Z tej nazistowskiej twierdzy podjęto aż 300 brawurowych prób ucieczki

Oflag IV C w zamku Colditz miał być najlepiej strzeżonym niemieckim obozem jenieckim.
Z tej nazistowskiej twierdzy podjęto aż 300 brawurowych prób ucieczki

Zamek Colditz, którego historia sięga XI w., w czasie II wojny światowej służył Niemcom jako tzw. obóz specjalny, przeznaczony dla jeńców szczególnego nadzoru (osadzono tu m.in. Jerzego 2. hrabiego Haig, Gilesa Romilly’ego, siostrzeńca żony Winstona Churchilla, któremu udało się uciec, i Jerzego Lascellesa 7. hrabiego Harewood, siostrzeńca króla Jerzego VI, Edwarda VIII i kuzyna Elżbiety II) oraz dla takich, którzy uciekli z innych obozów i zostali schwytani.

Położony na wysokim klifie nad rzeką Muldą, 50 km od Lipska, zamek wydawał się Niemcom idealnym miejscem odosobnienia niepokornych przypadków. Zewnętrzne mury budowli miały ponad 2 m szerokości, wewnętrzny dziedziniec znajdował się na wysokości 18 m nad poziomem rzeki, a pomieszczenia dla osadzonych – jeszcze kilka metrów powyżej dziedzińca. Pat Reid, uciekinier z Colditz i autor książek o tym oflagu, wspominał: „Jak tylko wyszliśmy ze stacji, ponad nami zamajaczyła sylwetka naszego przyszłego więzienia: piękna, spokojna, majestatyczna i wystarczająco niedostępna, żeby nogi się pod nami ugięły. Ta wspaniała, postawiona na klifie budowla dominowała nad całą okolicą. Był to baśniowy zamek znany z bajek dla dzieci”.

Pierwszymi osadzonymi w Colditz byli Polacy, którzy trafili tu po kampanii wrześniowej 1939 r. W latach 1940–1943 w Colditz przebywało od 40 do 100 polskich żołnierzy, m.in. kontradmirał Józef Unrug, dowódca marynarki wojennej w kampanii wrześniowej, i płk Mieczysław Mozdyniewicz – w oflagu komendant Tajnej Organizacji Bojowej (zatwierdzony przez AK). Dowódca AK gen. Bór-Komorowski i gen. Antoni Chruściel trafili do zamku z kolei w lutym 1945 r. Przetrzymywano tu także Brytyjczyków, Francuzów, Kanadyjczyków, Belgów, Czechów, Duńczyków i Australijczyków.
 

NAJLEPSI Z NAJLEPSZYCH

Pomysł Niemców, aby w Colditz osadzić budowniczych tuneli, fałszerzy i najbardziej pomysłowych oficerów, których celem była ucieczka z obozu i dalsza walka na froncie, okazał się niewypałem. Ludzie o takich talentach – zgromadzeni w jednym miejscu – bardzo szybko zaczęli wymieniać się doświadczeniami. Tym bardziej że obozowe życie upływało raczej bez większych emocji. W ciągu dnia odbywały się dwa apele. Podawano trzy posiłki. W międzyczasie więźniowie uprawiali sport, grali na instrumentach (do kupienia w więziennym sklepie), przygotowywali się do przedstawień teatralnych, uczyli się wzajemnie języków i czytali. Próby ucieczki mogli opracowywać chociażby z nudów. Wszyscy zdawali sobie też sprawę, że chronią ich regulacje konwencji genewskiej, zgodnie z którymi za próbę ucieczki groziły im jedynie kary dyscyplinarne. Początkowo jeńcy wymykali się niezależnie od siebie (zdarzyło się nawet, że więźniowie budowali dwa równoległe tunele), ale po jakimś czasie pewien brytyjski pułkownik wpadł na pomysł, aby każda grupa narodowa miała przedstawiciela odpowiedzialnego za plan ucieczek. W rezultacie podczas 300 prób 120 więźniom udało się z twierdzy wydostać, z czego 31 oficerów wróciło do domu. Colditz opuściło w ten sposób 12 Francuzów, 11 Brytyjczyków, 7 Duńczyków i jeden Polak – płk Kroner, który uciekł ze szpitala. Połowa uciekających wydostała się bezpośrednio z zamku, pozostali spoza niego: podczas przewożenia do innych obozów, w czasie wizyty u dentysty czy ze szpitala.

