Boks przestanie być traktowany jako „mało cywilizowany” sport dopiero osiem lat później. Z kolei za sprawą gospodarzy nie wprowadzono jazdy konnej, bo „Grecja nie miała własnej rasy konia” i hipodromu. Odmowę uzasadniano też brakiem fachowych sędziów do oceny tych zawodów. 

O medale walczono natomiast w gimnastyce sportowej, kolarstwie, lekkiej atletyce, podnoszeniu ciężarów, pływaniu, strzelectwie, szermierce, tenisie i zapasach. 

Coś było na rzeczy, gdy narzekano na brak sędziów, jeśli się weźmie pod uwagę to, co potem działo się na przykład na planszach szermierczych, gdzie arbitrem był król Grecji Jerzy I. Ponoć gdy nie zauważył czyjegoś trafienia, po prostu go nie zaliczano. Dziwnym trafem rzadko kiedy spotykało to jego rodaków. Już wtedy ściany i sędziowie sprzyjali gospodarzom.

W legendę od razu obrósł pierwszy bieg maratoński. Ciekawostką jest fakt, że odległość między miejscem słynnej bitwy a stolicą Grecji wynosi około 37 km, ale postanowiono „zaokrąglić” dystans do 40 km. Współczesna trasa biegu liczy 42,195 km dopiero od olimpiady w Londynie z 1908 roku, kiedy to metę przesunięto tak, aby znajdowała się na wysokości trybun, gdzie zasiadała królowa angielska Aleksandra (żona Edwarda VII). 

Do zmagań przystąpiło 25 zawodników, w tym sześciu Hellenów, którzy uplasowali się w ścisłej czołówce (czwarty, a właściwie trzeci, bo później jego rywala za skorzystanie z podwózki zdyskwalifikowano, był Węgier Gyula Kellner). Najpierw na czoło stawki wysforowali się Amerykanin Artur Blade, Francuz Albin Lermusiaux i Australijczyk Edwin Flack. Pierwszy odpadł Blade, później wycofał się Francuz, ale na 36. kilometrze wciąż jeszcze prowadził Australijczyk. Publiczność na stadionie, do której docierały wieści z trasy maratonu, przeżywała prawdziwą huśtawkę nastrojów. Świadek wydarzeń Charalambos Anninos odnotował: „Posępny smutek maluje się na wszystkich twarzach i pogrążona w ciszy widownia przeżywa uczucie głębokiego zawodu, ale wyjaśnia się wkrótce, że była to pomyłka”. Okazało się, że Flack zasłabł i trafił pod opiekę lekarza.

Pierwszym historycznym zwycięzcą został Grek Spirydion Louis, o którym niewiele pewnego wiadomo oprócz tego, że już nigdy więcej nie wystartował. Według różnych wersji był listonoszem z podateńskiej wioski, pasterzem owiec, woziwodą albo podoficerem. Nie mamy nawet pewności, w jakim czasie przebiegł maraton, ponieważ spóźnili się stoperzy. Kawaleryjskie konie, których dosiadali, nie wytrzymały tempa biegaczy...

Źródła różnią się co do tego, ilu sportowców wystartowało w tej pierwszej oficjalnej olimpiadzie, ale z pewnością zaletą pierwszych olimpijczyków była wszechstronność. Nie zabrakło też incydentów komicznych. Dwukrotny mistrz olimpijski w tenisie John Pius Boland był angielskim turystą, który akurat w tym czasie zwiedzał stolicę Grecji. Drugi w szosowym wyścigu kolarskim Niemiec August Goedrich po kraksie dojechał na metę na rowerze… pożyczonym od widza.

Wszechstronni mistrzowie

Alfred Hajos, zwany „węgierskim delfinem”, wygrał 1200 m stylem dowolnym, choć… spóźnił się na start. Pomocna okazała się warstwa łoju grubości palca, którą wysmarował całe ciało, gdyż zawody odbywały się na pełnym morzu. Z powodu wysokiej fali Madziar stracił orientację i chciał już zrezygnować, ale w pobliżu nie było łodzi, na której mógłby odpocząć, więc chcąc nie chcąc popłynął dalej. 

Gdy król Grecji zapytał go, gdzie nauczył się tak pływać, osiemnastolatek z prostotą Adama Małysza, który zawsze twierdził, że żeby wygrać konkurs trzeba oddać dwa dobre skoki, odrzekł: „W wodzie, Wasza Dostojność”.

Ponoć zwycięzca rzutu dyskiem Robert Garrett pierwszy raz wziął go do ręki w trakcie rejsu przez Atlantyk. Ba, wygrał również pchnięcie kulą, w skoku w dal zajął drugie miejsce, z trzecią lokatą zakończył konkurs skoku wzwyż. James Connolly, pierwszy w ogóle mistrz olimpijski (w trójskoku), w skoku wzwyż był drugi, a w skoku w dal uplasował się na trzecim miejscu.

Austriak Adolf Schmal zwyciężył w 12-godzinnym wyścigu na torze kolarskim, by potem zająć czwarte miejsce w… szabli. Jeszcze większym oryginałem był Duńczyk Viggo Jensen, triumfator podnoszenia ciężarów, drugi w strzelaniu z rewolweru, a tuż za podium (choć według innych źródeł nie został sklasyfikowany) w zwisie na tramie – przyrządzie gimnastycznym w kształcie poziomej belki. 

Srebro niczym złoto

W czasie tak wielkiego wydarzenia, jakim stały się igrzyska, nie mogło zabraknąć biletowych spekulantów, czyli popularnych „koników”. Bilety sprzedawano po zawyżonych cenach przed olimpijskimi arenami. W przeciwieństwie do biletowych spekulantów wolne zrobili sobie ateńscy kieszonkowcy. W efekcie czego nie odnotowano żadnego zgłoszenia o obrabowaniu. Dla porównania w 1893 roku na Wystawie Światowej w Chicago – porównywalnej wielkością z igrzyskami – aresztowano 845 osób i udaremniono 860 kradzieży. 

Czas wspomnieć o nagrodach. Triumfator maratonu – pod warunkiem, że zwycięży Grek – mógł liczyć na 20 tysięcy drachm, wóz z zaprzęgiem, stuletnie wino, tonę czekolady, na bezpłatne do końca życia usługi krawca, fryzjera i wikt w restauracji. Averoff zaoferował 100 tysięcy drachm i… rękę swojej córki. Z ożenku Spirydion Louis zrezygnował, ale nie zapomniał o swoim przyjacielu w więzieniu. Gdy król Grecji obiecał spełnić każde jego życzenie, Louis poprosił o darowanie przyjacielowi kary.

Co ciekawe, w Atenach nie wręczano złotych medali. Za pierwsze miejsce przysługiwał krążek srebrny, za drugie brązowy, a najniższe miejsce na podium było honorowane dyplomem. Wtedy jeszcze twórcy idei olimpijskiej zakładali, że najważniejsze nie jest zwycięstwo, ale „bycie obecnym” na igrzyskach – wielkim sportowym święcie. Sam udział należy uznawać za wielki sukces. Często o tym zapominamy wpatrzeni wyłącznie w triumfatorów i rekordzistów.