końców świata

    ... ych mamy ostatnio zatrzęsienie, z „magiczną” datą 21.12.2012 na czele. Zdaniem uczonych nasza cy...
  • Strach? Tylko przed kompromitacją

    Strach? Tylko przed kompromitacją

    ... o to najsilniejsze trzęsienie ziemi w historii japońskiej sejsmologii. W północno-wschodnim regionie Tohoku wstrząsy o sile 9,0 stopni w skali Richtera wywołały 10-metrową falę tsunami, która spustoszyła wybrzeże. Wody Oceanu Spokojnego porywały i niszczyły budynki, rzucały auta na dachy domów, ciskały kutry rybackie w głąb lądu. Zginęło ponad 10 tys. osób, niemal 13 tys. uznano za zaginione.Spokój Japończyków wobec apokalipsy zadziwił obcokrajowców, którzy byli na miejscu. „Żałoby narodowej nie organizują. Starają się żyć normalnie, pracować, uważając, że to pomoże najlepiej ofiarom kataklizmu” – relacjonował Mariusz Błaszczak, dyrektor centrum kultury z Tarnowskich Gór, który podczas trzęsienia ziemi przebywał w Tokio. Nie mógł się nadziwić, że pomimo takiej tragedii nie przerwano festiwalu tańca, na który przyjechał. Zagraniczne media miały podobne spostrzeżenia. Kataklizm wywołał zakłócenia w transporcie i dostawach elektryczności oraz żywności, mimo to nie dało się zauważyć powszechnej paniki. Japończycy ze spokojem ustawiali się w kolejkach do sklepów i stacji benzynowych. „Uważamy, że najlepsze, co można w takiej sytuacji zrobić, to zakasać rękawy i wziąć się do roboty” – tłumaczy Hiroshi Kaneko, Japończyk mieszkający w Polsce. Ludzie z przyszłości Zachód zawsze lubił upraszczać Japonię do łatwych klisz. W epoce odkryć geograficznych mawiano, że Japończycy są leniwi i zacofani, czasem okrutni. W czasie II wojny światowej amerykańska propaganda przedstawiała Japończyków jako niskich gnomów z wyszczerzonymi zębami. Kiedy w latach 80. XX w. Japonia wyrosła na światową potęgę gospodarczą i producenta elektroniki, zaczęto sobie wyobrażać, że Japończycy żyją w przyszłości. Ojciec literatury cyberpunk William Gibson nawiązywał w swoich powieściach do Japonii, podobnie jak twórcy takich filmów, jak „Łowca androidów”, „Johnny Mnemonic” czy „Matrix”. Po trzęsieniu ziemi 11 marca wizerunek Japonii powiększył się o nowy wymiar – dzielności, spokoju i świetnej organizacji. Mieszkająca w Tokio polska antropolog i pisarka Joanna Bator relacjonowała na łamach „Gazety Wyborczej”: „Otrzymywałam co chwila pełne paniki wiadomości od znajomych w Polsce i spokojne, choć niepozbawione troski pytania od Japończyków”. Sąsiedzi pytali, czy wszystko u niej w porządku, znajoma przyniosła wodę i mandarynki. W internecie furorę zrobił film z psami odnalezionymi po tsunami, na którym widać, jak jeden dba o drugiego, tak jakby nawet zwierzętom udzielił się japoński hart ducha.W światowych mediach pojawiły się komentarze, tłumaczące reakcje Japończyków. Jacek Wan, korespondent japońskiej telewizji NNN, opowiadał na portalu „Polityki”, że solidarne zachowania wynikają m.in. z tradycji uprawy ryżu. W przeciwieństwie do innych zbóż, ryż wymaga bowiem stałego nawadniania i ścisłej współpracy całych wiosek. „Jeżeli ktoś nie współpracował, grupa wyrzucała go ze swojego grona, a to oznaczało śmierć” – tłumaczył Wan. Ten solidaryzm był najlepiej widoczny w 1945 r., gdy kraj zaczął przegrywać wojnę na Pacyfiku. Niczym jakaś milenarystyczna sekta, Japończycy – żołnierze i cywile – popełniali masowe samobójstwa, byle nie wpaść w ręce Amerykanów. Za japońskim spokojem może się też kryć religia. Buddyzm zen, wyznawany niegdyś przez samurajów, uczy, by koncentrować się na tym, co jest tu i teraz, a śmierć to tylko kolejny etap egzystencji. „Japończycy nie skupiają się na przyczynie katastrofy ani nie zadręczają siebie czy innych pytaniami, jak bogowie mogli do niej dopuścić i czym oni sobie na to zasłużyli” – pisze Joanna Bator.Jednak tłumaczenie tego spokoju kulturą jest niepełne. Japońscy samurajowie nie zawsze zachowywali się jak w filmach Kurosawy, stając w obronie chłopów. Ci, którym dobrze się wiodło, wieśniaków mieli za nic i bliższa historycznej prawdzie może być scena z filmu „Zatoichi”, w której samuraj zabija przechodnia, by wypróbować na nim miecz. Mało tego, podobna kultura w innych warunkach może dawać całkiem odmienne efekty. Chińczycy uprawiali ryż wcześniej niż Japończycy i wymyślili zen (po chińsku chan), a mimo to na zachowania swoich sąsiadów w obliczu kataklizmu patrzyli z zazdrością i podziwem. Pamiętali, że po trzęsieniu ziemi w Syczuanie w roku 2008 (zginęło 68,5 tys. osób) nie było tak spokojnie jak w Japonii. Nawet komunistyczny dziennik „Global Times” chwalił, że mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni postępują w sposób zorganizowany, co pewien japoński internauta skomentował: „To chyba oczywiste?”. Kultura wstydu Słynna japońska powściągliwość w okazywaniu uczuć i emocji, podobnie jak punktualność, obowiązkowość czy perfekcyjna organizacja, w dużej mierze wynika z obawy przed kompromitacją. „Japończyk za wszelką cenę stara się unikać powiedzenia, że czegoś nie wie, nie potrafi, nie może. Poczucie wstydu maskuje grzecznością i uśmiechem – miłym, lecz wyuczonym i sztucznym” – komentuje dziennikarz i podróżnik Kazimierz Pytko. „Wielu cudzoziemców mówi o zaskoczeniu, jakim było odkrycie, że w Japonii prawie nikt nie mówi po angielsku. Ale to nie do końca prawda. Wszyscy uczą się tego języka, lecz z obawy, że popełnią błędy, udają, że go nie znają. Jeśli w odpowiedzi na jakąś prośbę usłyszycie »tak«, nie oznacza to jeszcze gwarancji jej spełnienia. Japończyk w zasadzie nigdy nie odmawia, bo stanowiłoby to ujmę na jego honorze. Kiedy potakuje, potwierdza jedynie przyjęcie do wiadomości słów rozmówcy. Jeżeli uzna sprawę za wykonalną, poprosi o więcej szczegółów”.Z obawy przed wpadką Japończycy nieustannie się kontrolują. „Przekonałem się o tym, robiąc wbrew zakazowi zdjęcia w salonach gier” – mówi Pytko. „By rozwiązać problem w sposób, który nie zawstydzi ani ich, ani mnie, ochroniarze podchodzili, wykonywali ukłon i wyjaśniali w czym rzecz. Moje tłumaczenie przyjmowali z wystudiowanym uśmiechem i na tym sprawa się kończyła”. Amerykańska antropolog Ruth Benedict w książce „Chryzantema i miecz” opisała kulturę Japonii jako „kulturę wstydu”, przeciwstawiając ją „kulturze winy”, jaka rozwinęła się na Zachodzie pod wpływem chrześcijaństwa. Jej zdaniem wstyd ma dla Japończyków taką moc jak dla Europejczyków sumienie. „Ludzie wstydu” nie szkodzą innym, ponieważ tak nakazują powszechnie przyjęte normy. Japończycy uwielbiają dla wszystkiego ustalać reguły – od sztuk walki (karate, kendo czy aikido) przez pisanie wierszy (haiku) po rysowanie komiksów (manga) i układanie kwiatów (ikebana). Ludzie grzechu naprawiają błąd, odprawiając pokutę. Ludzie wstydu usuwają jego przyczynę, np. samego siebie, popełniając honorowe samobójstwo (sepuku).