Dokładnie nie wiadomo, który z licznych zwyczajów ślubnych związanych z węzłami i supłami zapoczątkował to powiedzenie w naszym języku. Prawdopodobnie odnosi się ono do babilońskiego zwyczaju sprzed 3 tys. lat, zgodnie z którym podczas zaślubin wyciągano po nitce ze stroju narzeczonych i związywano te nitki w imię wiecznej jedności nowożeńców. W czasie ślubu na szkockich Hebrydach drużba zawiązywał zaś na trzymanych w ręku nitkach węzełki, które miały zapewnić pomyślne pożycie młodej pary. Pan młody przed ołtarzem stał w tym celu z rozsznurowanymi butami. Na irlandzkich weselach, podczas kapłańskiego błogosławieństwa nieżyczliwa narzeczonym osoba zawiązywała na chusteczce lub kawałku sznurka supełki. Tym sposobem czyniła ich bezdzietnymi przez 15 lat. Ratunkiem było spalenie owego sznurka lub chusteczki – o ile oczywiście któryś z gości wykrył sprawcę...