34 zakładników wziął w 2010 roku bandyta, który napadł na bank BBV w Limie. Po kilku godzinach nieudane negocjacje zakończył policyjny snajper, strzelając mu w czoło. O wiele bardziej dramatyczny przebieg miał napad na oddział Deutsche Bank w Gladbeck (Niemcy) w 1988 roku. Dwaj uzbrojeni bandyci zrabowali wówczas 300 tys. marek i uprowadzili dwóch pracowników banku, z którymi odjechali autem. Na autostradzie do Bremy zatrzymali autokar, biorąc kolejnych 32 za- kładników. Gdy policjanci dopadli na stacji benzynowej wspólniczkę porywaczy, ci zastrzelili jednego z pasażerów i zagrozili zabiciem drugiego, jeśli policja nie wypuści dziewczyny. Żądanie zostało spełnione. Dwa dni po napadzie porywacze dotarli do Holandii. W wyniku negocjacji wypuścili 12 zakładników i zgodzili się na przesiadkę do innego auta. Zostali zatrzymani w czasie pościgu, w którego trakcie zginęła jeszcze jedna zakładniczka. Napad ten okazał się rekordowy także z powodu długości przetrzymywania zakładników (54 godziny) oraz ilości błędów popełnionych przez policję. Okazało się, że samochód podstawiony porywaczom można było zdalnie unieruchomić za pomocą pilota. Funkcjonariusze nie zrobili tego, bo… zapomnieli zabrać go ze sobą.