Gadżety z duszą

W masowej produkcji nie ma miejsca na sentymenty. Próżno szukać dziś wdzięku, który cechował przedmioty w XIX wieku. Wystarczyło jednak połączyć kunszt secesji ze współczesną technologią, aby osiągnąć kompromis: steampunk

W Narodowej Bibliotece Francji można obejrzeć rysunki z 1910 roku przedstawiające początek XXI wieku. W wyobrażeniu ówczesnych rysowników dzisiejsze miasta miały być strzeżone przez uskrzydlonych policjantów, którzy będą karać pilotów śmigłowców za łamanie przepisów ruchu powietrznego. W szkołach miały się znajdować potężne maszyny, bogate w wiedzę z książek. Szkolny dyżurny kręciłby korbą, przelewając zawartość lektur poprzez specjalne słuchawki do uczniowskich głów. Nieco trafniejszym pomysłem była wizja syntetycznego jedzenia, którym mielibyśmy się dziś posilać.

Problemem wszystkich wizjonerów jest to, że nie mogą brać poprawki na nieznane w ich czasach surowce, technologie, źródła energii. Dlatego obraz przyszłości filtrują przez rozwiązania dostępne w ich czasach. A gdyby tak dokonać odwrotnego zabiegu i nowoczesność przepuścić przez filtr epoki pary? Tak jak to robią zwolennicy steampunku, który z nurtu literackiego przekształcił się w rodzaj subkultury.

KLASYCZNE POCZĄTKI


Historia tego zjawiska sięga narodzin literatury science fiction. Pisarze końca XIX wieku zainspirowani industrialnym klimatem fabrykanckich miast, rozwojem technologicznym i kolonializmem zaczęli snuć fantastyczne wizje: Juliusz Verne pisał o podróży do wnętrza Ziemi, Herbert George Wells straszył apokaliptyczną konfrontacją Ziemian z Marsjanami. Zresztą literackie fascynacje nowymi technologiami dało się zauważyć wcześniej. Już w 1831 roku obłąkany naukowiec Wiktor Frankenstein z powieści Mary Shelley, wykorzystując ogromną dawkę energii elektrycznej, tchnął życie w speparowane zwłoki.

Początkowo, wizje dotyczące przyszłości były mocno optymistyczne. Pisarze sugerowali, że szybki rozwój nauki i nowych technologii miał już wkrótce ułatwiać nam życie. Barwne powieści fantastyczne bawiły i nie zmuszały do refleksji nad konsekwencjami zatracenia się w naukowym postępie.

Dopiero lata 60. XX wieku i autorzy ruchu New Wave starali się zwrócić uwagę czytelników na pewne, nieco mniej kolorowe, aspekty świata przyszłości.

Dwadzieścia lat później narodziła się mroczna literatura cyberpunkowa opisująca wielkie wysoko rozwinięte, miasta zamieszkane przez cybernetyczne hybrydy.

Pisarz Kevin Wayne Jeter dostrzegł podobieństwo łączące te wizje z epoką metropolii przemysłowych XIX wieku, umieścił więc akcję niektórych swoich nowel w okresie wiktoriańskim. Wymyślił też nazwę nowego gatunku: steampunk (ang. steam – para), który zaczął szybko ewoluować. „Twarda (technologiczna) odmiana fantastyki przestała być jedyną domeną steampunku. Z czasem wkroczył on na terytoria horroru i fantasy, zaczął też penetrować czasy bardziej odległe i nieco nam bliższe. Fragmenty układanki można przecież zestawiać na setki zaskakujących sposobów” – zauważa Krzysztof Janicz, twórca Retrostacji (steampunk.republika.pl).

Obok książek pojawiły się komiksowe historie, w których bohaterowie w cylindrach i pelerynach, za pomocą wyprzedzających swą epokę, choć nadal napędzanych parą, wynalazków stawiali czoła zagrożeniom czyhającym na Imperium Brytyjskie. Wkrótce barwne historie opuściły papier i trafiły na celuloidową taśmę. Doktor Brown w filmie Roberta Zemeckisa stworzył wehikuł czasu ze starego parowozu („Powrót do przyszłości”), a parę lat później Will Smith trafił na „Bardzo Dziki Zachód” z gadżetami, których nie powstydziłby się sam Juliusz Verne.

SUBKULTURA RETRO


Kwestią czasu było pojawienie się pierwszych oznak neowiktoriańskiej mody. Najpowszechniej przyjęła się wśród japońskiej młodzieży oraz w subkulturze Gotów, za których sprawą steampunk awansował do miana subkultury. „Sporo energii pochłonęło doszukiwanie się elementów »punku« w steampunku. Ostatecznie zdecydowano, że chodzi o punkowe hasło „Do-It-Yourself” z lat 70., które dziś stało się synonimem majsterkowania. Zapomniano tylko, że prawdziwi punkowcy robili wszystko sami, żeby się uniezależnić, a steampunkowcy – żeby się upiększyć” – mówi Krzysztof Janicz. Na konserwatywnych cylindrach zawisły masywne, kunsztownie zdobione gogle. Gorsety przyozdobiono metalowymi mechanizmami, a na nadgarstkach pojawiły się pełne śrubek i sprężynek zegarki. Wszelkie ozdoby utrzymano w typowych dla steampunkowej estetyki odcieniach brązu – od ruchomych skrzydeł przez grawerowane kompasy aż po imitujące protezy rękawice, noszone przez odzianych w arystokratyczne szaty jegomości.

Popyt na retrofuturystyczne ubrania i gadżety dostrzegli zarówno producenci, jak i rzemieślnicy. Jake von Slatt, podobnie jak większość steampunkowców, przerabia przedmioty codziennego użytku. Kontynuując tradycję obłąkanych naukowców i szalonych wynalazców, połączył klawiaturę komputera z zabytkową maszyną do pisania. Dokonał także poważnego tuningu monitora LCD, skrzyżował zabytkowe radio z odtwarzaczem MP3, a gitarze elektrycznej Stratocaster nadał sznyt, którego nie powstydziłby się dziewiętnastowieczny lutnik. Retrogitar używają też muzycy steampunkowego zespołu Abney Park, który gra symfonicznego rocka z wyraźnymi wpływami industrialu i folku. Inna gwiazda tego nurtu – Dr Steel z powodzeniem łączy industrial z hip-hopem.

Niektórzy w tych przeróbkach zaszli naprawdę daleko. Paul St George jest autorem gigantycznego telektroskopu. Rozgłos temu urządzeniu zapewniła intrygująca historia o pradziadku wynalazcy, który pracował nad podziemnym tunelem łączącym Londyn z Nowym Jorkiem. Jego prawnuk znalazł na strychu stare szkice i postanowił dokończyć dzieła. Ciekawość przygnała nawet samą królową Elżbietę II, która w 82. urodziny pozwoliła sobie dyskretnie zerknąć w obiektyw (urządzenie przekazuje obraz za pomocą kamer, patrz: „Focus” 22/09/08, „Tunel dla podglądaczy”).

TREND W MUZEUM

  • Kategoria: Technika
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze