KOMPUTER ALBO KORAN


Badania neuropsychologiczne wykazały już dawno, że droga do wygaszenia lęków obejmuje konfrontację z traumatycznymi wspomnieniami, swoiste stawienie im czoła (inaczej niż w depresji, gdzie taka psychoterapia mogłaby być wręcz szkodliwa). Jak jednak sprawić, by pacjent z PTSD mógł doświadczyć ponownie traumy w sposób „namacalny”, a zarazem bezpieczny? Naukowcy z Institute for Creative Technologies na University of Southern California stworzyli aplikacje rzeczywistości wirtualnej leczące lęk wysokości i lęk przed lataniem, a niedawno także „Wirtualny Irak”. Znerwicowany weteran zasiada w skomputeryzowanej kapsule i może znów przeżyć np. atak partyzantów na konwój. Nie wiemy, co się dzieje w mózgu osoby poddawanej takiej terapii, ale wiadomo, że to działa!

Nie jest to jednak opcja dla ofiar wojen i terroryzmu w biednych i zacofanych rejonach świata. Im pozostają religia i magia, które nadal okazują się zadziwiająco skuteczne. Dowodzi tego przykład Kaszmiru – kraju, w którym zespół stresu pourazowego występuje rekordowo często. To skutek trwającej od dziesięcioleci wojny partyzanckiej islamskich separatystów z indyjską armią. Lekarstwem na PTSD jest tu sufizm – powstała w XIV w. w Azji Środkowej odmiana islamu. Jej wyznawcy wierzą w niezwykłą moc uzdrawiania „wybrańców”. Ich rytuały polegają na głośnym odczytywaniu wersetów Koranu, dmuchaniu w butlę z wodą i przeciąganiu paciorków modlitewnych nad miejscem chorym, np. głową czy plecami, aby uwolnić je od napięć. Dla uspokojenia uzdrowiciele palą na węglu drzewnym specjalne zioła i wykonują amulety, które składają się z zapisanych wersetów Koranu noszonych na piersi, by „uleczyć wątpiące serce”.

Pomoc „wybrańców” staje się mniej magiczna, kiedy uświadomimy sobie, że w wielu przypadkach przypomina regularną psychoterapię. Ale jedno i drugie jest czasochłonne, a na dodatek bardzo wiele zależy tu od terapeuty. Dlatego ofiarom PTSD pozostaje oczekiwanie na pigułkę, która skutecznie pomoże im rozstać się z koszmarem.