Pułapka cudzych potrzeb 

NADAJĄC WŁASNE ZNACZENIE SŁOWU "WYSTARCZY", BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWY

Jak nie wpaść w pułapkę zastawioną przez przekonanie „ciągle mam niewystarczająco”? Przede wszystkim warto stworzyć precyzyjną definicję tego, co to dla mnie znaczy finansowy dobrostan. Ile pieniędzy potrzebuję, by zaspokajać swoje najważniejsze potrzeby? Z pozoru to pytanie może się wydawać proste: w końcu każdy z nas ma swoje cele i marzenia o tym, co chciałby mieć. Moja pierwsza odpowiedź była następująca: by czuć finansowy dobrostan, chcę mieć willę z ogrodem, samochód i pieniądze na minimum dwie egzotyczne podróże rocznie. Ale za chwilę złapałam się na tym, że tak naprawdę to, czego chcę, oznacza, że chcę także kredyt na willę, samochód i ich utrzymanie, większy stres w pracy (bo co miesiąc trzeba zarobić na kredyt), ograniczenie pieniędzy na drobne, codzienne przyjemności takie jak kino, teatr, restauracja (bo spłacam kredyt), a do tego mnóstwo czasu spędzonego w korkach na dojazdach (bo raczej nie będzie mnie stać na dom w centrum miasta). Czy rzeczywiście tego potrzebuję? Czy to faktycznie pozwoli mi się dobrze poczuć?

Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że jednak to nie są moje prawdziwe potrzeby. Że tak naprawdę wolę mieć małe mieszkanie w Warszawie, w którym teraz mieszkam (bo jest tanie w utrzymaniu i nie wymaga wzięcia kredytu, a dojazd z centrum zajmuje 10 minut), że zamiast utrzymywać samochód, wolę jeździć taksówką (gdy się spieszę lub nie mam dobrego dojazdu) czy autobusem (gdy mam czas i dobre połączenie). Okazało się, że tak naprawdę jedyną prawdziwą potrzebą z tych, które początkowo wypisałam, są podróże: kocham odwiedzać egzotyczne miejsca, za nic nie chciałabym z tego zrezygnować, ważne jest też dla mnie, by zawsze mieć na koncie pieniądze, które mogę przeznaczyć na spontaniczną podróż, gdy trafi się tani lot. Podobnie bardzo sobie cenię możliwość wydawania bez większych ograniczeń na kulturę, rozrywkę i dobre jedzenie.

Uświadomiłam sobie, czym jest dla mnie finansowy dobrostan oparty na moich własnych potrzebach. Co więcej, zdałam sobie sprawę, że już go mam. Że dopóki mam niskie koszt y życia, nieprzek raczające przychodów, i  trochę oszczędności, mogę zaspokajać wszystkie moje najważniejsze potrzeby. Odkryłam, że tak naprawdę mniej znaczy więcej – im mniej wydaję na rzeczy, tym więcej mam pieniędzy na dobre życie i faktyczne odczuwanie dobrobytu.

W książce „Sztuka prostoty” Dominique Loreau pisze: „Prostota to równowaga, to umiejętność mierzenia stopnia, w jakim ważny jest dla nas świat materialny i skutecznego korzystania ze szczęścia, które się nadarza, mądre używanie czasu, pieniędzy i własności (…). Nadając własne znaczenie słowu »wystarczy«, będziesz szczęśliwy. Wystarczy, by żyć; wystarczy, by się wyżywić; wystarczy, by być zadowolonym”. Jeśli chcemy odczuwać finansowy dobrostan już teraz, warto zmierzyć się z przekonaniem mówiącym o tym, że „nie mamy wystarczająco” – bo sami też mamy moc nadawania słowom znaczeń i wyznaczania własnych kryteriów. Zależnie od tego, jak ustawimy poprzeczkę bycia bogatym, tak będziemy się czuć.