„Japończycy żyją z nieustanną świadomością, że w każdej chwili może na nich spaść kataklizm i muszą być na niego przygotowani” – mówi Robert Bajek, który obronił doktorat o trzęsieniach ziemi na Uniwersytecie Kioto. „Społeczności lokalne spotykają się, by opracowywać mapy ryzyka. Kiedy zdarzy się najgorsze, ludzie wiedzą, gdzie jest wyjście ewakuacyjne, gdzie hydrant, gdzie budynek, który był słaby i mógł runąć, i gdzie w chwili kataklizmu mógł się znajdować ich sąsiad. Ustalono, że najwięcej osób spod gruzów wyciągają właśnie sąsiedzi”. Zawsze w pogotowiu Takie przygotowanie to efekt bolesnych doświadczeń. Trzęsienia ziemi dotykały Japonię zawsze, ale w dawnych czasach stanowiły mniejsze zagrożenie, bo ludzie nie żyli stłoczeni w wielkich miastach, lecz w lekkich drewnianych domach. Po reformach cesarza Meiji Japonia zaczęła się jednak szybko rozwijać i podpatrzyła zachodnią architekturę. Cenę za to zapłaciła 1 września 1923 roku, kiedy trzęsienie ziemi w Tokio zabiło 140 tys. osób. Od tego czasu japońscy inżynierowie i politycy zaczęli się zastanawiać, jak przygotować społeczeństwo na najgorsze. Po wojnie zaczęto wprowadzać wstrząsoodporną architekturę, w 1981 r. stała się obowiązkowa. Dzięki temu pomimo ogromnej siły ostatniego kataklizmu, w Tokio obyło się bez poważniejszych zniszczeń. I niemal bez ofiar. Poważne błędy popełniono za to przy budowie elektrowni atomowej Fukushima I, której instalacje miały wytrzymać falę tsunami nieco wyższą niż 5 m i wstrząsy o sile 8,2 stopnia. Tymczasem w elektrownię uderzyła fala wysoka na 10–13 m, która uszkodziła system chłodzenia, wywołując kryzys atomowy, najpoważniejszy od czasów awarii w Czarnobylu w 1986 r.Japończycy na pewno wyciągną wnioski z tej awarii. „Po wielkim trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 r. zauważyli, że ludzie nie reagowali prawidłowo. Powstały więc organizacje non profit, szkolenia różnych grup, oddzielne dla osób starszych i dla dzieci, które uczy się też, aby o zagrożeniu przypominały zapracowanym rodzicom” – opowiada Robert Bajek. „Japończycy budują symulatory trzęsień ziemi, które wożą na ciężarówkach, organizując pokazy. W jednych można poczuć silne wstrząsy, w innych zobaczyć, jak w chwili kataklizmu przesuwają się i spadają meble. To one powodują największą liczbę ofiar”.Chiński tygodnik „Nanfang Zhoumo” dogłębną analizę poświęcił postawie japońskich mediów. Zauważono, że tragiczne wydarzenia relacjonują z nudnym spokojem, że „nie ma w nich łez, ostatnich pożegnań, muzyki w tle”, a ofiary kataklizmu pokazywano m.in. od tyłu, nie filmując twarzy. „Chodzi o to, żeby nie naruszać prywatności. Poza tym ofiary źle wyglądają w telewizji” – tłumaczy korespondent japońskiej Kyodo w Pekinie. I dodaje, że japońskie media za wszelką cenę próbują ograniczyć panikę. Takie podejście wypracowano właśnie na podstawie doświadczeń z kataklizmu w Kobe. Media są uważane za ważny element systemu bezpieczeństwa, a zestawy ratunkowe, które Japończycy trzymają zawsze na podorędziu, oprócz latarki, sucharów i wody, zawierają radyjko i komórkę. Choć nawet Japończyków przestraszyła w końcu dramatyczna sytuacja w elektrowni atomowej Fukushima, na zniszczonych przez żywioł terenach nadal panował niezwykły spokój. Kiedy w roku 2005 huragan Katrina spustoszył amerykański Nowy Orlean, w mieście zapanował chaos rodem z filmów science fiction – rabusie strzelali nawet do policyjnych śmigłowców. Tymczasem w zniszczonym Sendai w ciągu czterech dni odnotowano zaledwie 40 przypadków kradzieży. Zachodnie gazety dociekały: „Gdzie się podziali japońscy szabrownicy?”. Szlachetni gangsterzy Japonia słynie z niskich wskaźników przestępczości. „Wiele razy widziałem w Japonii samochody czy autobusy pozostawione na parkingach z otwartymi oknami. Na pulpicie leżały komórki, okulary i inne gadżety. Nikt ich nie kradł, bo gdyby został przyłapany, spaliłby się ze wstydu” – mówi dziennikarz i podróżnik Kazimierz Pytko. To nie tylko efekt wyspiarskiej mentalności (w małych społecznościach złodzieje nie mieli dokąd uciekać), ale też polityki państwa, które karze nawet za drobne przestępstwa i nagradza obywatelskie zachowania. Policja stara się być widoczna, założono liczne niewielkie posterunki. Większość Japończyków wie, gdzie się znajdują, pamię ta nazwisko dzielnicowego.Swój udział w japońskim porządku mają nawet miejscowe mafie, choć zalicza się je do najpotężniejszych na świecie. Japonia to chyba jedyny na świecie kraj, w którym organizacje przestępcze działają w pełnym świetle dnia: mają oficjalne biura ozdobione godłem gangu. Yakuzi. Japońscy gangsterzy rozdają wizytówki i ubierają się w garnitury, a w czasie religijnych festiwali eksponują tatuaże pokrywające całe ciało. Gangi dbają o porządek, uważają się za część lokalnych społeczności i ostoję tradycji. Nastawiają się na długofalowe działanie: mają feudalną strukturę oraz kodeksy wzorowane na samurajskich. Yakuzi nie żyją od napadu do napadu, lecz starają się przekupywać polityków i planować swoje działani starannie, niczym wielkie koncerny. Po trzęsieniu ziemi mafia błyskawiczni zorganizowała pomoc dla ofiar tsunami. Na wybrzeże ruszyło kilkanaście tirów, wyłado wanych m.in. pieluchami, bateriami i makaronem. Mafia starała się nie afiszować z tą akcją, a proszący o anonimowość yakuza tłumaczył amerykańskiej telewizji CBS: „Obawiamy się, że ludzie nie zechcą przyjąć naszych darów”.
  • Jądrowa alternatywa

