MIŁOŚĆ LUBI KOMPROMISY

Oczywiście każdy związek może utknąć dowolnie długo w fazie drugiej z nadziejami na powrót do fazy pierwszej. W tym celu stosujemy różnego rodzaju zabiegi, mające aktywizować lub co gorsza scementować związek. Pojawiają się pomysły, ba, nawet poradniki sugerujące powrót do „romantycznego” okresu zakochania czy pomysły na kolejne dziecko, które będzie jak „zaprawa murarska”. Nie pozwoli „jemu odejść”, „mnie odejść” albo „nam się rozejść”. To czasami pomaga, by relację ustabilizować lub zamrozić, zabetonować w jakimś połowicznym kompromisie, bo przecież „wiadomo, jak to jest w małżeństwie”.

Jednak bywa, że to nie poprawia jakości związku. I cóż, jeśli dochodzi do rozstania, to w nowym związku wszystkie fazy się powtórzą; nierzadko jeszcze mocniej, gdyż narkotyczny trans fazy pierwszej tym silniej będzie podkreślał, że „teraz to już naprawdę spotkałem idealną połówkę, a mój cudowny wzorzec na życie w związku rozkwitnie w pełni”. Tymczasem ten drugi lub ta druga znowu ma własny model życia i od dawna uznaje go za obowiązujący, jedyny i słuszny, a w dodatku czyni to kompletnie nieświadomie.

Możemy mieć oczywiście szczęście i spotkać osobę, która ma tyle otwartości, cierpliwości, że będzie dla nas kimś w rodzaju duchowego nauczyciela i pomoże przekształcić stary wzór w elastyczną relację. Jednak im bardziej jesteśmy sztywni emocjonalnie i proceduralni w budowaniu związku, tym trudniej będzie nam spotkać osobę na tyle otwartą i świadomą, żeby w związku miłosnym podejmować rolę coacha. Lecz po co ktoś otwarty, gotowy na dojrzałą współzależność, kto rozumie własne motywacje, miałby się wiązać z kimś oczekującym uzdrowienia i napełnienia energią w związku? Do czego mu to potrzebne? To praca dla profesjonalistów, nie dla męża czy żony.

I oto wiadomość trzecia. Możesz zmienić swój wzorzec. W tym pomaga coaching. Pierwszy krok możesz zrobić już, zaraz. Pamiętaj jednak, że wyjście z wzorca to porzucenie nawyku, a to czasem boli.