Domy publiczne nie wszystkim bowiem kojarzą się z przyjemnością – z pewnością nie paniom w nich zatrudnionym. Nie policji, która tropi handlarzy żywym towarem, i nie tym ostatnim, kiedy lądują na ziemi pod lufą policyjnego pistoletu. Burdele to bowiem wielki biznes, działający na granicy szarej strefy, a raczej daleko poza tą granicą. Subtelnie przekonuje o tym Monica Garcia

Massaque, autorka książki „Historia burdeli”, która podjęła się trudu prześledzenia dziejów przybytków pod czerwoną latarnią od czasów Sumerów (fakt, wtedy jeszcze nie było czerwonych latarni) po współczesność. Książka Massaque jest raczej obyczajowa, więc nie znajdziemy w niej zbyt wielu danych, którymi dysponuje choćby Europol, ale daje pogląd na skalę zjawiska. Poza tym przedstawiono w niej pewne trendy (np. prostytucja dziecięca), z którymi przyjdzie się mierzyć międzynarodowym organom ścigania. Faceci w CBŚ powinni to przeczytać.

 

„Historia burdeli” Monica Garcia Massaque, wyd. Bellona, Warszawa 2012