O jedną trzecią spadła też liczba ataków na funkcjonariuszy. Wydawało się więc, że złagodzenie wizerunku policjanta przynosi pozytywne efekty. Stróże prawa odarci z atrybutu władzy, jakim jest klasyczny mundur, stracili jednak bojowego ducha. Owszem, stali się milsi i bardziej kontaktowi, ale także mniej skuteczni. Unikali wchodzenia w niebezpieczne sytuacje, interweniowali tylko wtedy, gdy musieli. Zmalała też liczba chętnych do podjęcia pracy w policji.   Rezygnując z munduru, policja pozbawiała się symbolu, który decydował o jej sile i atrakcyjności. 

Ogłupiająca moc munduru

Fakt, że policyjne uniformy są zazwyczaj granatowe albo ciemnoniebieskie, nie jest przypadkiem. Barwy te budzą odpowiedni respekt, lecz nie wywołują tak silnych emocji jak czerń – wynika z raportu „Connotation of Color Names in the U.S., Europe and Asia”, podsumowującego wieloletnie badania nad postrzeganiem kolorów w różnych kulturach. Kolor ten zastrzeżony jest zatem dla formacji, które z założenia muszą być brutalne i bezwzględne, np. dla antyterrorystów. 

Trudno powiedzieć, czy kasjerka z wrocławskego banku zwróciła uwagę na kolor munduru mężczyzny, który dwa lata temu poprosił ją o wydanie 5 milionów złotych. Wiadomo tylko, że bez wahania przekazała mu worek z pieniędzmi. Mężczyzna wyszedł, wsiadł do furgonetki i… tyle go widziano. Kasjerka powinna zażądać podania hasła dnia albo kodu elektronicznego. Wystarczył jej jednak identyfikator, legitymacja (bez wątpienia fałszywa) i przede wszystkim mundur. Złamała procedury, a bez nich zachowała się zgodnie z wynikami głośnego eksperymentu amerykańskiego psychologa Leonarda Bickmana, który wykazał, że na widok munduru większość ludzi… przestaje myśleć.

Eksperyment polegał na proszeniu przypadkowych przechodniów o wykonanie różnych czynności: podniesienie leżącej torby, wręczenie nieznajomemu monety, przesunięcie się o kilka kroków w tył. Badacze sprawdzali reakcje na te polecenia w zależności od ubioru wydających je osób. Okazało się, że niemal wszyscy spełniali prośbę, gdy wydawał je człowiek w mundurze. Cywilów posłuchała niespełna połowa. 

„Mundur sam w sobie sygnalizuje autorytet i władzę” – tłumaczy dr Cisłak. „Nawet jeśli nic nie wiemy o człowieku, z którym mamy do czynienia, to jeśli nosi on mundur, jesteśmy bardziej skłonni podporządkowywać się wydawanym przez niego poleceniom”. Nabywamy tę skłonność od najmłodszych lat. Wyniki przeprowadzonych w  Wielkiej Brytanii badań wykazały, że dzieci – świadkowie przesłuchiwani przez policjantów w mundurze częściej identyfikowały niewłaściwą osobę jako sprawcę przestępstwa niż wtedy, gdy przesłuchujący był ubrany po cywilnemu. „Dzieje się tak dlatego, że w obliczu munduru świadkowie odczuwają większą presję i powstrzymują się z wyrażaniem wątpliwości, które zostałyby wyrażone w obliczu stroju cywilnego”  – tłumaczy dr Cisłak.

Markowe herby

Paradoksalnie, mundur i strój cywilny mają jednak wiele cech wspólnych. Podobnie jak uniform – firmowy dress code wzmacnia poczucie identyfikacji z firmą, a klientów przekonuje, że zajmuje się nimi ekspert. Dzięki „cywilnym mundurom” rozpoznajemy, kto wybiera się na dyskotekę, kto do kościoła, a kto na paradę równości. Przywiązanie członków subkultur do określonych ubraniowych kodów pomaga im zamanifestować poglądy, odróżnić się od ludzi myślących inaczej.

Fakt, że ubraniowe schematy przypisujemy nie tylko subkulturom, ale i rasom, udowodniła we wrześniu 2011 r. interdyscyplinarna grupa  naukowców pod kierownictwem psychologa Jonathana B. Freemana z Tufts University. 

Zadaniem  badanych przez nich ochotników było określenie koloru skóry pojawiających się na ekranach osób. Choć nie zawsze było to zgodne z prawdą, osoby ubrane w stroje biznesowe były określane jako białe, a te w strojach dozorcy jako czarne. Okazało się, że w tym przypadku dominującą rolę w tworzeniu stereotypów pełniły ubrania, pojmowane jako sygnały społecznego statusu. 

Zdarza się, że aby zasygnalizować swój społeczny status, nie wystarczy po prostu się ubrać. Liturgiczne szaty czy sędziowska toga wymagają odpowiedniego poruszania się, postawy i kontrolowania gestów. Zdarza się też, że zaznaczenie statusu jest zuchwałe, jak w przypadku operetkowych strojów despotów, które wręcz krzyczą: „Ja tu rządzę!”, albo ordynarne, którego zwolennikiem był na przykład rosyjski arystokrata książę Grigorij Potiomkin. W czasach, gdy urzędnik niższej rangi zarabiał 4 ruble miesięcznie, on paradował w stroju galowym wartym 25 tys. rubli. W przeliczeniu na dzisiejsze warunki to ponad 10 mln złotych.