Ponad rok po wyniesieniu na orbitę statku Korabl-Sputnik 1 (1960) Reuters poinformował, że na pokładzie rakiety był też człowiek o nazwisku Zawadowskij, któremu nie udało się wrócić. Amerykanie powoływali się na pułkownika sił powietrznych USA Barneya Oldfielda. USA posiadały już wówczas aparaturę szpiegowską, zdolną śledzić część posunięć kosmicznych ZSRR. Nie ma wątpliwości, że Zawadowskij był postacią autentyczną – w 1959 r. tygodnik „Ogoniok” opublikował jego fotografię w grupie lotników oblatywaczy. Po depeszy Reutersa radziecka prasa milczała. „Ogoniok” nie pokazał nowego zdjęcia Zawadowskiego, by rozwiać plotki. W 2002 r. w jednej z rosyjskich gazet ukazał się wywiad z kobietą, która przedstawiała się jako wdowa po  Zawadowskim. Przyznała, że jej mąż pracował jako pilot eksperymentalny w Instytucie Medycyny Lotniczej i Kosmicznej i był związany z radzieckim programem rakietowym. Nigdy jednak nie poleciał w kosmos i zmarł, dożywszy starości. Aleksander Żelezniakow uważa, że historia Zawadowskiego może być przykładem poprawiania historii i biografii, co w programie kosmicznym ZSRR było na porządku dziennym.

11 października 1960 r., ponad cztery miesiące po rzekomej śmierci Zawadowskiego, włoski  dziennik „Corriere della Serra”, powołując się na poufne źródła, poinformował, że podczas radzieckiej próby z nowym aparatem orbitalnym zginął pułkownik Piotr Dołgow. Po raz pierwszy informację o śmierci swojego kosmonauty podała też Moskwa, tyle że dwa lata później. W komunikacie ogłoszono, że Dołgow miał wypadek w listopadzie 1962 r. podczas stratosferycznego skoku spadochronowego z wysokości 28 km. Być może historia o zaginionych kosmonautach to tylko jedna z legend zimnej wojny. Być może informacje o śmierci na orbicie fabrykowali Amerykanie. Możliwe, że walcząc o kolejne granty na rozwój stacji nasłuchowej, konfabulowali też bracia Cordiglia. Jednak wątpliwości i dziwnych zbiegów okoliczności jest aż nadto, by stawiać pytanie, czy świat zna prawdę o podboju kosmosu. O zwycięstwie ZSRR w wyścigu do gwiazd świat usłyszał w komunikacie radiowym, który zaczynał się od słów: „Tu mówi Moskwa, pracują wszystkie radiostacje Związku Radzieckiego. Czas Moskiewski godzina 10 dwie minuty”. Później powiadomiono o wyczynie  kosmonauty Gagarina. Komunikat został opracowany na podstawie depeszy agencji TASS. Wśród ludzi pracujących przy sowieckim programie kosmicznym rozpowszechniona jest historia o tym, że przekazano TASS trzy komunikaty. Każdy na wypadek innego rozwoju wypadków. Znamy ten o sukcesie. Jak brzmiały pozostałe, których nie usłyszał nikt?