Focus.pl

Formularz logowania
Formularz wyszukiwania
  1. szukaj
  1. Newsy
  2. Foto
  3. Video
  4. Rozrywka
  5. Gadżety
  6. Warto wiedzieć
  7. Magazyn
  8. Jak to działa
  9. Forum
Rys. Paweł Krupecki
Samoloty już dziś mogłyby być znacznie bezpieczniejsze. Tyle że dla linii lotniczych oznaczałoby to katastrofę – finansową

Wielkie rejsowe samoloty pasażerskie to szczytowe osiągnięcie techniki. Są nowoczesne pod każdym względem – no może prawie każdym. Jeśli chodzi o dbałość o bezpieczeństwo podróżujących, samoloty są wiele lat za samochodami.

PASY SPRZED STU LAT


Po pierwsze w samolotach pasażerskich spotykamy tylko najprostsze pasy bezpieczeństwa zapinane na biodrach – w samochodach nie stosuje się takich od stu lat! Oczywiście byłoby możliwe wykonanie dla pasażerów znanych z aut pasów trzypunktowych, dla linii lotniczych jest to jednak wciąż inwestycja nieopłacalna. Pasy trzypunktowe montowane są bardzo rzadko, tylko w fotelach klasy biznes.

Druga kwestia: foteliki dla dzieci. Od roku 2008 podczas startu i lądowania dzieci poniżej drugiego roku życia muszą siedzieć na kolanach rodzica i połączone są z nim tak zwanym loop-belts, czyli pasem, który teoretycznie chroni je przed wyrzuceniem z fotela. W przypadku uderzenia dziecko znajduje się jednak dokładnie w miejscu, w którym na ciało dorosłego człowieka działa najwięcej sił. Istnieje oczywiście możliwość zabrania na pokład specjalnego certyfikowanego fotelika, dla rodziców oznacza to jednak wykupienie dodatkowego miejsca, i chociaż wiele linii lotniczych udziela dla dzieci podróżujących w fotelikach zniżek, koszty odstraszają rodziców. Także dla starszych dzieci jedynym powszechnym zabezpieczniem jest jak na razie zwykły pas na biodra.

Alternatywą zmniejszającą koszty i poprawiającą bezpieczeństwo jest system, w którym fotelik zintegrowany jest z normalnym siedzeniem dla pasażerów dorosłych. Mechanizm taki, na razie tylko dla dzieci do drugiego roku życia, opracowała Lufthansa Technik. Fotelik ukryty jest w oparciu siedzenia, które, jeśli nie jest używane przez dziecko, może służyć dorosłemu pasażerowi. Teoretycznie na pokładzie samolotu można by zamontować kilka takich foteli dla dzieci w różnym wieku. Kolejne rozwiązanie już w 2003 roku zaprezentowała hamburska firma Innovint, która skonstruowała fotelik dla dzieci Sky Kids, montowany z łatwością na każdym siedzeniu samolotu rejsowego. Fotelik w pierwszej fazie pozytywnie przeszedł testy z różnej wielkości manekinami imitującymi dzieci. Klientów jak dotąd było jednak tylko kilku, na zakup zdecydowały się między innymi Brytyjska Strategiczna Brygada Transportowa Royal Air Force (która zakupiła 30 fotelików do przewozu małych członków rodzin brytyjskich wojskowych) i szwajcarska brygada ratunkowo-patrolowa Rega. A co z liniami lotniczymi? Jak powiedział „Focusowi” Uwe Groening, prezes Innovint, każda linia lotnicza powinna mieć na pokładzie każdej swojej maszyny chociażby jeden fotelik, aby w sytuacji awaryjnej móc bezpiecznie przypiąć dziecko. Niestety linie lotnicze są innego zdania. Wprawdzie kilka z nich wyraziło wstępne zainteresowanie, fotelika jak dotąd nie kupiła żadna. Dlaczego? Fotelik kosztuje około 2300 euro i nie jest wcale powiedziane, że – będąc częścią wyposażenia samolotu – podczas każdego lotu będzie przynosił zysk.

PODUSZKI DLA CZTERYSTU


Już ponad dziesięć lat temu firmy AmSafe i BF Goodrich opracowały system poduszek powietrznych dla foteli lotniczych. Systemy takie chronią już pilotów wojskowych (w samolotach pasażerskich poduszki montowane są sporadycznie w klasie biznes). Szczególnie interesujący jest pomysł firm AmSafe, która poduszkę umieściła w pasie bezpieczeństwa, dzięki któremu w jednakowy sposób chronieni są pasażerowie siedzący w pierwszych rzędach i niemający przed sobą innych foteli, jak i ci w tyle samolotu. Niemniej trzeba rozwiązać jeszcze kilka kwestii dotyczących użycia poduszek w przestworzach.

W kabinie samolotu lecącego na dużej wysokości jest dość duże ciśnienie, a jeśli w samolocie jednocześnie nadmuchanych zostanie około 400 poduszek powietrznych, podniesie się ono jeszcze bardziej. Może to doprowadzić do uszkodzenia poszycia samolotu i rozszczelnienia kabiny. Kiedy zadziałają poduszki, pasażerom może też być trudniej wydostać się z fotela czy sięgnąć po maskę tlenową. Trzeba też pamiętać, że fotele z wmontowanym systemem poduszek powietrznych ważą więcej (co oznacza, że linia lotnicza zarobi mniej). Mimo tych problemów poduszki w samolotach najprawdopodobniej zostaną wprowadzone, przynajmniej w USA, gdzie właśnie wchodzą w życie nowe przepisy: wszystkie fotele w samolotach pasażerskich latających w Stanach muszą być opatrzone certyfikatem potwierdzającym, że chronią pasażerów przy przeciążeniach do 16 G. W praktyce oznacza to, że producenci będą musieli wyposażyć fotele w absorbujący siłę uderzenia system poduszek powietrznych.