    Jądrowa alternatywa

    ... y uszkodzone przez trzęsienie ziemi o magnitudzie 9.0, a sama ta awaria nijak się ma do ponurej historii Czarnobyla. Politycy zapomnieli też, że technologia jądrowa ciągle ewoluuje i staje się coraz bezpieczniejsza. Współcześnie budowane reaktory są mniej podatne na awarie dzięki pasywnym systemom zabezpieczeń. Starsze konstrukcje wymagają chłodzenia, do którego niezbędna jest energia elektryczna. W Fukushimie po uderzeniu tsunami zabrakło prądu, dlatego doszło do niebezpiecznego przegrzania instalacji. Nowe konstrukcje w takich warunkach schłodzą się same. Co więcej, niektóre z nich będą pracować w znacznie niższych temperaturach, co dodatkowo ogranicza ryzyko.W przyszłości elektrownie prawdopodobnie będą też mniejsze niż dotychczas. Oznacza to mniejszą ilość paliwa nuklearnego w jednym miejscu, mniejszą moc, a więc mniejsze ryzyko awarii. „Mały reaktor po prostu trudniej uszkodzić niż duży” – wyjaśnia prof. Michael Podowski z amerykańskiego Rensselaer Polytechnic Institute. Co więcej, takie rozproszenie produkcji energii jest także opłacalne. Duża elektrownia wymaga sieci przesyłowej, dostarczającej elektryczność do odbiorców – budowa linii wysokiego napięcia jest kosztowna, a straty podczas przesyłania sięgają nawet 10 proc. Mniejsze „atomówki” będą mogły zasilać pojedyncze regiony, metropolie czy wręcz gminy, zmniejszając ryzyko przeciążenia sieci i przerw w dostawie energii. Generacja III plus Do niedawna historia znała tylko dwa przypadki poważnych awarii w elektrowniach jądrowych – Three Mile Island (1979 r.) i Czarnobyl (1986 r.). Z obu projektanci wyciągnęli wnioski i ulepszyli konstrukcje budowanych współcześnie reaktorów, które zaliczane są do tzw. generacji III i III plus. W porównaniu z instalacją w Fukushimie są one w pewnym sensie o wiele prostsze – zawierają mniej elementów ruchomych, zaworów itd., czyli tego, co może się zepsuć. W razie awarii zaczynają działać pasywne systemy zabezpieczeń, wykorzystujące naturalne zjawiska (np. siłę grawitacji) do schłodzenia reaktora. Takie mechanizmy nie potrzebują elektryczności ani obecności człowieka i są w stanie zadziałać praktycznie w każdej sytuacji. Elektrownie generacji III plus są już budowane m.in. przez francuską firmę Areva i amerykańską Westinghouse. „Te reaktory mają wiele rozwiązań technicznych, które nie istniały 30 czy 40 lat temu” – podkreśla prof. Michael Podowski. Podobne elektrownie mają powstać w Polsce.Więcej:www.areva.com ap1000.westinghousenuclear.com      Pływające atomówki Pierwszy tego typu statek zbudowano w USA w latach 60. XX w. – był to Sturgis z reaktorem MH-1A o mocy 10 MW na pokładzie. W 1975 r. został wycofany z użytku i od tamtej pory Amerykanie nie interesowali się pływającymi elektrowniami. Pomysł podchwycili natomiast niedawno Rosjanie. Ich pierwsza pływająca „atomówka” zacznie działać w przyszłym roku. To Akademik Łomonosow – statek długości 114 m, szerokości 30 m i wyporności 21,5 tys. ton. Na jego pokładzie zainstalowano dwa zmodyfikowane reaktory KLT-40, stosowane dotychczas w lodołamaczach o napędzie atomowym.  Pływająca elektrownia ma dostarczać 70 MW elektryczności lub 300 MW energii cieplnej teoretycznie w dowolnym miejscu, w którym zacumuje i zostanie podłączona do sieci. Akademik Łomonosow będzie zaopatrywał miasto Wiluczyńsk na Półwyspie Czukockim. Rosja planuje budowę kolejnych jednostek tego typu – w 2015 r. ma być ich co najmniej siedem. Ekolodzy twierdzą jednak, że takie elektrownie stwarzają wielkie zagrożenie dla środowiska.Więcej: www.rosatom.ru Baterie nuklearne W szalonych latach 50. – na początku ery atomu – nie brakowało optymistycznych wizji przyszłości zdominowanej przez samoloty, samochody, a nawet lodówki zasilane energią jądrową. Dziś wiemy, że na takie wynalazki na razie nie ma co liczyć, ale pojawiają się już projekty elektrowni tak małych, że z łatwością zmieściłyby się w garażu czy piwnicy. Jeden z nich opracowali uczeni