Robótki zamiast palenia

NAWYKI NIGDY NIE ZNIKAJĄ CAŁKOWICIE

Anna, 54-letnia lekarka z Poznania, odkąd zaczęła palić pod koniec studiów, nie wyobrażała sobie godziny bez papierosa. Staż w szpitalu, egzamin na pierwszy stopień specjalizacji, potem na drugi, nocne dyżury w pogotowiu – papierosy ułatwiały walkę ze stresem i zmęczeniem. „Pierwszy raz na dłużej udało mi się przestać, gdy zaszłam w ciążę. Zauważyłam wtedy, że gdy mam ochotę na papierosa i zajmuję ręce paczką chrupek kukurydzianych, odechciewa mi się palić” – opowiada Anna. „Szybko popadłam jednak w uzależnienie od chrupek. Gdy syn miał pół roku, zjadałam po dwie paczki dziennie i zamiast tracić na wadze po ciąży, przybierałam. Porzuciłam chrupki, wróciłam do palenia i schudłam”.

Wielokrotnie później próbowała zerwać z uzależnieniem, stosowała tabletki z nikotyną, ale zawsze wracała do nałogu. „To nie chodziło o samo uzależnienie od nikotyny. Olśnienie przyszło dwa lata temu, gdy moja niespełna dwuletnia wnuczka zaczęła bawić się w przebieranie lalek i poprosiła mnie o sukienki dla jej podopiecznych. W młodości uwielbiałam dziergać na szydełku. Po południu kupiłam dwa motki włóczki i wieczorem zasiadłam do roboty. Gdy trzy godziny później skończyłam dwie sukienki, mój mąż oderwał wzrok od filmu i powiedział ze zdumieniem: )Przez cały wieczór nie wypaliłaś ani jednego papierosa*. Sama się zdziwiłam. Rano do śniadania oczywiście zapaliłam, ale potem wzięłam robótkę do przychodni i zajęłam się sukienką także w przerwie, w czasie której zwykle palę. Zaczęłam z powrotem żuć gumy z nikotyną. Po ubrankach dla lalek wzięłam się za swetry dla rodziny, robię też serwetki. Czasem umawiam się z przyjaciółką, która lubi wyszywać. Mam towarzystwo i zajęte ręce, palę coraz mniej” – opowiada Anna. Odkryła, że nagrodą, która jest dla niej ważniejsza niż nikotyna, jest towarzystwo innych ludzi i poczucie zajęcia rąk.

Mechanizm tego zjawiska badali dziesięć lat temu naukowcy z New Mexico State University. Przebadali 266 osób, które uprawiały sport regularnie, by zrozumieć, dlaczego to robią i dlaczego w ogóle wpadły na ten pomysł. Odkryli, że wielu z badanych zaczęło biegać czy podnosić ciężary pod wpływem impulsu albo dlatego, że nagle mieli trochę wolnego czasu lub chcieli w ten sposób poradzić sobie z nagłym stresem, który pojawił się w ich życiu. Okazało się, że dla 92 proc. nagrodą jest zastrzyk endorfin, a dwóm trzecim sport dawał poczucie spełnienia – triumfowali za każdym razem, że wytrwali w postanowieniu do tego stopnia, że ćwiczenia stały się nawykiem. Pomagała im w tym wyraźna wskazówka, taka jak wkładanie butów do biegania zawsze przed śniadaniem albo zawieszanie stroju biegacza na brzegu łóżka, oraz wyraźna nagroda, taka jak obietnica smakołyku po przebiegnięciu określonego dystansu albo satysfakcja z wyniku.

Co ciekawe jednak, same te dwa czynniki nie wystarczą, by nowy nawyk się utrzymał. „Dopiero kiedy twój mózg zacznie oczekiwać nagrody – pragnąć endorfin czy poczucia sukcesu – wiązanie sznurówek każdego ranka się zautomatyzuje. Wskazówka, oprócz uruchamiania zwyczaju, musi jeszcze uruchamiać pragnienie pojawienia się nagrody, które staje się tak silne, że antycypuje samą nagrodę, zanim ją dostaniemy” – pisze Duhigg.

Psycholodzy, neurolodzy i psychiatrzy wciąż jeszcze nie mogą się nadziwić, jak to możliwe, że wielu ludzi w podobny sposób jak podróżująca przez pustynię Lisa Allen czy Anna jest w stanie diametralnie się zmienić w stosunkowo krótkim czasie. Za każdym razem, gdy Allen odwiedza pasjonujących się jej przypadkiem badaczy, pokazują jej najnowsze skany mózgu. Wynika z nich, że obszary, które są powiązane z ochotą na jedzenie i z głodem, są wciąż aktywne.