Made in Japan. Europe inside!

Robert Wiertlewski

Nie znam się na samochodach, nie jestem niespełnionym Kubicą, a koło zmieniam z jutjubem. Jednakże los lub inna zmienna losowa sprawiły, że od czasu do czasu mam możliwość przetestowania niebanalnych aut.

FOT. Robert Wiertlewski nakrzywylej.wordpress.com

Przeczytajcie nasz test Mazdy CX-5. Jak wrażenia?

Na kilka dni przed pojawieniem się nowej Mazdy CX-5 w salonach miałem okazję poznać ją w sposób jakże odmienny od dotychczas testowanych aut. Nie dość, że co chwila zmieniała się konfiguracja samochodu, który testowałem (dostępnych było 50 aut w różnych kombinacjach!), to trasa jazdy przebiegała przez piękne zakątki Barcelony i okolic. Jeśli dodać do tego miłe towarzystwo, to przy tej ilości bodźców mój mózg pracował niczym chomik w kołowrotku. Z tego też powodu, chciał nie chciał, przetestowałem kilka systemów bezpieczeństwa więcej niż planowałem. Słońce, morze i piękne trasy. Nie spodziewajcie się obiektywnej opinii, skoro pisząc ten tekst mam wciąż motyle w brzuchu.

Japoński minimalizm i Jinba Ittai*

Powiedzieć, że CX-5 przeszła zmiany kosmetyczne, byłoby dużą niesprawiedliwością. Samochód nie tylko wydłużył się i obniżył. Zniknęły przetłoczenia po bokach, „wyprostowana” też została linia okien. Zmieniły się reflektory i osłona chłodnicy. Wszystko się zmieniło, nic nie zostało. Mimo że poprzednia wersja podobała mi się, te zmiany powodują, że jakoś świadomie pozycjonuję nowy model wyżej niż dotychczas w moim prywatnym rankingu. Jest naprawdę ładnie. No i ten czerwony kolor… Marketingowcy Mazdy rozpisują się o nim na trzech stronach katalogu. Człowiek nie wie dlaczego, dopóki go nie zobaczy. Dotychczasowy czerwony lakier Mazdy przyciągał wzrok. Ten nowy to mistrzostwo! Wierzcie mi, nigdy nie widziałem, żeby tak wielu ludzi poświęciło tak wiele czasu rozmawiając tylko o lakierze. Chyba tylko Renault ma czerwony lakier, który równie skutecznie kusi. Jeśli lubicie soczyste kolory, nie żałujcie sobie tych 4500 zł.

CX-5 to compact SUV i moim skromnym zdaniem, jeśli chcecie jeździć SUVem po mieście, to ten rozmiar jest optymalny, żeby mieścić się (prawie) wszędzie i nie zamęczyć poszukując miejsca parkingowego (problem nie dotyczy mieszkańców USA).

Made in Japan. Europe inside!

Mam dwojakie wrażenia z wnętrza CX-5. Jeśli miałbym pisać o wersji tańszej, z welurowymi siedzeniami standard i plastikowym wykończeniem – nie byłoby do czego się przyczepić, ale i zachwycać jakoś szczególnie też nie byłoby powodów. Za to kiedy wsiądziecie do auta w wersji ze skórzaną tapicerką i wykończeniami, zwłaszcza w kolorze białym, to tak jakby znaleźć się w samochodzie zupełnie innej klasy. Klasy premium. To zupełnie dwa inne światy i jeśli przypadkiem rozważacie zakup, to jeśli trzeba sprzedajcie nerkę i wybierzcie wersję SkyPASSION ze skórzanym wykończeniem.

Środek zaskakuje. Takich rzeczy w japońskich samochodach nie widzi się często (choć może moja próbka nie jest zbyt wielka). Mało tu wariactwa i innowacji. Jest tak po europejsku, żeby do niemieckiego ordnungu nie przyrównać. Postawiono na funkcjonalność i prostotę. Cieszy też, że to kolejny testowany samochód, w którym producenci znaleźli rozsądny balans między tym co jest dostępne pod przyciskami, a co w systemie multimedialnym. Wydaje się, że utworzył się nowy standard na miarę nowych czasów (standard pod tytułem: samochodów z tabletem na środku)! Sporo przycisków znajduje się też na kierownicy, ale wciąż do ogarnięcia. HUD (czyli wyświetlacz przed oczami kierowcy) w zależności od wersji występuje w dwóch odmianach. Bezpośrednio na szybie lub na specjalnej przezroczystej płytce. Stanowczo wolę wariant pierwszy, choć oba spisywały się dobrze. Miejsca jest duuużo, także dla pasażerów podróżujących na tylnej kanapie, po cofnięciu do tyłu fotela.

Żeby nie było tylko ach-i-och, zaskoczyło mnie, że w aucie w wersji czerwonej  (tej czerwonej) po otworzeniu drzwi, naszym oczom ukazywały się elementy karoserii pomalowane innym, zapewne tańszym czerwonym lakierem.

Przyjemnie jeździ się nową Mazdą. Mimo że w ofercie brak silników, które dostarczą nam sportowych wrażeń, zarówno wariant mniejszy (150KM), jak i silniejszy (175KM), wystarczają, żeby zapomnieć, że siedzimy w całkiem sporym samochodzie (oczywiście jednak ze wskazaniem na mocniejszą wersję). Jest dynamicznie i lekko. W wersji 4x4 pewnie wchodzi w zakręty, mimo stosunkowo miękkiego zawieszenia. HUD oprócz prędkości wyświetla też informacje z systemu nawigacji, bieżące ograniczenie prędkości i ostrzeżenie o radarach (jazdy odbywały się w terenie zupełnie mi nieznanym, nie zabłądziliśmy ani razu, nawigacja spisała się na medal). A że fotele wygodne a kierownica przyjemna, to i sama jazda dostarczyła dużo przyjemności. Systemy bezpieczeństwa także spisywały się godnie. Szczególnie w Barcelonie przydawał się – ze względu na sporą ilość skuterów i motocykli, które pojawiały się znikąd i znikały równie szybko – ten informujący przy zmianie pasa, że wykryty został pojazd z tyłu. Czy wspominałem o 10-głośnikowym systemie bose, który subtelnie sączył muzykę?

Zostańmy w kontakcie

To było moje pierwsze spotkanie z Mazdą, choć za szóstką odwracam się od tak dawna. Marka skutecznie pozbywa się łatek z przeszłości dotyczących korozji lakierów i walczy też z niechlubną pozycją w rankingu najczęściej kradzionych samochodów w stolicy. Jeśli wszystko będzie szło dalej w tym kierunku, spodziewam się spotykać Mazdy na naszych drogach jeszcze częściej. Choć nowa CX-5 w wersji podstawowej jest droższa od dotychczasowej, jeśli szukacie ładnego i wygodnego compact SUVa – warto.


*filozofia Mazdy, wedle której, należy projektując samochód dążyć do jego jedności z kierowcą, tak by prowadzenie było przyjemnością.

FOT. Robert Wiertlewski / https://nakrzywylej.wordpress.com/

FOT. Robert Wiertlewski

FOT. Robert Wiertlewski / https://nakrzywylej.wordpress.com/

FOT. Robert Wiertlewski

FOT. Robert Wiertlewski

FOT. Robert Wiertlewski

FOT. Robert Wiertlewski

FOT. Robert Wiertlewski

Komentarze