Ze sprawą Sdunk wiąże się wiele innych zagadek, których z braku historycznych źródeł nie zdołamy jednoznacznie rozstrzygnąć. Czy była umysłowo upośledzona, co czyniło ją łatwą ofiarą? Czy miała jakieś polskie korzenie i oskarżono ją z zemsty za działania polskich żołnierzy w armii napoleońskiej w Prusach? I czy w ogóle była trzymana na reszelskim zamku? Istnieje bowiem konkurencyjna hipoteza, jakoby więziono ją pod miejscowym gotyckim mostem. Temu akurat zaprzecza Izabela Sikorska, archeolog z Olsztyna, swego czasu prowadząca prace w Reszlu. „Moim zdaniem nie przebywali tam więźniowie, bo stamtąd można było uciec, lecz ówczesna biedota. Mieli tam swoje kryjówki bezdomni” – opowiada „Focusowi Historia”.

Sikorska jest przekonana, że Sdunk (Zdunk) faktycznie więziono na reszelskim zamku. Jej zdaniem wcale nie przeszkodziła temu seria pożarów, jakie dotknęły Reszel jeszcze przed procesem Barbary. „W zamku wybuchł pożar już wcześniej. Przyjmuje się, że uwięzieni tam mężczyźni chcieli uciec do wojsk napoleońskich. W kolejnym pożarze w 1807 r. spłonęła większa część miasta. W pożarze na zamku trochę ucierpiała prostokątna wieża i skrzydło południowe, w 1780 r. przerobione na więzienie. Spotkałam się z wersją, że w wieży trzymano groźniejszych przestępców, a prawdopodobnie także psychicznie chorych. Część autorów wskazuje, że Barbara była  chora umysłowo i to by się zgadzało” – opowiada nam archeolog. Izabela Sikorska wspomina, że kiedy w latach 80. odgruzowywała dolne partie wieży, były zasypane śmieciami. I to nawet całkiem współczesnymi, choćby butelkami po mleku. Po uprzątnięciu dolnych pomieszczeń Sikorska znalazła prawdopodobne ślady obecności dawnych więźniów. „Na poziomie podłogi, licząc od dołu: 4.–5. rząd cegieł, widać wydrapane krzyżyki. Więźniowie, leżąc po ciemku, znaczyli sobie coś (czas?) na cegłach. To miejsce przejmujące grozą, kiedy się o tym pomyśli. Można sądzić, że Zdunk jako osoba podejrzana znajdowała się właśnie tam” – opowiada Sikorska.

To jednak nie w miejscu, gdzie więziono Barbarę, dokonano jej stracenia. Za miejsce jej egzekucji przyjmuje się tzw. Wzgórze Szubieniczne na drodze do Korsz. Stoi tam teraz krzyż. Jednak prawdopodobnie góra ma tyle wspólnego ze Sdunk, co reszelski pręgierz, odnaleziony swego czasu przez archeologów i postawiony przed miejscowym kościołem farnym. Owszem, Wzgórze Szubieniczne jest zapewne związane z dawnym wymiarem sprawiedliwości, ale (wbrew temu, czego turyści mogą dowiedzieć się od wielu przewodników) nie ma dowodów, łączących owo miejsce ze straceniem Barbary. „W źródłach podaje się, że stało się to na drodze do Korsz. Wzgórze nie zostało zidentyfikowane – mówi Izabela Sikorska i dodaje: – Może ludność sprzed 1945 r. zachowała jakąś tradycję z tym związaną, ale teraz są już nowi mieszkańcy”... Mieszkańcy, którzy o dawnych tradycjach często zapomnieli, przeinaczyli fakty albo nawet nimi się nie zainteresowali. „Ostatnia czarownica w Europie” to hasło bardzo chwytliwe. Z naszego śledztwa wynika jednak, że Barbara Sdunk (Zdunk) była tylko podpalaczką, ogniem ukaraną za postawienie miasta w ogniu. Nie zmarła wcale w płomieniach, wcześniej ją uduszono. Jej domniemane polskie korzenie są niejasne. Jeśli chodzi o jakiekolwiek materialne pamiątki po jej sprawie, to poszlaki wskazują na wieżę zamkową. Wzgórze Szubieniczne jako miejsce śmierci  Barbary pozostaje tylko domysłem.

