Małe autko z wielką legendą. Testujemy Mini Countryman

Robert Wiertlewski

Nie znam się na samochodach, nie jestem niespełnionym Kubicą, a koło zmieniam z jutjubem. Jednakże los lub inna zmienna losowa sprawiły, że od czasu do czasu mam możliwość przetestowania niebanalnych aut.

Jakie są wrażenia naszego recenzenta po jazdach testowych Mini Countrymanem? Przeczytajcie!

Gdyby ktoś zapytał mnie 15 lat temu o ulubiony samochód, bez zająknięcia wskazałbym na Mini Coopera w wersji uwspółcześnionej przez BMW. Mimo, że wiele lat minęło od tego czasu, jakoś się nie złożyło i nie było okazji pojeździć tym – nie bójmy się nadużyć tego słowa – kultowym autkiem. Za to kilka lat temu, jechałem na naprawdę krótkim, kilkukilometrowym odcinku Mini Countrymanem. Podróż okazała się trochę rozczarowująca. Poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko, a tu wszystko było nie tak. Wielki prędkościomierz na środku konsoli, zamiast przed oczami, co było tak niepraktyczne, że nawet producent zdawał sobie z tego sprawę, bo zamontowali dodatkowy, cyfrowy w okolicach jego domniemanego położenia. Za to tam, gdzie spodziewałem się prędkościomierza – obrotomierz. Do tego było jakoś za sztywno, za twardo. Wszystko źle. Wszystko to sprawiło, że na informację o możliwości pojeżdżenia nowym Mini Countrymanem byłem równie zachowawczy jak kwietniowa wiosna. Jakże się miło zaskoczyłem.

Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

Świat i ludzie

Pewnie mocno przesadzę twierdząc, że w środku zmieniło się wszystko, ale dokładnie takie odniosłem wrażenie (poza tym lubię przesadzać). Konsola jest dokładnie taka, jakiej spodziewałem się, wsiadając do tego samochodu po raz pierwszy kilka lat temu. Jest niepowtarzalna, nowoczesna i idealnie pasuje do auta. Centralny ekran to majstersztyk. Mimo że nie jest niestety dotykowy, jest ładny, duży i czytelny. Kupił mnie otaczający go okrąg led, który za pomocą różnych kolorów i animacji sygnalizował całkiem sporo różnych akcji, jak choćby głośność radia czy wyłączenie silnika w ramach systemu start-stop. Taki trochę HAL-9000, trochę Knight Rider, tyle że niemy. Może chwilami sprawiało to wrażenie efekciarskiego disco, ale kto nie lubi disco?! Zwłaszcza, że zamontowany system audio Harman Kardon daje radę.
Cała reszta wyposażenia sprawiała, że w środku było tak jakby luksusowo. Na bogato. Skórzane sportowe fotele, przyjemna w dotyku skórzana kierownica z pogrubieniami, dwa szyberdachy, HUD (który zasłaniała mi kierownica każdorazowo, gdy zsuwałem się próbując tradycyjnie rozłożyć się w fotelu niczym w sportowym coupé) . Jak to mawia moja ulubiona trenerka od crossfitów: „Świat i ludzie!” (przez cały pierwszy akapit nie wspomniałem, że ćwiczę Crossfit, co może oznaczać że pobiłem właśnie jakiś crossfitowy rekord świata!). Oczywiście, jak można się domyśleć patrząc z zewnątrz, miejsca w środku pod dostatkiem. Z tyłu nie można narzekać, a i bagażnik spory jak na - teoretycznie - nieduży miejski samochód.

Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

Chłop na salonach

Całkiem przyjemnie Mini jeździ w miejskich warunkach, mimo swego chłopskiego przydomka. Jak na 150KM było dynamicznie i elastycznie. Gdyby ktoś zapytał mnie w ciemno o moc tego silnika, obstawiłbym stanowczo więcej. Magia diesla w automacie robi swoje. No i bądź co bądź to wciąż BMW (#fanatyk). Próbowałem znaleźć jakiś mały offroad w okolicy Wilanowa, jako że tam się zapuściłem popstrykać zdjęcia. Niestety chyba nie byłem pierwszą osobą z takim anarchicznym pomysłem, bo wszystko pozagradzane albo wyasfaltowane.

Ale żeby nie było że tylko hajp, odrobina hejtu. Dwie rzeczy nie do końca przypadły mi w tym samochodzie do gustu. Pierwsza to wygląd. O ile Mini w wersji mini już dawno skradło moje serce, o tyle Countryman budzi we mnie pewien niepokój. To tak jakby spotkać dwumetrowego człowieka, o ciele dorosłego mężczyzny z twarzą dziewięciolatka. Ktoś zaprojektował te autko jako mały miejski samochód. Potem ktoś wpadł na szalony pomysł by go napompować. Dokładnie taki sam niepokój wzbudza we mnie Fiat 500X. Domyślam się jednakowoż, że samochód – nie bójmy się użyć tego słowa ponownie – kultowy, może mieć swoich fanatyków, którzy chcieliby nim jeździć, nawet jeśli rodzina trochę duża i są gotowi za to zapłacić każdą cenę. I tu autor zaskakująco gładko przechodzi do rzeczy drugiej, która mu się niepodoba bardzo. Cena. Samochód w testowanej wersji. To ponad 160 tysięcy złotych, a może i więcej. A to nawet nie najsilniejszy z gamy silników. Co prawda, w tej cenie mamy chyba wszystkie możliwe luksusy, ale to wciąż miejski nieduży crossover. Tu 500+ nie wystarczy, a i 1000+ może być mało.

Cieszę się, że doszło do ponownego randez-vous z Mini Countrymanem. Spędziliśmy razem przyjemny dzień, co mam nadzieję widać na zdjęciach. Nie mogę się doczekać, jak zaskoczy mnie kolejna odsłona!

Robert Wiertlewski / nakrzywylej.wordpress.com

Komentarze