Koniec operacji okazał się początkiem kłopotów. W myśl zawartej na początku poszukiwań umowy władze stanu Floryda, na którego wodach spoczywał wrak, miały otrzymać 25 proc. odnalezionego skarbu. Wtedy nikt nie wierzył w sukces. Gdy odnaleziono skarb, prawo do części kosztowności zaczął sobie rościć rząd federalny USA. Sprawa znalazła się w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych i ciągnęła się latami. W końcu całość wydobytego skarbu otrzymała firma Treasure Salvators Inc. Dochody ze sprzedaży skarbu pokryły z nawiązką poniesione w trakcie poszukiwań koszty.

Pod koniec ubiegłego roku również w Polsce pojawiła się możliwość zakupu monet pochodzących z dna morza, tym razem z wraku „Sao José”. W 1622 r. statek należący do króla Portugalii i Hiszpanii zatonął na dnie Kanału Mozambickiego. Po ataku brytyjskiej i holenderskiej flotylli na kilka wieków przepadło 9 skrzyń ze srebrnymi realami. W 2005 r. firma Arqueonautas Worldwide zlokalizowała wrak. Z dna morza eksploratorzy wydobyli 24 tysiące monet, jednak tylko 6900 miało wartość kolekcjonerską. 550 z nich znalazło się w ofercie Skarbnicy Narodowej, która wystawiła je w imieniu Arqueonautas Worlwide oraz wszechobecnej Oddysey Marine Exploration, dystrybutora monet. Dziś reale są już niemal nie do zdobycia. Podobnie jak w wypadku skarbów Mela Fishera dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na kolejne ekspedycje.