Nowa ustawa hazardowa, czyli (nie)koniec szarej strefy

Nowa ustawa hazardowa, nowelizacja ustawy hazardowej czy ustawy o grach hazardowych… zwał jak zwał, istotne jest to, co ów dokument miał ze sobą przynieść. A miał przynieść wiele zmian – dla jednych zbawiennych, dla innych wręcz przeciwnie.

Zacznijmy od początku. W ostatnich latach rynek zakładów bukmacherskich kwitł w najlepsze - wiele możliwości, wielu bukmacherów i nie mniej graczy. Kilku bukmacherów zarejestrowanych w Polsce, odprowadzających podatek i mających swoje punkty oraz znacznie więcej serwisów bukmacherskich oferujących obstawianie przez Internet. Lokali tych drugich na próżno było szukać w polskich miastach, ale co z tego, jeśli korzystając z ich usług nie trzeba było się martwić podatkiem od stawki, a wygrane były po prostu wyższe.

Uczciwie działających bukmacherów w Polsce, a więc rozliczających się ze swojej działalności, była garstka. Większość stanowiły firmy zagraniczne, zarejestrowane w tzw. rajach podatkowych, takich jak Malta czy Gibraltar i to one cieszyły się największą popularnością wśród polskich graczy. Skutek? Klienci obstawiali, bukmacherzy zarabiali, po cichu wyprowadzając pieniądze za granicę, a szara strefa rosła i rosła…aż urosła do pokaźnych rozmiarów. W 2017 roku szacowano, że szara strefa osiągnęła poziom 90%, a więc z 7-8 miliardów złotych rocznie, pochodzących z zakładów bukmacherskich, zaledwie 0,5 miliarda było owocem legalnej działalności. Dopiero takie liczby uświadamiają skalę problemu.

Jest problem, trzeba mu zaradzić. Sposobem na nielegalnych bukmacherów miało być wprowadzenie specjalnych zapisów do ustawy o grach hazardowych z 2009 roku. Nowe postanowienia kategorycznie zabraniają działalności nielicencjonowanych firm bukmacherskich i dopuszczają jedynie te, które uzyskały wydawaną przez Ministra Finansów licencję. Nagle, po wejściu w życie nowego prawa, z kilkudziesięciu bukmacherów, zrobiło się zaledwie kilku. Takich, którzy są zarejestrowani w Polsce, mają tu swoją siedzibę, realizują politykę odpowiedzialnej gry i przede wszystkim odprowadzają podatki. Od tej chwili miało być już tylko lepiej.

Legalny znaczy gorszy?

Co na to gracze? W większości niepocieszeni, zawiedzeni, sfrustrowani – w końcu rządzący odebrali im ulubionych bukmacherów i w zamian proponują same „gorsze” rozwiązania. Tak przynajmniej na początku uważano i nic dziwnego. Kiedy zabierze się komuś coś na siłę, odruchowo pojawia się sprzeciw, a refleksja przychodzi dopiero później.

Analizując ofertę legalnych bukmacherów oczywiście można dostrzec pewne rozbieżności między tym, co mamy teraz, a tym, co proponowali nielegalni bukmacherzy, jednak operatorzy z licencją stają na głowie, aby dogodzić polskim klientom. Zaczynając od oferty, przez udogodnienia takie jak aplikacja, po promocje. Przykład? Szereg akcji niwelujących tak ciążący nad graczami podatek od stawki. Po spełnieniu określonych warunków klientowi zostaje dodany do kuponu współczynnik ponoszący ewentualną wygraną.

Ponadto bukmacherzy z koncesją (lista: http://zagranie.com/bukmacherzy) dbają o to, aby polscy gracze znaleźli w ich ofercie wszystko, czego potrzebują – nieważne czy to będą typy na największe spotkania nagłaśniane na całym świecie czy na popularne tylko w Polsce mecze żużlowe. Strony internetowe, aplikacje mobilne, metody płatności, obsługa klienta – wszystko to jest dostosowane do potrzeb gracza właśnie z Polski.

