To skutek trwającej od dziesięcioleci wojny partyzanckiej islamskich separatystów z indyjską armią. Lekarstwem na PTSD jest tu sufizm – powstała w XIV w. w Azji Środkowej odmiana islamu. Jej wyznawcy wierzą w niezwykłą moc uzdrawiania „wybrańców”. Ich rytuały polegają na głośnym odczytywaniu wersetów Koranu, dmuchaniu w butlę z wodą i przeciąganiu paciorków modlitewnych nad miejscem chorym, np. głową czy plecami, aby uwolnić je od napięć. Dla uspokojenia uzdrowiciele palą na węglu drzewnym specjalne zioła i wykonują amulety, które składają się z zapisanych wersetów Koranu noszonych na piersi, by „uleczyć wątpiące serce”.

Pomoc „wybrańców” staje się mniej magiczna, kiedy uświadomimy sobie, że w wielu przypadkach przypomina regularną psychoterapię. Ale jedno i drugie jest czasochłonne, a na dodatek bardzo wiele zależy tu od terapeuty. Dlatego ofiarom PTSD pozostaje oczekiwanie na pigułkę, która skutecznie pomoże im rozstać się z koszmarem.

Żołnierz idealny?

Osoba pozbawiona ciała migdałowatego nie bałaby się niczego, byłaby całkowicie pozbawiona pamięci emocjonalnej i nieludzko obojętna na wszystko. Czy tak będzie wyglądać żołnierz przyszłości? „Żołnierz powinien mieć sumienie, a zarazem musi myśleć efektywnie” – mówi Gary Hazlett, psycholog z Yale University. Takie efekty może dać zażywanie dwóch substancji – dehydroepiandrosteronu (DHEA ) i neuropeptydu Y (NPY). Chronią one mózg przed szkodliwym wpływem hormonów stresu, ale nie niwelują ich pobudzającego działania. Być może taka profilaktyka w przyszłości będzie chronić żołnierzy także przed PTSD, które znacznie częściej występuje u tych, którzy łatwo „tracą głowę” na polu walki.