Naukowcy z Uniwersytetu Alabamy (USA) przeprowadzili dość nietypowe badanie (DOI: 10.1002/ajhb.22847). Do udziału w nim zaprosili klientów studia tatuażu, a następnie pobrali od nich próbki śliny przed i po wykonaniu zabiegu. Doszli do wniosku, że stres towarzyszący robieniu pierwszego tatuażu osłabia układ odpornościowy i czyni go podatniejszym na infekcje. Jednak każdy kolejny zabieg wzmacnia organizm i pozwala mu skuteczniej bronić się przed chorobami.

Badacze mierzyli w ślinie badanych stężenie immunoglobuliny A (czynnika biorącego udział w obronie organizmu) i kortyzolu (hormonu stresu). Zaobserwowali, że u osób poddających się pierwszemu zabiegowi w studiu tatuażu poziom immunoglobuliny A znacznie spadał. Tak wyraźny spadek nie występował już u osób, które robiły sobie kolejny tatuaż – były one bardziej odporne na działanie stresu i infekcje.

„Robienie sobie tatuażu nie tylko boli, ale może być wyczerpujące. Łatwiej się wtedy przeziębić, bo stres towarzyszący tej sytuacji osłabia obronę organizmu” – tłumaczy jeden z autorów badania dr Christopher Lynn.