z Los Alamos National Laboratory, którzy założyli firmę Hyperion Power Generation. Ich  reaktor to swego rodzaju atomowa bateria – ma średnicę półtora metra, wysokość 2,5 m, moc 25 MW i będzie dostarczany w jednym „kawałku”, gotowy do pracy. Po zużyciu całego paliwa, co potrwa 8–10 lat, może być odebrany przez firmę i zastąpiony nowym. Hyperion zbiera już zamówienia – w kolejce ustawili się producenci energii z Czech, Kenii, Kambodży czy Arabii Saudyjskiej. Minielektrownia ma być tania – do jej wybudowania wystarczy 100 mln dolarów (klasyczne kosztują kilka miliardów), a do obsługi – zaledwie 25 osób. Takie nuklearne baterie mogą zaopatrywać w prąd niewielkie miasta, pojedyczne fabryki, a nawet statki pasażerskie. „Nasza technologia zmieni reguły gry. To taki iPhone wśród reaktorów” – mówi John Deal, prezes Hyperion Power Generation. Czy tak się stanie? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwsze minielektrownie trafią do użytku w 2013 r.Więcej: www.hyperionpowergeneration.com Konstrukcje modułowe Typowa elektrownia jądrowa – np. taka, jaką planuje się wkrótce wybudować w Polsce – ma moc ponad 1000 MW. Problem z takimi instalacjami polega na tym, że nie są skalowalne – gdy potrzeba będzie więcej prądu (bo np. wzrośnie liczba mieszkańców pobliskiej metropolii), trzeba będzie albo dostarczyć go siecią przesyłową z innych źródeł, albo wybudować nową wielką elektrownię. A gdyby tak dało się ją zbudować z „klocków”, takich jak mniejsze reaktory? Ta idea przyświeca firmom, które projektują modułowe elektrownie jądrowe. Pojedynczy „klocek” może mieć mniejszą moc – kilkaset albo nawet kilkadziesiąt megawatów – i gdy potrzeby rosną, do istniejącego kompleksu dodajemy po prostu jeszcze jeden element. Całością można sterować z jednego miejsca, w razie potrzeby wyłączając poszczególne reaktory czy wymieniając je na nowe, gdy skończy się w nich paliwo. Takie rozwiązanie może też być tańsze dla firm energetycznych – nie trzeba od razu inwestować miliardów dolarów. Więcej: www.babcock.com Elektrownie podziemne Niemal wszystkie nowe projekty zakładają, że reaktory zostaną ukryte pod ziemią. Takie rozwiązanie ma wiele zalet – instalacja jest wówczas zabezpieczona przed atakami z powietrza (czy to wojskowymi, czy terrorystycznymi), a do tego mniej szpeci krajobraz i nie wywołuje niemiłych skojarzeń u ludzi mieszkających w pobliżu. W ten sam sposób można ukrywać „pełnowymiarowe” elektrownie – tak jest np. w przypadku reaktorów działających w rosyjskim Żeleznogorsku. Teoretycznie można by w tym celu wykorzystać np. nieczynne kopalnie. Zużyte paliwo byłoby składowane obok podziemnej elektrowni, a po zakończeniu działalności cały obiekt zostałby zabezpieczony i zalany betonem. Reaktor na odpady Prawdziwym przełomem może być technologia firmy TerraPower, wspieranej kapitałowo m.in. przez Billa Gatesa. Zwykłe elektrownie jądrowe potrzebują dużo uranu-235 – izotopu, który w naturze występuje o wiele rzadziej niż uran-238. Dlatego paliwo atomowe musi najpierw przejść proces wzbogacania. Dzięki niemu zawartość U-235 rośnie do co najmniej kilku procent, ale przy okazji powstają duże ilości U-238, który jest traktowany jako niebezpieczny odpad. Opracowany przez TerraPower reaktor fali podłużnej (TWR) potrafi uzyskiwać energię z uranu-238 (potrzebuje tylko trochę U-235, by zainicjować reakcję),przy czym robi to w niższych temperaturach i wolniej niż typowe elektrownie jądrowe. A to oznacza, że instalacja jest bardziej odporna na przegrzanie i raz załadowana paliwem – może działać przez co najmniej 70 lat. Co więcej, w samych Stanach Zjednoczonych na składowiskach znajduje się blisko 800 tys. ton U-238 – gdyby wszystkie elektrownie mogły go wykorzystywać, wystarczyłoby to na tysiące lat i można by nawet zamknąć kopalnie tego pierwiastka. TerraPower chce wybudować instalację testową o mocy ok. 500 MW, ale na razie nie wiadomo, gdzie i kiedy miałoby to nastąpić.
  • Długie, mocne i wspaniałe