Porucznik Dominic Bruce dostrzegł szansę dla siebie, kiedy Niemcy rozkazali, aby niepotrzebne rzeczy osobiste więźniów spakować do pudeł i wynieść na strych. Bruce zrobił linę z prześcieradeł i zamknął się w jednym z pojemników. Kiedy wyniesiono go na strych, poczekał do nocy, wyszedł z pudła i spuścił się na linie po murze zamku. Poczucie humoru go nie opuszczało. Zostawił kartkę, na której napisał po niemiecku: „Powietrze w Colditz już mi nie odpowiada. Do widzenia”. Niestety został złapany tydzień później w Gdańsku.

Frustrującą przygodę przeżył Szkot Peter Allen (na zdjęciu na str. 42). W maju 1941 r. na rozkaz Niemców więźniowie mieli znieść ze strychu nieużywane materace i załadować je na ciężarówkę. Peter Allen założył niemiecki mundur i ukrył się w jednym z nich. W ten sposób udało mu się wyjechać z zamku. Po kilkunastu godzinach podróży, a potem wyczekiwania wydostał się na zewnątrz. Uciekinier szczęśliwie dotarł do Wiednia, a tam odnalazł ambasadę amerykańską, gdzie poprosił o pomoc. Jego ciotka miała amerykańskie obywatelstwo, więc na nią się powoływał. USA nie były wtedy jeszcze w stanie wojny z Rzeszą i urzędnicy odmówili. Zdesperowany, głodny i bez pieniędzy dał się schwytać i wrócił do Colditz.

Oficerów brytyjskich dotyczył oficjalny rozkaz, żądający podejmowania prób wydostania się z niewoli. Działała specjalna jednostka służb specjalnych – MI 9 do pomagania uciekinierom. Opuszczenie obozu, mimo że trudne, było przecież zaledwie połową sukcesu. Jeszcze trzeba było pokonać kilkaset kilometrów, żeby przedostać się na neutralny teren. To właśnie poza zamkiem schwytano najwięcej uciekinierów. Jednostka MI 9 dostarczała pocztą internowanym oficerom wiele przydatnych przedmiotów. Otrzymywali np. mapy Niemiec nadrukowane na kartach do gry – ujawniały się po włożeniu kart do wody, czy kompasy ukrywane w wiecznych piórach. Do MI 9 wstąpił jeden z uciekinierów z Colditz – por. Airey M. S. Neave, który zwiał w styczniu 1942 r. Po przedstawieniu obozowego teatru wczołgał się pod scenę, stamtąd przedostał się do budki strażnika i opuścił zamek w przebraniu niemieckiego oficera. Po 2 dniach dotarł do Szwajcarii.
 

 

IDEA FIX

Podczas gdy niektórzy po prostu wychodzili przez zamkową bramę przebrani za żołnierzy niemieckich, inni podejmowali czasochłonne przedsięwzięcia. Takim był tzw. francuski tunel budowany przez 8 miesięcy – od czerwca 1941 r.! Jego budowę rozpoczęli oficerowie Cazaumayo i Paille, którzy zdecydowali, że wejście do niego usytuują na szczycie wieży. Tam odkryli stary, pusty szyb od windy, pozbawiony lin i mechanizmów. Jego dodatkowym atutem było to, że Niemcy – po wielu innych próbach ucieczek – na poszczególnych piętrach zamurowali do niego wejścia.

Ze szczytu wieży Francuzi spuszczali się 35 m na linie aż do piwnicy i tam zaczynało się prawdziwe kopanie. Wykop miał 44 m długości i sięgał do 8,5 m w dół. Był w całości zelektryfikowany – prąd czerpali z kaplicy. Wejście do tunelu było ukryte pod kilkoma wielkimi kamieniami, a ziemię z wykopu Cazaumayo i Paille transportowali szybem w górę i gromadzili na strychu. Jeśli po drodze trafiali na kawały drzewa, rozcinali je ręcznie wykonanymi piłami zrobionymi z noży kuchennych, a jeśli na kamienie, których nie mogli rozbić – omijali je i zmieniali kierunek kopania. Budowa tunelu trwała za długo. Na początku 1942 r., kilka metrów przed zakończeniem prac, Niemcy odnaleźli sekretne wejście i na gorącym uczynku przyłapali pomysłowych budowniczych.

Jednak najbardziej niezwykłą próbę ucieczki z oflagu podjęli Bill Goldfinch i Jack Best. Ci dwaj brytyjscy piloci, schwytani po próbie ucieczki z jednego z obozów i osadzeni w zamku Colditz, nie zamierzali długo tu zabawić. Stwierdzili, że skoro Niemcy wciąż przetrząsają piwnice w poszukiwaniu tuneli, to oni zdecydują się na coś zupełnie innego. Na strychu nad kaplicą, za dobudowaną ścianą, od maja 1944 r. zaczęli konstruować dwuosobowy szybowiec. Pomagali im dwaj inni oficerowie – Anthony Rolt i Stooge Wardle. Projekt wyrysował Bill Goldfinch na podstawie swojej wiedzy i dwutomowego podręcznika „Projektowanie samolotów” Latimera Needhama, którą ze zdziwieniem odnalazł w więziennej bibliotece.
 

Po raz pierwszy colditz został wymieniony w dokumencie z 1046 roku, w którym cesarz Henryk III Salicki ofiarował posiadłość żonie. Pierwszy zamek 40 lat później wybudował w tym miejscu Wiprecht von Groitzsch. W 1430 r. husyci podpalili budowlę, niestety wkrótce po odbudowie zamek ponownie spłonął. W połowie XVI w. zamieszkał tu August I Wettin. W 1694 r. nowym właścicielem zamku został August II Mocny, który pojawiał się tu, gdy jeździł na polowania. Kiedy został królem Polski, zaniedbał siedzibę. Zaczęła podupadać. Pod koniec XVIII w. odbyła się aukcja, na której sprzedano pozostałe meble i obrazy (m.in. Lucasa Cranacha Młodszego). Od 1829 r. przez prawie sto lat działał tu pierwszy w Niemczech szpital psychiatryczny. Zanim na zamku powstał oflag, w 1933 r. naziści przetrzymywali w nim 600 swoich przeciwników. Po wojnie Colditz znalazł się w NRD, a na zamku ulokowano rodziny posiadaczy ziemskich, których własność skonfiskowali komuniści. Po 1989 r. przez 7 lat ponownie działał tu szpital, a potem remontowano go do 2005 r. Obecnie w salach zamkowych działa Muzeum Uciekinierów i hostel.

Żebra kadłuba składali z kilkuset elementów łóżek i innych zdobytych kawałków drewna, skrzydła – z desek podłogowych. Zszyte poszwy z pościeli miały służyć jako powłoka na kadłub. Linki sterownicze zrobili z przewodów elektrycznych ukradzionych w niewykorzystywanych częściach zamku. Zakładali, że w dniu ucieczki wybiją dziurę w zachodniej ścianie, wypchną szybowiec na dach i doczepią mu skrzydła o rozpiętości 10 m. Za katapultę miała im posłużyć wanna wypełniona ziemią i cementem, o wadze 1 tony. Pociągnęłaby za sobą szybowiec, który wzniósłby się w powietrze i rozwinął prędkość 50 km/godz. Brytyjczycy skończyli budować szybowiec w styczniu 1945 r. I wtedy okazało się, że koniec wojny jest tak blisko, że ucieczka nie ma już sensu.

Replikę maszyny zmontowali i przetestowali autorzy programu „Ucieczka z Colditz” emitowanego w Channel 4 w 2000 r. Próba lotu powiodła się. Model szybowca można teraz oglądać w Imperial War Museum w Londynie. Sam Bill Goldfinch już na emeryturze zbudował sobie inny samolot – Luton Minor, którym regularnie latał aż do osiemdziesiątki.

 

 

NOC W WIĘZIENIU

Na zamku Colditz działa teraz Muzeum Uciekinierów. Jednym z jego twórców jest niemiecki strażnik w oflagu Reinhold Eggers (autor książki „Colditz. Niemiecka opowieść”). Za 5 euro można wejść do tunelu wykopanego przez jeńców, a także obejrzeć sfałszowane dokumenty, niemieckie mundury oraz ręcznie wykonaną maszynę do szycia, na której żołnierze je szyli. Jest tu drabina zrobiona z fragmentów łóżek i materaców, tajny nadajnik radiowy, naczynia, w których topiono ołów na podrabiane pieczęcie oraz guziki mundurów (ołów pochodził z rur kanalizacyjnych), a także replika szybowca. W pokoju, w którym mieszkał Bór-Komorowski, urządzono ekspozycję poświęconą Polsce i Powstaniu Warszawskiemu.