„Takie podejście do spraw łóżkowych to jeden z objawów infantylizmu, coraz częściej obserwowanego u osób nawet po 35. roku życia” – mówi psycholog Izabela Kielczyk. Wynika on z tego, że gdy po latach samotności próbujemy wejść z kimś w głębszą relację, brak nam nabytych po drodze doświadczeń, jesteśmy emocjonalnie o kilka lat młodsi, niż wskazywałaby metryka. „To dlatego kobiety koło trzydziestki, których ostatni w miarę poważny związek skończył się na początku studiów, niczym nastolatki marzą o księciu na białym koniu, w spotykanych mężczyznach szukają ideału. Jeśli go nie znajdują, idealizują tych, którzy są w zasięgu, co przeważnie kończy się przynajmniej rozczarowaniem” – dodaje Kielczyk.

Jak sobie radzić z tymi wszystkimi problemami, jak pogodzić pracę, czas na hobby czy przyjaciół z sypialnią? Do psychoterapeutów i seksuologów zwraca się w tej sprawie coraz więcej ludzi. Przed zdecydowaniem się na taki krok można jednak samemu spróbować sobie pomóc. Jacek Santorski zna sposob, którym dzieli się ze swoimi pacjentami: „Na początek weź symboliczny prysznic po pracy i całkowicie zmień ubranie, z bielizną włącznie. A potem stwórz całościowy, jednorodny projekt życiowy, samodzielnie lub wspólnie z partnerem, który – tak jak ty – pragnie sukcesu w różnych sferach życia: materialnej, profesjonalnej, emocjonalnej. Cele rodzinne i zawodowe muszą być w tym projekcie zharmonizowane”. Z czasem dostrzeżesz, że nie tylko praca, ale i związek przynosi wiele satysfakcji. W końcu, jak powiedział ktoś mądry, jeszcze nikt na łożu śmierci nie żałował, że nie spędzał więcej czasu w biurze.

Jak odnieść sukces w sypialni

Radzi Ian Kerner, amerykański seksuolog, autor książek „Jej orgazm najpierw”, „Jego orgazm później” i czekającej na polskie wydanie „Miłości w czasach kolki”

Magazyn „Coaching”: „Odnoszę sukcesy zawodowe, ale w życiu prywatnym krucho” – ma odwagę przyznać coraz więcej ludzi. Co stoi na przeszkodzie, by w sypialni szło nam równie dobrze jak w biurze?

Ian Kerner: Ciągle miotamy się między kolejnymi punktami z listy spraw do załatwienia. Praca, dzieci, niewyspanie – wszystko to powoduje, że nasze związki lądują na samym dole tej listy. Dlatego warto się upewnić, czy wszystkie nasze obowiązki codzienne: płacenie rachunków, wychowywanie dzieci, czysty dom, nie są na naszej liście ważnych spraw wyżej niż nasze związki.

Gdzie na tej liście powinien być seks?

I.K.: Problem polega na tym, że nawet jeśli para spełnia się świetnie w roli rodziców, bez seksu ich związek staje się słaby, podatny na ciosy z zewnątrz. Mówią, że seks to nie wszystko – OK, ale wtedy, gdy w ogóle się go uprawia! A jeśli jesteśmy cały czas zestresowani, wpływa to na nasz seks, a wtedy on sam również staje się źródłem dodatkowych konfliktów – to zresztą jeden z głównych tematów kłótni, częstszy nawet niż pieniądze i obowiązki domowe. No i koło się zamyka.

Jak więc się wyrwać z impasu?

I.K.: Obie strony muszą znowu uznać seks za priorytet. Muszą zacząć się poświęcać, by zredukować poziom stresu w codziennym życiu tak bardzo, jak to możliwe. Na to powinna być skierowana energia w związku, a nie na wzbudzanie poczucia winy czy wymówki, że jesteśmy zbyt zajęci.

Co dalej?

I.K.: Radzę parom, by próbowały uprawiać seks raz w tygodniu. Zwolnić może ich z tego jedynie choroba albo nowo narodzone dziecko. Czy planujecie nocną randkę, czy po prostu chcecie spędzić trochę czasu razem, jak dzieciaki są już w łóżkach, spróbujcie poświęcić drugiej osobie przynajmniej jedną noc w tygodniu. Stwórzcie nowy rytuał. Nawet jeśli będziecie trochę zestresowani, zbliży was to do siebie i stopniowo zaczniecie dostrzegać coraz więcej korzyści zarówno dla waszych ciał, jak i umysłów.

Brzmi prosto, ale przecież wiele par skarży się, że stres wysysa z nich wszelką namiętność, a jeśli idą do łóżka, mają wrażenie, że ich druga połowa cały czas ma w głowie „tryb praca” i traktuje „łóżko” jako jeszcze jedno zadanie do wykonania.

I.K.: To prawda. Stres jest wszędzie, dotyka coraz więcej aspektów życia. W zbyt dużej dawce może nawet ostudzić pożądanie. W takich wypadkach warto pamiętać, że choć seks jest ważny w związku, to nie powinien być decydujący. Niekiedy nasze ciała wiedzą, co dla nas najlepsze, i czasowe odstawienie współżycia na boczny tor może pomóc tobie i twojej drugiej połowie skoncentrować się na innych pilnych sprawach do załatwienia albo po prostu na wyciszeniu się i „naładowaniu akumulatorów”.