Więcej na temat legalnych bukmacherów można dowiedzieć się z takich portali specjalizujących się w tematyce sportowej i bukmacherskiej, jak Zagranie.com. Każdego dnia czytelnicy Zagranie otrzymują dawkę przedmeczowych analiz wzbogaconych typami i ofertą operatorów.

Nielegalni bukmacherzy, nieustraszeni bukmacherzy

Ale wróćmy do tego, co ostatnimi czasy pojawia się na językach osób związanych z branżą zakładów bukmacherskich. Mówi się o powrocie nielegalnych bukmacherów do Polski. I w tym miejscu trzeba wyjaśnić dwie kwestie.

Po pierwsze, nielegalni bukmacherzy wcale nie są nielegalni, ogólnie rzecz biorąc. Są nielegalni w Polsce, dlatego potocznie są tak określani przez polskie środowisko bukmacherskie, jednak w innych krajach obstawianie w tych firmach może być dozwolone.

Po drugie, nie można wrócić, jeśli się wcześniej nie wyszło. W typie idealnym ustawa hazardowa miała spowodować, że z polskiej sceny bukmacherskiej znikną wszystkie podmioty nielegalnie oferujące zakłady wzajemne. W rzeczywistości tak się nie stało. Niektóre firmy, takie jak chociażby bet365, posłusznie opuściły Polskę, zostawiając klientom komunikat na swojej stronie internetowej.

Inne zastrzegły, że nie dadzą tak łatwo za wygraną. Przykładem może być bukmacher Unibet. W maju 2017 roku pojawiła się informacja, że firma bukmacherska Unibet, należąca do Kindred Group, złożyła wniosek o wydanie licencji, jednak po ponad roku wciąż jej nie otrzymała. Mimo to, nie zaprzestała swojej działalności w Polsce. Potwierdzeniem tego mogą być niedawno otrzymane przez polskich klientów e-maile. Unibet rozesłał wiadomość zachęcającą do udziału w organizowanych przez niego zakładach wzajemnych z okazji zbliżających się Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2018. Oprócz tego, bez żadnego problemu można znaleźć i odwiedzić jego stronę internetową, a następnie obstawić.

Piłka po stronie gracza – konsekwencje obstawiania u nielegalnych bukmacherów

Nielegalnych bukmacherów w Polsce by nie było, gdyby nikt nie korzystał z ich usług. Proste. Operatorzy z zagranicznymi licencjami mają swoje sposoby na dotarcie do naszych graczy, a nasi gracze mają sposoby na wyjście im naprzeciw. Korzystają między innymi z VPN, czyli Virtual Private Network. Za pomocą tej wirtualnej sieci łączą się z innymi komputerami, np. znajdującymi się w USA, a także maskują adres IP. Dzięki temu dana osoba zyskuje anonimowość, szyfrowane połączenie i …dostęp do strony nielegalnych w Polsce bukmacherów.

Mając świadomość sytuacji polskiej bukmacherki, a także obowiązującego prawa, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto obstawiać u nielegalnych bukmacherów w Polsce? Ta decyzja to indywidualna sprawa każdego zainteresowanego zakładami wzajemnymi, jednak należy zaznaczyć, że konsekwencje nie omijają graczy. Za udział w nielegalnych zakładach bukmacherskich grożą wysokie kary pieniężne, do 120 stawek dziennych, a więc sięgające nawet 3,2 miliona złotych. Oprócz tego klient takiego bukmachera traci zainwestowane środki oraz ewentualną wygraną. Co więcej, operatorzy bez koncesji nie troszczą się o zdrowe podejście graczy do obstawiania, a więc droga do uzależnienia jest krótka i prosta.

Zatem czy jest to gra warta świeczki? Zdecydowanie nie.