Najgłośniejsze ze wszystkich było oczywiście niezwykłe zniknięcie samolotu Malaysia Airlines, lot 370, w marcu 2014 roku. Boeinga 777 lecącego z Kuala Lumpur do Pekinu widziano ostatnio na ekranach radarów niedaleko wybrzeży Wietnamu, po czym łączność się urwała i nigdy potem tegoż samolotu nie widziano ani nie nawiązano z nim kontaktu. Śledczy są w zasadzie pewni, że maszyna runęła do wód południowego Oceanu Indyjskiego, tysiące kilometrów od jej ostatniej znanej pozycji. Jak się tam znalazła, nie wiadomo. Wyrzucone na brzeg fragmenty samolotu zostały odnalezione na kilku wyspach Oceanu Indyjskiego i na wschodnim wybrzeżu Afryki, ale głównej części wraku dotychczas nie namierzono. W 2017 roku po trzech latach przeczesywania dna oceanu poszukiwania zawieszono. 

 Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, zniknięcie lotu MH370 (numery lotów, patrz str. 292), stało się impulsem do pojawienia się licznych teorii spiskowych, których większość można spokojnie zlekceważyć. Jest jednak całkiem możliwe, że jakiś zbuntowany członek załogi – przypuszczalnie kapitan – przejął maszynę i rozbił ją w wodach oceanu, realizując morderczo-samobójczą misję. To jedna z popularniejszych teorii, ale równie prawdopodobne jest, że samolot uległ awarii mechanicznej, że na pokładzie wybuchł pożar i/lub że podjęto niewłaściwe działania w warunkach depresuryzacji kabiny. Jeżeli nie zdarzy się jakiś cud, nigdy nie dowiemy się tego na pewno. Jest to być może rozczarowujące, ale nie powinno być szokujące. Mówiłem od początku, że należy przygotować się na to, że tajemnica tego zniknięcia pozostanie nierozwiązana. Tak się czasami dzieje. Wiem, że to frustrujące, ale kroniki wypadków lotniczych kryją w sobie wiele niewyjaśnionych wypadków. Ta tragedia tym różni się od innych, że wydarzyła się w czasach, kiedy nauczyliśmy się oczekiwać i żądać łatwych i szybkich rozwiązań praktycznie każdej kwestii, mając fetyszystyczne przekonanie, że „technologia”, cokolwiek by to dziś nie znaczyło, jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania i rozwiązać wszystkie problemy.

 Ale nie jest w stanie. Mamy oczywiście radia, transpondery, awaryjne nadajniki lokalizacyjne, technologię GPS, przesyłanie danych o pozycji w czasie rzeczywistym, monitorowanie satelitarne i tak dalej, i tak dalej. Dysponując całą tą elektroniczną magią, nie potrafimy sobie wytłumaczyć, jak to możliwe, aby samolot pełen ludzi po prostu zniknął. Z drugiej strony technologia bywa zawodna, w taki czy inny sposób. Często jest to coś tak prostego jak odcięcie zasilania. Czasami wygrywa natura. I o to właśnie chodzi w ostatecznym rozrachunku: o naturę. Ogrom oceanu, jego szerokość i głębokość przeciwko punkcikowi, jakim jest w porównaniu z nim B777. Wrak gdzieś tam leży, niewidoczny, wtulony w podwodną szczelinę albo głębinowy kanion, w totalnych ciemnościach, pod tysiącami metrów morskiej wody. Możliwe, że dokładnie nad nim przemykały statki poszukiwawcze.

Więcej przeczytacie w książce: