Można, wprawiając w zdumienie policję i właściciela. Gdy 20 grudnia 1926 r. pracownicy Banku Dyskontowego przy ul. Fredry 8 w Warszawie weszli do skarbca, stwierdzili, że ze środka nic nie zniknęło. Było to o tyle dziwne, że prowadził tam 80-metrowy tunel z budynku przy ul. Niecałej. W dodatku oświetlony i „wyposażony” w butelkę koniaku. Po śledztwie, w którego trakcie typowano na sprawcę samego Szpicbródkę, okazało się, że włamywaczy przegonił duszący gaz, który powstał w trakcie cięcia metalu palnikiem acetylenowym.