Potem im więcej czasu młodzi ojcowie spędzali z niemowlęciem, tym poziom testosteronu był niższy – mówi prof. dr hab. Grażyna Jasieńska i tłumaczy, że te zmiany mają głęboki sens, bo wychowanie ludzkiego dziecka jest procesem długotrwałym i kosztowym, wymagającym zaangażowania wielu osób. Testosteron natomiast jest hormonem, który stymuluje współzawodnictwo, skłania ku poszukiwaniom kolejnych partnerek, co nie sprzyja opiece nad potomstwem. – Zaskakująca jest reakcja mężczyzn na wyniki tych badań. Okazuje się, że niektórzy bardzo się martwią spadkiem testosteronu i pytają, czy nie powinni go uzupełniać. Myślę, że obawiają się o swoją męskość. Niepotrzebnie, bo poziom testosteronu w społeczeństwach zachodnich jest bardzo wysoki, o wiele wyższy niż w krajach rozwijających się czy nawet w paragwajskim plemieniu Ache, gdzie mężczyźni chodzą na polowania – mówi prof. dr hab. Grażyna Jasieńska.

TWORZENIE WIĘZI

Bardzo ciekawego odkrycia dokonali też izraelscy naukowcy z Uniwersytetu Bar-IIan razem z amerykańskimi badaczami z Uniwersytetu Yale. Po dwukrotnym przebadaniu 80 par, które właśnie po raz pierwszy zostały rodzicami (6 tygodni i 6 miesięcy po porodzie), zauważyli, że u zaangażowanych ojców poziom oksytocyny jest taki sam jak u ich partnerek. Hormon jest znany głównie z tego, że pomaga kobiecie urodzić dziecko (wzmaga skurcze), a potem karmić je piersią. To właśnie on był uważany za główny „składnik” instynktu macierzyńskiego.

Nazywany jest często hormonem miłości lub przywiązania. Co więcej, okazało się, że kwadrans bliskości matczynej lub ojcowskiej z niemowlakiem prowadzi do wzrostu poziomu oksytocyny nie tylko u każdego z rodziców, ale też u dziecka, a to wszystko sprzyja tworzeniu się więzi. Dr Eyal Abraham i prof. Ruth Feldman – naukowcy, którzy zajmowali się badaniem tego zjawiska – uważają, że odkrycia związane z oksytocyną i rodzicielstwem wskazują, że ojcowie są biologicznie w takim samym stopniu jak matki przygotowani do opieki nad niemowlęciem. – Bardzo długo sądzono, że niemowlę ma zdolność tworzenia więzi tylko z jedną osobą, najczęściej matką. Ta idea monotropizmu stała się przedmiotem burzliwych dyskusji i zainspirowała wiele badań. Dziś już wiemy, że niemowlę świetnie sobie radzi w triadzie i to ona właśnie jest dla niego optymalna – mówi psycholożka dr hab. Grażyna Kmita z Katedry Psychologii Klinicznej Dziecka i Rodziny Uniwersytetu Warszawskiego. I tłumaczy, że nie chodzi o to, by rodzice wyrywali sobie niemowlę z rąk, tylko by dostarczali mu różnorodnych doświadczeń, współdziałali ze sobą i się uzupełniali. Reagowali na jego potrzeby i sygnały, spędzali z nim czas.

Nie chodzi o to, by patrzeć na relacje: matka-dziecko, ojciec-dziecko, jakby dotyczyły dwóch różnych planet, tylko jak na całość, w której wszystkie relacje wzajemnie na siebie oddziałują. – Nie chciałabym jednak by zabrzmiało to deterministycznie – zaznacza dr hab. Grażyna Kmita. – Brak ojca nie prowadzi prostą drogą do nieprawidłowości, bo na szczęście istnieje wiele mechanizmów chroniących ludzki rozwój. Zwłaszcza że w tej triadzie zamiast ojca może się znaleźć inna dorosła osoba, np. babcia czy ciotka. Natomiast sytuacja, gdy dziecko może czerpać z obojga rodziców, jest dla niego optymalna. Dziś mamy już bardzo dużo badań, które potwierdzają pozytywny związek między zaangażowaniem ojca a rozwojem poznawczym, społecznym i emocjonalnym dziecka. Chodzi zarówno o zaangażowanie bezpośrednie – w formie codziennych interakcji z dzieckiem, jak i pośrednie – okazywanie mu troski, poczucie odpowiedzialności za nie, wspieranie jego kontaktów z innymi. Naprawdę rolę ojca trudno jest przecenić.