Hiszpania i Santoryn: za młode

Poważniejszą kandydatką do miana Atlan­tydy była przez chwilę starożytna cywilizacja, której ślady odnaleziono w 2004 roku nad Atlantykiem, na andaluzyjskim wybrzeżu Hisz­panii. Na zdjęciach satelitarnych przybrzeżnej równiny błotnej w Parku Narodowym Donana niemiecki fizyk Rainer Kuhne odkrył dziwne geometryczne kształty przypominające pozo­stałości miasta. Do badania zagrzebanych ruin naukowcy z trzech krajów zaprzęgli georadary, tomografy elektrooporowe, magnetometry i spektrometry.

Aparatura pokazała sieć kanałów układają­cych się w schemat dawnego miasta. Zdaniem badaczy jego zagłada wiązała się z nadejściem potężnego tsunami, a to doskonale pasuje do mitycznego scenariusza. Pasuje też lokalizacja - za Cieśniną Gibraltarską, ale wciąż blisko Morza Śródziemnego. Jednak ruiny miasta pochodzą sprzed 4 tys. lat, a nie sprzed 11 tys., jak podaje Platon.

Wróćmy więc do innych możliwych lokali­zacji. W latach 60. XX wieku naukowcy doszli do wniosku, że platońską Atlantydą musiała być leżąca na Morzu Egejskim grecka wyspa Thira, zniszczona wybuchem wulkanu około 1600 r. p.n.e. Jej pozostałością jest współczesny San­toryn. Przed katastrofą istniała tu rozwinięta cywilizacja należąca do kultury minojskiej (tej samej, której pozostałością jest pałac w Knossos na Krecie). Wybuch wulkanu spowodo­wał zapadnięcie się centralnej części wyspy na 300-400 metrów pod powierzchnię morza.

Choć nie pasowało to do wskazówek Pla­tona, archeolodzy pracujący na Santorynie widzieli wyraźne zbieżności pomiędzy swo­imi odkryciami a mitem o zatopionej wyspie. Do tej teorii dołożył swoją cegiełkę dr Robert Ballard, słynny amerykański badacz oceanów i odkrywca wraku „Titanica”. Jego zdaniem było to logiczne: w obu przypadkach miała miejsce katastrofa naturalna będąca połączeniem po­wodzi i erupcji wulkanu. Lecz na tym zbieżno­ści się kończą, bo wybuch na Santorynie jest o ponad 7 tys. lat młodszy niż data wskazana przez Platona.

A może jeszcze dalej?

Wydawałoby się, że mit o Atlantydzie wiąże się nieodłącznie z kulturą śródziemnomorską. A mimo to wielu zwolenników zyskała teoria łącząca go z Ameryką Północną. Przekona­nie to narodziło się po odkryciu kontynentu amerykańskiego przez Kolumba i przetrwało do dziś. Nikt już raczej nie sądzi, by to wła­śnie Ameryka była Atlantydą, ale lokalizację mitycznej wyspy przesuwa się coraz dalej na zachód. Pojawiły się nawet pogłoski o tym, że leży ona w Trójkącie Bermudzkim (o którym pisaliśmy niedawno).

Ciekawą kandydaturą jest odkryte w 2001 r. zatopione miasto. Znajduje się ono na głębo­kości 600-750 metrów pod wodą, u wybrzeży Kuby. Dzięki użyciu podwodnego robota wypo­sażonego w sonar kanadyjscy badacze uzyskali obraz, który uznali za centrum starożytnego miasta. Wznoszą się w nim obiekty przypomina­jące wielkie piramidy oraz koliste struktury zbu­dowane z masywnych, gładkich bloków granitu.

„Obiekty te leżą bardzo głęboko pod wodą i byłbym zaskoczony, gdyby okazały się dziełem ludzkiej ręki” - stwierdził dr Ballard. „Trzeba więc zadać sobie pytanie: w jaki sposób to się tam znalazło? Napatrzyłem się w życiu na wiele obrazów sonarowych, a ich interpretacja przy­pomina niekiedy patrzenie na plamy atramentu. Ludzie widzą w nich to, co chcą zobaczyć” - dodaje badacz.

Tę myśl można odnieść do wielu innych teorii na temat Atlantydy, lokujących tę mityczną krainę w Andach, u wybrzeży Szkocji, w rejonie Spits­bergenu, Amazonii czy wreszcie na Antarktydzie (tak, zanim ten kontynent pokrył się lodem, też miał być Atlantydą). Celnie podsumował to dr Orser: „Wskaż jakiś punkt na mapie, a ktoś zaraz powie, że tam właśnie znajdowała się Atlan­tyda. W zasadzie może być w dowolnym miejscu, jakie sobie wyobrazimy”.