Który filozof miał tylko pięciu studentów?

Arthur Schopenhauer. I to na własną prośbę. Choć przez całe życie cierpiał z powodu tego, że współcześni mu ludzie go nie doceniają, to gdy w roku 1820 w wieku 32 lat dostał szansę wykładania na uniwersytecie berlińskim zrobił wszystko, by na jego zajęcia nie przyszło zbyt wielu studentów. A właściwie zrobił jedno: z premedytacją ustalił dzień i godzinę wykładu w tym samym czasie, w którym wykładał Hegel – znienawidzona przez Schopenhauera filozoficzna megagwiazda tamtych czasów. Hegla słuchało ponad dwustu studentów, Schopenhauera pięciu. Akademicka kariera tego drugiego legła w gruzach, a sławę uzyskał dopiero pod koniec życia.