Zwycięzcy i przegrani nie różnią się ani poziomem wykształcenia, ani pomysłowością – wynika z analiz Instytutu Gallupa. Ci, którym się nie powiodło, często legitymują się wręcz większą wiedzą i doświadczeniem od konkurentów odnoszących sukcesy. Co zatem sprawiło, że nie osiągnęli celu?

Odpowiedź, jaką przyniosły badania, wydaje się dość oczywista: przegrali, bo nie potrafili wyjść poza stereotypy i złamać wyuczonych schematów działania. Teoretycznie nie powinni mieć z tym problemu. Zewsząd przecież słyszymy, że najbardziej pożądaną cechą pracowników jest kreatywność. Adam Hartung, amerykański konsultant ds. strategii i innowacji, w książce „Przewiduj, zmieniaj, kreuj przyszłość” w przekonujący sposób pokazuje, jak bardzo teoria odbiega od praktyki. Rozbieżność między słowami a czynami zaczyna się już na etapie rekrutacji, gdyż „dział kadr definiuje typ pracownika, który sprawdzi się w danej firmie. W efekcie większość zatrudnionych posiada podobne cechy”. Nowo przyjęty zacznie więc prędzej czy później działać według zasady „jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać tak jak one”. Czyli nie wychylać się. Gdzie tu miejsce na kreatywność?

Co gorsza – zauważa Hartung – pracowników i menedżerów nagradza się nie za zmiany, lecz za zwiększanie wydajności i poszerzanie rynku. Co oznacza, że ich osobisty sukces zależy od kontynuowania tego, co było w przeszłości. Wyjście poza „sprawdzony” schemat grozi przykrymi konsekwencjami. Tygodnik „Business Week” przyjrzał się kilka lat temu biografiom założycieli nowych świetnie prosperujących firm. Okazało się, że każdy z nich pracował wcześniej średnio w czterech przedsiębiorstwach, po czym zdecydował się wziąć los we
własne ręce. Odciął się od przeszłości, zaryzykował i wygrał.

Komiwojażer podbija świat - Trudno zerwać z bezpiecznym, dostatnim życiem i skoczyć w nieznane

Nie każdego, kto ma nawet najbardziej rewolucyjny pomysł, stać na podjęcie tak radykalnej decyzji. Bo trudno zerwać z bezpiecznym, dostatnim życiem i skoczyć w nieznane. Znacznie łatwiej znaleźć jedną z niezliczonych wymówek: jestem za młody, za stary, nie stać mnie, nie zaryzykuję w czasie kryzysu… Te paraliżujące wolę tłumaczenia również oparte są na schematach i stereotypach. Ludzie sukcesu to najczęściej ci, którzy potrafili je złamać.

Ray Kroc, amerykański komiwojażer, przez całe życie jeździł po kraju, sprzedając rozmaite urządzenia. Miał już 53 lata, gdy otrzymał zamówienie na czterdzieści maszyn do przyrządzania koktajli mlecznych. Gdy dowiózł towar, okazało się, że zleceniodawcami byli właściciele restauracji, którzy zamiast wyszukanego menu i dobrych kucharzy wprowadzili w swoim lokalu elementy taśmowej produkcji przemysłowej. Oferowali tylko dziewięć potraw, zawsze tych samych, lecz podawanych klientom natychmiast. Kroc był już w takim wieku, że powinien myśleć o zapewnieniu sobie bezpiecznej emerytury. Ale zdecydował inaczej. Przekonał braci, właścicieli restauracji, by sprzedali mu licencję na zakładanie podobnych lokali. Nie miał zbyt wiele do zaoferowania, obiecał im pół procent prowizji od zysków, dla siebie zarezerwował niespełna półtora procent.