OBAWA PRZED NADWAGĄ


Najistotniejszą rolę podczas katastrof odgrywają wyjścia ewakuacyjne. Według międzynarodowych przepisów wyjść musi być tyle, żeby wszyscy pasażerowie mogli się ewakuować w ciągu półtorej minuty. Wszystkie latające samoloty normę tą spełniają, jest tylko jedno „ale” – czas ewakuacji liczy się podczas symulacji. Stwarzane są warunki podobne do katastrofy: gasi się światła, wpuszcza dym, rygluje połowę wyjść ewakuacyjnych, które statystycznie i tak podczas katastrofy się nie otwierają. Nikt nie ma jednak wpływu na psychikę ludzi, którzy w czasie symulacji zachowują się zupełnie inaczej. Nikt nie walczy o swoje życie. Podczas takiej właśnie próby w zaledwie 78 sekund z Airbusa A380 ewakuowało się aż 850 osób. Czy podczas prawdziwej ewakuacji, kiedy ludzie są skrajnie wystraszeni, a czasem ranni lub nieprzytomni z braku tlenu, udałoby się uzyskać podobny wynik?

  • Dodaj do:

Zobacz także

Autor artykułu

  • Łukasz Sołtysiak
    Łukasz Sołtysiak

    Pisze w Hamburgu pracę doktorską na temat literatury i nowych mediów. Prócz tego pracuje dla inicjatywy Hamburg – The Place for Aviation, stąd jego znajomość tematyki lotniczej.

Ulubione

Możesz dodać ten artykuł do listy swoich ulubionych artykułów.

Artykuł czytali

  • dragonn
  • MarsSocietyPolska
  • Ninjitsu
  • chaxhill
  • 84jaykay
  • Dariusus
  • Michau
  • Redakcja
  • Vladymir
  • sivvoos
  • Veilen
  • Stevie
  • Al Chemik
  • MALAS
  • Marczyslaw
  • jajo7777777
  • tomasz40
  • dawid18db

Czytali także

Dodaj komentarz

Formularz dodawnia komentarzy
  1. obrazek CAPTCHA zabezpieczenie przed SPAM-em Nie widzisz obrazka? przeładuj obrazek
  • zurozuro08:53 8/06/2011

    Czy montowanie poduszek powietrznych ma jakikolwiek sens w samolocie? Zazwyczaj jak już coś się rozbija to małe są szanse na przeżycie. Nie jest to kwestia dymu, ognia tylko samej energii z jaką samolot uderza o ziemie oraz wybuchu paliwa. Jeżeli w przeciętnym samolocie pasażerskim mamy więcej niż 10 ton paliwa lotniczego to możemy sobie wyobrazić siłę wybuchu. Podsumowując, w przypadku wypadku istnieje spore prawdopodobieństwo strat ludzkich. Dlatego lepiej jest zapobiegać potencjalnym zagrożeniom poprzez rozwój systemów i ich niezawodności. Lepiej nie dopuścić do powstania wypadku aniżeli zwiększać bezpieczeństwo w czasie wypadku.

  • Gość12:11 25/08/2010

    @Marczyslaw - wynalazek pana Lagiewki okazal sie szybko wielka bzdura i ze wzgledu na rozmiary, jakie musialby miec w wazacym 1.5 tony samochodzie jest po prostu niemozliwy do zaimplementowania.

  • motomek18:52 30/03/2010

    W motoryzacji sytuacja jest nieco inna niż w lotnictwie, bo za samochód i wszystko co w jego skład wchodzi płacimy my, tak więc jeżeli my jesteśmy gotowi za coś zapłacić, to producenci będą to oferować. W lotnictwie właścicielem samolotu jest linia lotnicza i to ona musi chcieć takiego a nie innego wyposażenia. Niestety przewoźnicy nie kupują samolotów dla siebie, ale po to by świadczyć usługi, a to niestety musi im się opłacić. Może klienci linii lotniczych powinni w jakiś sposób wywierać wpływ na nie by więcej inwestowały w bezpieczeństwo. Przecież wspomniane tu poduszki powietrzne w samochodach producenci zaczęli montować seryjnie bo coraz więcej klientów na nie się decydowało. Nie obyło się to na pewno bez dobrej woli producentów. Pewnie zależy to od „misji” danej firmy. Podobnie rzecz się ma z nieśmiało pojawiającymi się w naszych samochodach systemami powiadamiającymi automatycznie o wypadku i miejscu, w którym on się zdarzył. Póki co montują je tylko dwa koncerny, Volkswagen pod nazwą Sat Assist jako opcje za dopłatą i Subaru standardowo do wszystkich modeli – w jego przypadku nosi on nazwę Inteligentny System Ratunkowy. Miejmy nadzieję, że w przypadku tych systemów podobnie jak i wyposażenia samolotów w elementy poprawiające bezpieczeństwo życie będzie postępowało tak jak w przypadku poduszek gazowych, czy pasów bezpieczeństwa.

Zobacz pozostałe komentarze
Focus FQ Test
Strategiczna gra wojenna na przeglądarkę!
Focus Śledczy
Oblicz swoje IQ
Doradca Focus