    Długie, mocne i wspaniałe

    ... 24 m! Ma wytrzymać trzęsienie ziemi o sile 7 stopni w skali Richtera (najwyższa wartość odnotowa...
  • Wyrocznia w salaterce

    Wyrocznia w salaterce

    ... tym, jak potężne trzęsienie ziemi zniszczyło Helike w pobliżu Zatoki Korynckiej – z miasta ucie...
  • Zobacz więcej
  • Artykuły - Szukaj po tagu: trzęsienie

  • Nowe Haiti

    Nowe Haiti

    Nowe katastrofy i tragedie powodują, że świat przestaje pamiętać o trzęsieniu ziemi na Haiti. Nieste...
  • Strach? Tylko przed kompromitacją

    Strach? Tylko przed kompromitacją

    ... o to najsilniejsze trzęsienie ziemi w historii japońskiej sejsmologii. W północno-wschodnim regionie Tohoku wstrząsy o sile 9,0 stopni w skali Richtera wywołały 10-metrową falę tsunami, która spustoszyła wybrzeże. Wody Oceanu Spokojnego porywały i niszczyły budynki, rzucały auta na dachy domów, ciskały kutry rybackie w głąb lądu. Zginęło ponad 10 tys. osób, niemal 13 tys. uznano za zaginione.Spokój Japończyków wobec apokalipsy zadziwił obcokrajowców, którzy byli na miejscu. „Żałoby narodowej nie organizują. Starają się żyć normalnie, pracować, uważając, że to pomoże najlepiej ofiarom kataklizmu” – relacjonował Mariusz Błaszczak, dyrektor centrum kultury z Tarnowskich Gór, który podczas trzęsienia ziemi przebywał w Tokio. Nie mógł się nadziwić, że pomimo takiej tragedii nie przerwano festiwalu tańca, na który przyjechał. Zagraniczne media miały podobne spostrzeżenia. Kataklizm wywołał zakłócenia w transporcie i dostawach elektryczności oraz żywności, mimo to nie dało się zauważyć powszechnej paniki. Japończycy ze spokojem ustawiali się w kolejkach do sklepów i stacji benzynowych. „Uważamy, że najlepsze, co można w takiej sytuacji zrobić, to zakasać rękawy i wziąć się do roboty” – tłumaczy Hiroshi Kaneko, Japończyk mieszkający w Polsce. Ludzie z przyszłości Zachód zawsze lubił upraszczać Japonię do łatwych klisz. W epoce odkryć geograficznych mawiano, że Japończycy są leniwi i zacofani, czasem okrutni. W czasie II wojny światowej amerykańska propaganda przedstawiała Japończyków jako niskich gnomów z wyszczerzonymi zębami. Kiedy w latach 80. XX w. Japonia wyrosła na światową potęgę gospodarczą i producenta elektroniki, zaczęto sobie wyobrażać, że Japończycy żyją w przyszłości. Ojciec literatury cyberpunk William Gibson nawiązywał w swoich powieściach do Japonii, podobnie jak twórcy takich filmów, jak „Łowca androidów”, „Johnny Mnemonic” czy „Matrix”. Po trzęsieniu ziemi 11 marca wizerunek Japonii powiększył się o nowy wymiar – dzielności, spokoju i świetnej organizacji. Mieszkająca w Tokio polska antropolog i pisarka Joanna Bator relacjonowała na łamach „Gazety Wyborczej”: „Otrzymywałam co chwila pełne paniki wiadomości od znajomych w Polsce i spokojne, choć niepozbawione troski pytania od Japończyków”. Sąsiedzi pytali, czy wszystko u niej w porządku, znajoma przyniosła wodę i mandarynki. W internecie furorę zrobił film z psami odnalezionymi po tsunami, na którym widać, jak jeden dba o drugiego, tak jakby nawet zwierzętom udzielił się japoński hart ducha.W światowych mediach pojawiły się komentarze, tłumaczące reakcje Japończyków. Jacek Wan, korespondent japońskiej telewizji NNN, opowiadał na portalu „Polityki”, że solidarne zachowania wynikają m.in. z tradycji uprawy ryżu. W przeciwieństwie do innych zbóż, ryż wymaga bowiem stałego nawadniania i ścisłej współpracy całych wiosek. „Jeżeli ktoś nie współpracował, grupa wyrzucała go ze swojego grona, a to oznaczało śmierć” – tłumaczył Wan. Ten solidaryzm był najlepiej widoczny w 1945 r., gdy kraj zaczął przegrywać wojnę na Pacyfiku. Niczym jakaś milenarystyczna sekta, Japończycy – żołnierze i cywile – popełniali masowe samobójstwa, byle nie wpaść w ręce Amerykanów. Za japońskim spokojem może się też kryć religia. Buddyzm zen, wyznawany niegdyś przez samurajów, uczy, by koncentrować się na tym, co jest tu i teraz, a śmierć to tylko kolejny etap egzystencji. „Japończycy nie skupiają się na przyczynie katastrofy ani nie zadręczają siebie czy innych pytaniami, jak bogowie mogli do niej dopuścić i czym oni sobie na to zasłużyli” – pisze Joanna Bator.Jednak tłumaczenie tego spokoju kulturą jest niepełne. Japońscy samurajowie nie zawsze zachowywali się jak w filmach Kurosawy, stając w obronie chłopów. Ci, którym dobrze się wiodło, wieśniaków mieli za nic i bliższa historycznej prawdzie może być scena z filmu „Zatoichi”, w której samuraj zabija przechodnia, by wypróbować na nim miecz. Mało tego, podobna kultura w innych warunkach może dawać całkiem odmienne efekty. Chińczycy uprawiali ryż wcześniej niż Japończycy i wymyślili zen (po chińsku chan), a mimo to na zachowania swoich sąsiadów w obliczu kataklizmu patrzyli z zazdrością i podziwem. Pamiętali, że po trzęsieniu ziemi w Syczuanie w roku 2008 (zginęło 68,5 tys. osób) nie było tak spokojnie jak w Japonii. Nawet komunistyczny dziennik „Global Times” chwalił, że mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni postępują w sposób zorganizowany, co pewien japoński internauta skomentował: „To chyba oczywiste?”. Kultura wstydu Słynna japońska powściągliwość w okazywaniu uczuć i emocji, podobnie jak punktualność, obowiązkowość czy perfekcyjna organizacja, w dużej mierze wynika z obawy przed kompromitacją. „Japończyk za wszelką cenę stara się unikać powiedzenia, że czegoś nie wie, nie potrafi, nie może. Poczucie wstydu maskuje grzecznością i uśmiechem – miłym, lecz wyuczonym i sztucznym” – komentuje dziennikarz i podróżnik Kazimierz Pytko. „Wielu cudzoziemców mówi o zaskoczeniu, jakim było odkrycie, że w Japonii prawie nikt nie mówi po angielsku. Ale to nie do końca prawda. Wszyscy uczą się tego języka, lecz z obawy, że popełnią błędy, udają, że go nie znają. Jeśli w odpowiedzi na jakąś prośbę usłyszycie »tak«, nie oznacza to jeszcze gwarancji jej spełnienia. Japończyk w zasadzie nigdy nie odmawia, bo stanowiłoby to ujmę na jego honorze. Kiedy potakuje, potwierdza jedynie przyjęcie do wiadomości słów rozmówcy. Jeżeli uzna sprawę za wykonalną, poprosi o więcej szczegółów”.Z obawy przed wpadką Japończycy nieustannie się kontrolują. „Przekonałem się o tym, robiąc wbrew zakazowi zdjęcia w salonach gier” – mówi Pytko. „By rozwiązać problem w sposób, który nie zawstydzi ani ich, ani mnie, ochroniarze podchodzili, wykonywali ukłon i wyjaśniali w czym rzecz. Moje tłumaczenie przyjmowali z wystudiowanym uśmiechem i na tym sprawa się kończyła”. Amerykańska antropolog Ruth Benedict w książce „Chryzantema i miecz” opisała kulturę Japonii jako „kulturę wstydu”, przeciwstawiając ją „kulturze winy”, jaka rozwinęła się na Zachodzie pod wpływem chrześcijaństwa. Jej zdaniem wstyd ma dla Japończyków taką moc jak dla Europejczyków sumienie. „Ludzie wstydu” nie szkodzą innym, ponieważ tak nakazują powszechnie przyjęte normy. Japończycy uwielbiają dla wszystkiego ustalać reguły – od sztuk walki (karate, kendo czy aikido) przez pisanie wierszy (haiku) po rysowanie komiksów (manga) i układanie kwiatów (ikebana). Ludzie grzechu naprawiają błąd, odprawiając pokutę. Ludzie wstydu usuwają jego przyczynę, np. samego siebie, popełniając honorowe samobójstwo (sepuku).