Im dłużej trwały walki, tym większym problemem stawały się rabunki dokonywane na ludności cywilnej. W specjalnym rozkazie dowodzący powstaniem gen. „Monter" (Antoni Chru­ściel) alarmował dowódców poszczególnych ugrupowań, że grupy uzbrojonych żołnierzy „grasują we wszystkich dzielni­cach i dopuszczają się gwałtów wobec bezbronnej ludności".

FRYZJER ŻANDARMEM

Władysław Sieroszewski (zmarł w 1996 r. w wieku 96 lat), przedwojenny prokurator Sądu Najwyższego, przez całą okupację był przewodniczącym (pseudonim „Sabała") Wojskowego Sądu Specjalnego Warszawskiego Obszaru AK, a od połowy sierpnia 1944 r. aż do kapitulacji walczących sze­fem Służby Sprawiedliwości Warszawskiego Korpusu AK. Był pierwszym, który po latach rządów Bieruta w Polsce publicznie przedstawił zdarzenia niekorzystne dla powstańczego mitu. W tekście „Służba Sprawiedliwości w Powstaniu Warszaw­skim" (Prawo i Życie nr 7/1956) napisał m.in. o „kryminalnej tronie" powstania: „Powstawały całe szajki gangsterskie terroryzujące lud­ność, wymuszające od niej okupy, lub też najzwyczajniej szabrujące jej mienie". Nie najlepiej też oceniał powstańcze żandarmerie.

Po wielu latach - kiedy wreszcie otwarto archiwa - Janusz Marszalec w 1999 r. opublikował pracę „Ochrona porządku i bezpieczeństwa publicznego w Powstaniu Warszawskim". Zburzyła idealistyczny i romantyczny wizerunek powstania. W rzeczywistości pokry­wał się z tym, co pół wieku wcześniej stwierdził szef powstańczej Służby Sprawiedliwości.

Sieroszewski twierdził, że w po­szczególnych odciętych dzielnicach miasta, do których był utrudniony do­stęp z zewnątrz, oddziałki żandarmów „pozwalały sobie na akty samowoli w stosunku do mieszkańców". „Sabała" podał jako przykład „kapitana »Sępa«", działającego na Górnym Czerniakowie. Zorganizował placówkę żandarmerii, która w ocenie Sieroszewskiego „sta­ła się placówką szantażu i grabieży". O „Sępie" wspominają w pamiętnikach kombatanci z Czerniakowa. „W pierw­szych dniach sierpnia inicjatywę na Czerniakowie przejął podający się za kapitana WP kapral Izydor Sosnowski »Sęp« . Podporządkowała mu się część tamtejszych oddziałów powstańczych, w tym grupa »Jelenia« (nazwisko nie­znane). »Jeleń« na rozkaz »Sępa« objął funkcję szefa żandarmerii Czerniakowa” - pisze Janusz Marszalec.

Sosnowski, mężczyzna trzydziestokilkuletni, przed wybuchem powstania nie miał nic wspólnego z konspiracją. Prowadził mały zakład fotograficzny przy ul. Czerniakowskiej 125. Pierwsze­go dnia walk Izydor Sosnowski pojawił się na czele 15-osobowego oddziałku złożonego z członków „Miecza i Pługa" - organizacji mającej niezbyt dobrą opi­nię. Miał na sobie przedwojenny mun­dur z dystynkcjami kapitana. Sosnow­ski stał się ważną postacią na Górnym Czerniakowie. 6 sierpnia zorganizował „defiladę sił zbrojnych" na ul. Solec. Jak podaje Tadeusz Grigo („Powiśle Czer­niakowskie 1944"), nawet nie starał się nawiązać łączności z dowództwem AK. Okazało się, że był watażką o kryminal­nych skłonnościach.

Ludzie „Sępa" i „Jelenia" terro­ryzowali całą okolicę, konfiskowali mienie folksdojczów, aresztowali ludzi i wymuszali okupy. Zwykle byli pijani; w ich rękach znalazł się magazyn wy­twórni wódek przy ul. Łazienkowskiej.

3 sierpnia na podstawie niepotwierdzo­nego donosu Sosnowski zorganizował publiczny proces kobiety oskarżonej o utrzymywanie intymnych stosun­ków z Niemcami. Na oczach rozra­dowanych widzów ogolono jej głowę i wychłostano.

Rankiem 7 sierpnia 1944 r. do bramy „Polskiej Fabryki Siatek" przy ul. Przemysłowej 32 dobijało się pię­ciu uzbrojonych mężczyzn. Wołali: „Otwierać, tu żandarmeria!". Obrzucili przekleństwami dozorcę Matulę, który po otwarciu bramy otrzymał cios kolbą pistoletu w głowę. „Ja was wszystkich każę powystrzelać!" - groził „Sęp". Był nietrzeźwy. Kazał się zaprowadzić do prywatnego mieszkania dyrektora fa­bryki Edwarda Ledóchowskiego. Uzbro­jeni mężczyźni wbiegli do mieszkania Ledóchowskiego. Wszystkim obecnym kazano podnieść ręce do góry i wśród przekleństw i wyzwisk spędzono ich do jednego pokoju. Edward Ledóchowski, . porucznik rezerwy 1. Pułku Szwoleżerów, oficer AK, który w dniu wybuchu powstania dowodził 20-osobowym od- działkiem atakującym Niemców w szko­le im. Batorego, zapytał Sosnowskiego, o co mu chodzi. „Sęp" strzelił do niego, zabijając na miejscu, na oczach żony i dzieci. Potem kilkunastoletniemu syno­wi dyrektora przyłożył pistolet do głowy i wykrzykiwał, że go zabije; w tym czasie napastnicy rewidowali pomieszczenia. W końcu „Sęp" i jego ludzie opuś­cili dom, polecając ofiarę „zakopać, jak psa na podwórzu".

LUDNOŚĆ WARSZAWY

Analizy postaw społecznych w stolicy dokonane na zlecenie Delegatury Rządu, jeszcze w 1942 r. wyróżniły trzy kategorie: „Warszawa Kowalskich” - szacowana na ok. 70% mieszkańców, czyli 700 tys. ludzi (ozna­czeni na diagramie kolorem czerwonym); „Warszawa heroiczna” - zaangażowani w różne formy walki z okupantem stanowili ok. 25%, czyli ok. 250 tys. miesz­kańców (oznaczeni kolorem pomarańczowym); a także „Warszawa haniebna” - pół­światek, zawodowi złodzieje i kryminaliści, spekulanci, folksdojcze, współpracujący z Niemcami; oceniano, że takich ludzi było ok. 5%, czyli ok. 50 tys. (oznaczeni kolorem szarym). Część osób tej kategorii na pewno znalazła się w szeregach powstańców.