Oczyszczenie

Nisko wydrapane krzyżyki do dziś przypominają o nieludzkim losie więźniów z reszelskiej wieży. Zapomnieć o tych strasznych wydarzeniach, edukować turystów czy promować Reszel makabrycznymi historiami? Paweł Jasienica w „Polskiej anarchii” apelował, aby przede wszystkim przypominać fakty. Zwracał też uwagę, by tragedii reszelskiej „czarownicy” nijak nie łączyć z polityką władz Rzeczypospolitej na tych terenach i nie kreować ponad miarę wizji polskiego „ciemnogrodu”. Wręcz przeciwnie, należy podkreślać, że za skazaniem kobiety stało sądownictwo Prus, kraju rzekomo wówczas „oświeconego”. „Z jakiej przyczyny nikt nie dostrzega stosu Barbary Zdunk, podpalonego w sierpniu 1811 roku z wyroku pruskiego sądu i ministra? Bo ludzie wolą podziwiać blask bijący z mogiły Immanuela Kanta. Z Reszla do Królewca blisko” – ironizował Jasienica. Nawet fakt, że Barbarę przed spaleniem litościwie uduszono na wniosek ministra Fryderyka Wilhelma III, sławny historyk uważał za próbę pudrowania zbrodni rodem ze średniowiecza. „Jego wielkoduszność była spod znaku Torquemady – stwierdzał Jasienica. – Przecież inkwizycja hiszpańska też umiała palić na stosach świeżo uduszone trupy. Najpierw »garota«, potem płomień”.

A jeśli to nie na warmińskich ziemiach stracono ostatnią „czarownicę” w Europie, to ten wątpliwy zaszczyt przypada w udziale światłej Szwajcarii. To tam w miejscowości Glarus w 1782 r. w atmosferze polowania na czarownice ścięto rzekomą trucicielkę Annę Göldi. Co ciekawe, kilka lat temu oficjalnie oczyszczono ją z zarzutów. Czy kiedyś, przynajmniej w naszej świadomości, to samo spotka Barbarę Sdunk? Co do tego, że nie była żadną czarownicą, nie ma wątpliwości. Co więcej, wcale nie możemy być pewni, że to ona faktycznie podpaliła Reszel. „Przecież mogły to zrobić wojska, które buszowały po tym terenie. Mogło się przytrafić przypadkowe zaprószenie ognia. A władze koniecznie chciały znaleźć winnego, żeby uspokoić ludzi” – argumentuje Izabela Sikorska.

Trzytysięczny Reszel gnębiły wtedy choroby i pożary. Na całej Warmii nieszczęścia w trakcie wojny z Napoleonem kosztowały życie niemal jednej trzeciej z ok. 100 tys. mieszkańców. Jak pisał Władysław Ogrodziński, życie Zdunk, zatrzymanej w 1807 r., było „niezwykle tanie”. „W samym Reszlu zmarło tego roku od epidemii ponad pięćset osób. Tym surowsza i bardziej odstraszająca kara należała się zbrodniarce. A że sprawiała wrażenie przygłupawej, że potakiwała śledztwu i upraszczała procedurę? Małoż to przygłupków pożarły zamkowe mury?” – pytał Ogrodziński. Życie Barbary było więc warte „tyle, ile wart jest smak odwetu społecznego na występnej jednostce”...

W ostatniej chwili!

W chwili, gdy oddawaliśmy ten artykuł do druku, wybuchła bomba: archiwiści z Berlin Dahlem trafili jednak na poszukiwane przez nas dokumenty, poświęcone Barbarze Zdunk! Niestety, są w takim stanie, że najpierw muszą trafić do konserwatora zabytków. Dopiero potem zostaną zdigitalizowane i udostępnione. Dlaczego nie przeprowadzono takiej procedury już dawno? Po prostu nikt wcześniej o te dokumenty nie pytał – odpowiadają Niemcy. Dzięki naszemu śledztwu za parę miesięcy będziemy więc mieli okazję sprawdzić, co mówią oryginalne dokumenty o nieszczęsnej „ostatniej czarownicy” i strasznych czasach, w których trafiła na stos.

Która ostatnia?

Zdaniem prof. Jacka Wijaczki za ostatnią „czarownicę” skazaną zgodnie z ówczesnym prawem, a więc po procesie, uważa się Annę Göldi, straconą w Szwajcarii w 1782 r. Pozostaje jednak pytanie, gdzie i kiedy w Europie po raz ostatni ukarano kogoś śmiercią za czary, choć bez żadnego procesu? Prawdopodobnie stało się tak w Chałupach z Krystyną Ceynową w 1836 r.  Sąsiedzi mieli ją poddać  „próbie wody” w Bałtyku. Kobieta utonęła. „W ogóle nie była sądzona. Została zamordowana przez hochsztaplera Kamińskiego i kilku mieszkańców wsi Chałupy,  których potem osądzili Prusacy i wsadzili do więzienia. Kamińskiego na 25 lat” – stwierdza prof. Wijaczka.