„Japończycy żyją z nieustanną świadomością, że w każdej chwili może na nich spaść kataklizm i muszą być na niego przygotowani” – mówi Robert Bajek, który obronił doktorat o trzęsieniach ziemi na Uniwersytecie Kioto. „Społeczności lokalne spotykają się, by opracowywać mapy ryzyka. Kiedy zdarzy się najgorsze, ludzie wiedzą, gdzie jest wyjście ewakuacyjne, gdzie hydrant, gdzie budynek, który był słaby i mógł runąć, i gdzie w chwili kataklizmu mógł się znajdować ich sąsiad. Ustalono, że najwięcej osób spod gruzów wyciągają właśnie sąsiedzi”. Zawsze w pogotowiu Takie przygotowanie to efekt bolesnych doświadczeń. Trzęsienia ziemi dotykały Japonię zawsze, ale w dawnych czasach stanowiły mniejsze zagrożenie, bo ludzie nie żyli stłoczeni w wielkich miastach, lecz w lekkich drewnianych domach. Po reformach cesarza Meiji Japonia zaczęła się jednak szybko rozwijać i podpatrzyła zachodnią architekturę. Cenę za to zapłaciła 1 września 1923 roku, kiedy trzęsienie ziemi w Tokio zabiło 140 tys. osób. Od tego czasu japońscy inżynierowie i politycy zaczęli się zastanawiać, jak przygotować społeczeństwo na najgorsze. Po wojnie zaczęto wprowadzać wstrząsoodporną architekturę, w 1981 r. stała się obowiązkowa. Dzięki temu pomimo ogromnej siły ostatniego kataklizmu, w Tokio obyło się bez poważniejszych zniszczeń. I niemal bez ofiar. Poważne błędy popełniono za to przy budowie elektrowni atomowej Fukushima I, której instalacje miały wytrzymać falę tsunami nieco wyższą niż 5 m i wstrząsy o sile 8,2 stopnia. Tymczasem w elektrownię uderzyła fala wysoka na 10–13 m, która uszkodziła system chłodzenia, wywołując kryzys atomowy, najpoważniejszy od czasów awarii w Czarnobylu w 1986 r.Japończycy na pewno wyciągną wnioski z tej awarii. „Po wielkim trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 r. zauważyli, że ludzie nie reagowali prawidłowo. Powstały więc organizacje non profit, szkolenia różnych grup, oddzielne dla osób starszych i dla dzieci, które uczy się też, aby o zagrożeniu przypominały zapracowanym rodzicom” – opowiada Robert Bajek. „Japończycy budują symulatory trzęsień ziemi, które wożą na ciężarówkach, organizując pokazy. W jednych można poczuć silne wstrząsy, w innych zobaczyć, jak w chwili kataklizmu przesuwają się i spadają meble. To one powodują największą liczbę ofiar”.Chiński tygodnik „Nanfang Zhoumo” dogłębną analizę poświęcił postawie japońskich mediów. Zauważono, że tragiczne wydarzenia relacjonują z nudnym spokojem, że „nie ma w nich łez, ostatnich pożegnań, muzyki w tle”, a ofiary kataklizmu pokazywano m.in. od tyłu, nie filmując twarzy. „Chodzi o to, żeby nie naruszać prywatności. Poza tym ofiary źle wyglądają w telewizji” – tłumaczy korespondent japońskiej Kyodo w Pekinie. I dodaje, że japońskie media za wszelką cenę próbują ograniczyć panikę. Takie podejście wypracowano właśnie na podstawie doświadczeń z kataklizmu w Kobe. Media są uważane za ważny element systemu bezpieczeństwa, a zestawy ratunkowe, które Japończycy trzymają zawsze na podorędziu, oprócz latarki, sucharów i wody, zawierają radyjko i komórkę. Choć nawet Japończyków przestraszyła w końcu dramatyczna sytuacja w elektrowni atomowej Fukushima, na zniszczonych przez żywioł terenach nadal panował niezwykły spokój. Kiedy w roku 2005 huragan Katrina spustoszył amerykański Nowy Orlean, w mieście zapanował chaos rodem z filmów science fiction – rabusie strzelali nawet do policyjnych śmigłowców. Tymczasem w zniszczonym Sendai w ciągu czterech dni odnotowano zaledwie 40 przypadków kradzieży. Zachodnie gazety dociekały: „Gdzie się podziali japońscy szabrownicy?”. Szlachetni gangsterzy Japonia słynie z niskich wskaźników przestępczości. „Wiele razy widziałem w Japonii samochody czy autobusy pozostawione na parkingach z otwartymi oknami. Na pulpicie leżały komórki, okulary i inne gadżety. Nikt ich nie kradł, bo gdyby został przyłapany, spaliłby się ze wstydu” – mówi dziennikarz i podróżnik Kazimierz Pytko. To nie tylko efekt wyspiarskiej mentalności (w małych społecznościach złodzieje nie mieli dokąd uciekać), ale też polityki państwa, które karze nawet za drobne przestępstwa i nagradza obywatelskie zachowania. Policja stara się być widoczna, założono liczne niewielkie posterunki. Większość Japończyków wie, gdzie się znajdują, pamię ta nazwisko dzielnicowego.Swój udział w japońskim porządku mają nawet miejscowe mafie, choć zalicza się je do najpotężniejszych na świecie. Japonia to chyba jedyny na świecie kraj, w którym organizacje przestępcze działają w pełnym świetle dnia: mają oficjalne biura ozdobione godłem gangu. Yakuzi. Japońscy gangsterzy rozdają wizytówki i ubierają się w garnitury, a w czasie religijnych festiwali eksponują tatuaże pokrywające całe ciało. Gangi dbają o porządek, uważają się za część lokalnych społeczności i ostoję tradycji. Nastawiają się na długofalowe działanie: mają feudalną strukturę oraz kodeksy wzorowane na samurajskich. Yakuzi nie żyją od napadu do napadu, lecz starają się przekupywać polityków i planować swoje działani starannie, niczym wielkie koncerny. Po trzęsieniu ziemi mafia błyskawiczni zorganizowała pomoc dla ofiar tsunami. Na wybrzeże ruszyło kilkanaście tirów, wyłado wanych m.in. pieluchami, bateriami i makaronem. Mafia starała się nie afiszować z tą akcją, a proszący o anonimowość yakuza tłumaczył amerykańskiej telewizji CBS: „Obawiamy się, że ludzie nie zechcą przyjąć naszych darów”.
  • Jądrowa alternatywa

    Jądrowa alternatywa

    ... y uszkodzone przez trzęsienie ziemi o magnitudzie 9.0, a sama ta awaria nijak się ma do ponurej historii Czarnobyla. Politycy zapomnieli też, że technologia jądrowa ciągle ewoluuje i staje się coraz bezpieczniejsza. Współcześnie budowane reaktory są mniej podatne na awarie dzięki pasywnym systemom zabezpieczeń. Starsze konstrukcje wymagają chłodzenia, do którego niezbędna jest energia elektryczna. W Fukushimie po uderzeniu tsunami zabrakło prądu, dlatego doszło do niebezpiecznego przegrzania instalacji. Nowe konstrukcje w takich warunkach schłodzą się same. Co więcej, niektóre z nich będą pracować w znacznie niższych temperaturach, co dodatkowo ogranicza ryzyko.W przyszłości elektrownie prawdopodobnie będą też mniejsze niż dotychczas. Oznacza to mniejszą ilość paliwa nuklearnego w jednym miejscu, mniejszą moc, a więc mniejsze ryzyko awarii. „Mały reaktor po prostu trudniej uszkodzić niż duży” – wyjaśnia prof. Michael Podowski z amerykańskiego Rensselaer Polytechnic Institute. Co więcej, takie rozproszenie produkcji energii jest także opłacalne. Duża elektrownia wymaga sieci przesyłowej, dostarczającej elektryczność do odbiorców – budowa linii wysokiego napięcia jest kosztowna, a straty podczas przesyłania sięgają nawet 10 proc. Mniejsze „atomówki” będą mogły zasilać pojedyncze regiony, metropolie czy wręcz gminy, zmniejszając ryzyko przeciążenia sieci i przerw w dostawie energii. Generacja III plus Do niedawna historia znała tylko dwa przypadki poważnych awarii w elektrowniach jądrowych – Three Mile Island (1979 r.) i Czarnobyl (1986 r.). Z obu projektanci wyciągnęli wnioski i ulepszyli konstrukcje budowanych współcześnie reaktorów, które zaliczane są do tzw. generacji III i III plus. W porównaniu z instalacją w Fukushimie są one w pewnym sensie o wiele prostsze – zawierają mniej elementów ruchomych, zaworów itd., czyli tego, co może się zepsuć. W razie awarii zaczynają działać pasywne systemy zabezpieczeń, wykorzystujące naturalne zjawiska (np. siłę grawitacji) do schłodzenia reaktora. Takie mechanizmy nie potrzebują elektryczności ani obecności człowieka i są w stanie zadziałać praktycznie w każdej sytuacji. Elektrownie generacji III plus są już budowane m.in. przez francuską firmę Areva i amerykańską Westinghouse. „Te reaktory mają wiele rozwiązań technicznych, które nie istniały 30 czy 40 lat temu” – podkreśla prof. Michael Podowski. Podobne elektrownie mają powstać w Polsce.Więcej:www.areva.com ap1000.westinghousenuclear.com      Pływające atomówki Pierwszy tego typu statek zbudowano w USA w latach 60. XX w. – był to Sturgis z reaktorem MH-1A o mocy 10 MW na pokładzie. W 1975 r. został wycofany z użytku i od tamtej pory Amerykanie nie interesowali się pływającymi elektrowniami. Pomysł podchwycili natomiast niedawno Rosjanie. Ich pierwsza pływająca „atomówka” zacznie działać w przyszłym roku. To Akademik Łomonosow – statek długości 114 m, szerokości 30 m i wyporności 21,5 tys. ton. Na jego pokładzie zainstalowano dwa zmodyfikowane reaktory KLT-40, stosowane dotychczas w lodołamaczach o napędzie atomowym.  Pływająca elektrownia ma dostarczać 70 MW elektryczności lub 300 MW energii cieplnej teoretycznie w dowolnym miejscu, w którym zacumuje i zostanie podłączona do sieci. Akademik Łomonosow będzie zaopatrywał miasto Wiluczyńsk na Półwyspie Czukockim. Rosja planuje budowę kolejnych jednostek tego typu – w 2015 r. ma być ich co najmniej siedem. Ekolodzy twierdzą jednak, że takie elektrownie stwarzają wielkie zagrożenie dla środowiska.Więcej: www.rosatom.ru Baterie nuklearne W szalonych latach 50. – na początku ery atomu – nie brakowało optymistycznych wizji przyszłości zdominowanej przez samoloty, samochody, a nawet lodówki zasilane energią jądrową. Dziś wiemy, że na takie wynalazki na razie nie ma co liczyć, ale pojawiają się już projekty elektrowni tak małych, że z łatwością zmieściłyby się w garażu czy piwnicy. Jeden z nich opracowali uczeni z Los Alamos National Laboratory, którzy założyli firmę Hyperion Power Generation. Ich  reaktor to swego rodzaju atomowa bateria – ma średnicę półtora metra, wysokość 2,5 m, moc 25 MW i będzie dostarczany w jednym „kawałku”, gotowy do pracy. Po zużyciu całego paliwa, co potrwa 8–10 lat, może być odebrany przez firmę i zastąpiony nowym. Hyperion zbiera już zamówienia – w kolejce ustawili się producenci energii z Czech, Kenii, Kambodży czy Arabii Saudyjskiej. Minielektrownia ma być tania – do jej wybudowania wystarczy 100 mln dolarów (klasyczne kosztują kilka miliardów), a do obsługi – zaledwie 25 osób. Takie nuklearne baterie mogą zaopatrywać w prąd niewielkie miasta, pojedyczne fabryki, a nawet statki pasażerskie. „Nasza technologia zmieni reguły gry. To taki iPhone wśród reaktorów” – mówi John Deal, prezes Hyperion Power Generation. Czy tak się stanie? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwsze minielektrownie trafią do użytku w 2013 r.Więcej: www.hyperionpowergeneration.com Konstrukcje modułowe Typowa elektrownia jądrowa – np. taka, jaką planuje się wkrótce wybudować w Polsce – ma moc ponad 1000 MW. Problem z takimi instalacjami polega na tym, że nie są skalowalne – gdy potrzeba będzie więcej prądu (bo np. wzrośnie liczba mieszkańców pobliskiej metropolii), trzeba będzie albo dostarczyć go siecią przesyłową z innych źródeł, albo wybudować nową wielką elektrownię. A gdyby tak dało się ją zbudować z „klocków”, takich jak mniejsze reaktory? Ta idea przyświeca firmom, które projektują modułowe elektrownie jądrowe. Pojedynczy „klocek” może mieć mniejszą moc – kilkaset albo nawet kilkadziesiąt megawatów – i gdy potrzeby rosną, do istniejącego kompleksu dodajemy po prostu jeszcze jeden element. Całością można sterować z jednego miejsca, w razie potrzeby wyłączając poszczególne reaktory czy wymieniając je na nowe, gdy skończy się w nich paliwo. Takie rozwiązanie może też być tańsze dla firm energetycznych – nie trzeba od razu inwestować miliardów dolarów. Więcej: www.babcock.com Elektrownie podziemne Niemal wszystkie nowe projekty zakładają, że reaktory zostaną ukryte pod ziemią. Takie rozwiązanie ma wiele zalet – instalacja jest wówczas zabezpieczona przed atakami z powietrza (czy to wojskowymi, czy terrorystycznymi), a do tego mniej szpeci krajobraz i nie wywołuje niemiłych skojarzeń u ludzi mieszkających w pobliżu. W ten sam sposób można ukrywać „pełnowymiarowe” elektrownie – tak jest np. w przypadku reaktorów działających w rosyjskim Żeleznogorsku. Teoretycznie można by w tym celu wykorzystać np. nieczynne kopalnie. Zużyte paliwo byłoby składowane obok podziemnej elektrowni, a po zakończeniu działalności cały obiekt zostałby zabezpieczony i zalany betonem. Reaktor na odpady Prawdziwym przełomem może być technologia firmy TerraPower, wspieranej kapitałowo m.in. przez Billa Gatesa. Zwykłe elektrownie jądrowe potrzebują dużo uranu-235 – izotopu, który w naturze występuje o wiele rzadziej niż uran-238. Dlatego paliwo atomowe musi najpierw przejść proces wzbogacania. Dzięki niemu zawartość U-235 rośnie do co najmniej kilku procent, ale przy okazji powstają duże ilości U-238, który jest traktowany jako niebezpieczny odpad. Opracowany przez TerraPower reaktor fali podłużnej (TWR) potrafi uzyskiwać energię z uranu-238 (potrzebuje tylko trochę U-235, by zainicjować reakcję),przy czym robi to w niższych temperaturach i wolniej niż typowe elektrownie jądrowe. A to oznacza, że instalacja jest bardziej odporna na przegrzanie i raz załadowana paliwem – może działać przez co najmniej 70 lat. Co więcej, w samych Stanach Zjednoczonych na składowiskach znajduje się blisko 800 tys. ton U-238 – gdyby wszystkie elektrownie mogły go wykorzystywać, wystarczyłoby to na tysiące lat i można by nawet zamknąć kopalnie tego pierwiastka. TerraPower chce wybudować instalację testową o mocy ok. 500 MW, ale na razie nie wiadomo, gdzie i kiedy miałoby to nastąpić.
  • Beton w konwulsjach

