Jeden z liderów egipskich fundamentalistów islamskich – salafitów – szejk Morgan Salem al-Gohary wzywa do zburzenia piramid i Wielkiego Sfinksa w Gizie. Jego apele można byłoby zignorować jako bredzenie religijnego maniaka, gdyby nie fakt, że ten znajomy Osamy bin Ladena (z którym jadał rzekomo „przy jednym stole”) już raz zniszczył bezcenne zabytki.

W 2001 r. brał udział w zburzeniu przez talibów posągów Buddy w Bamian w Afganistanie, znajdujących się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Te mające półtora tysiąca lat kilkudziesięciometrowe rzeźby wydrążone w skale zostały najpierw ostrzelane z dział, a kiedy to nie przyniosło efektu – wysadzone w powietrze. 

„Nikt nie wierzył, że jesteśmy zdolni zniszczyć posągi Buddy. I dlatego to zrobiliśmy. Teraz trzeba zrobić to samo z piramidami” – mówi al-Gohary. Podkreśla, że dzieła te są przykładem bałwochwalstwa i stanowią obrazę dla Allaha, ponieważ faraonowie uważali się za bogów. Poza tym przyciągają turystów, a wraz z nimi alkohol, hazard, prostytutki itd. – wszystko, czego islam zabrania.