    Beton w konwulsjach

    ... rabskiej. Potężne trzęsienie ziemi w roku 2005 zostało wywołane przez kolizję między dwiema pier...
  • Bomba zwana Ziemią

    Bomba zwana Ziemią

    ... icznej. W 1906 roku trzęsienie ziemi o magnitudzie 7, 9 obróciło w ruinę San Francisco. Badacze ...
  • Zobacz więcej
  • Publikacje użytkowników - Szukaj w treści: trzęsienie

  • Tsunami

    Tsunami

    ... wywołana podwodnym trzęsieniem ziemi, wybuchem wulkanu, bądź osuwiskiem ziemi. Rzadko w wyniku u...
  • Pocztówka z Australii

    Pocztówka z Australii

    ... ii jest prawdziwe zatrzęsienie.Największym zaś zagrożeniem na drogach krajowych, przecinających ...
  • Halucynacje

    Halucynacje

    ... et obudziło słabe trzęsienie ziemi. Gdy tylko wstrząsy, które w tej części świata nie są niczym ...
  • HAARP - Broń Geofizyczna

    HAARP - Broń Geofizyczna

    System HAARP , polega na sztucznym wytwarzaniu i powstawaniu różnego rodzaju kataklizmów i zjawisk w...
  • Gdy Ziemia się trzęsie…

    Gdy Ziemia się trzęsie…

    ... którym rodzi się trzęsienie nazywamy ogniskiem lub hipocentrum, nad którym na powierzchni znajd...
  • Zobacz więcej
  • Publikacje użytkowników - Szukaj po tagu: trzęsienie

  • Polodowcowe jezioro porwane przez kosmitów?

    Polodowcowe jezioro porwane przez kosmitów?

    ... jest prawdopodobnie trzęsienie ziemi, które spowodowało pęknięcie w skorupie ziemskiej. Oby tak ...
  • Video - W tytule i opisie: trzęsienie

  • Ogromny wir po tsunami w Japonii

    ... większe od 140 lat trzęsienie ziemi. Wstrząsy o sile 8,9 punktów w skali Richtera zniszczyły inf...
  • Trzęsienie ziemi w Japonii

    ... dziło bardzo silne trzęsienie ziemi.
  • Trzęsienie ziemi

    Trzęsienie ziemi w San Francisco
  • Trzęsienie ziemi w Los Angeles

    Trzęsienie ziemi w Los Angeles

    Efekty 40-sekundowego trzęsienia ziemi w Los Angeles, o sile 6.6 w skali Richtera. Straty były olbrz...
  • Zobacz więcej
  • Video - Szukaj po tagu: trzęsienie

  • Trzęsienie ziemi

    Trzęsienie ziemi w San Francisco
  • Symulator trzęsień ziemi

    Kalifornijscy naukowcy wynaleźli ruchomą platformę, dzięki której można symulować trzęsienia ziemi. ...
  • Trzęsienie ziemi w Los Angeles

    Trzęsienie ziemi w Los Angeles

    Efekty 40-sekundowego trzęsienia ziemi w Los Angeles, o sile 6.6 w skali Richtera. Straty były olbrz...
Focus FQ Test
Strategiczna gra wojenna na przeglądarkę!
Focus Śledczy
Oblicz swoje IQ
Doradca Focus